reklama

Najlepsi z najlepszych walczyli w Starachowicach

Mistrzostwa Polski w Kickboxingu

Informacje sportowe

Najlepsi z najlepszych walczyli w Starachowicach

Mistrzostwa Polski w Kickboxingu

 

Dragon zaliczył kolejny organizacyjny sukces. Mistrzostwa Polski w Kickboxingu z roku na rok zyskują bowiem na randze, a nasi cali w złocie. Medale z tego kruszcu wywalczyli: Marek Jasiński, Karol Mamerski, Dominika Czernikiewicz, Adrian Gunia, Wiktor Madej i Filip Zawłocki. 

Starachowice znów stały się stolicą polskiego kickboxingu. Do naszego miasta zjechali najlepsi zawodnicy, 109 zawodników, aby walczyć o tytuły Mistrzów Polski w formule oriental rules. Gościem specjalnym, który wystąpił w roli trenera jednego z zespołów był Marcin Różalski, znany zawodnik MMA. Punktem kulminacyjnym mistrzostw (8 - 10 grudnia br.) była gala finałowa, podczas której mogliśmy śledzić walki najlepszych w każdej z kategorii.

Dragon miał na tej imprezie 11 reprezentantów. Pierwszego dnia wywalczyliśmy dwa medale. Zaczęło się bardzo dobrze, bo od "złota" Marka Jasińskiego - prezesa i trenera starachowickich "Smoków", który bronił wywalczonego przed rokiem tytułu. W finale kategorii do 74 kilogramów w formule kick-light zmierzył się z Maciejem Domaradzkim z Łodzi i zdecydowanie (3 :0) wygrał.

- Broniłem tytułu sprzed roku, więc rywale musieli najpierw mierzyć się ze sobą, o prawo walki ze mną. Finał nie był łatwy, choć w ocenie sędziowskiej wygrałem zdecydowanie. Czułem jednak, że mój organizm jest osłabiony i pewnie wpływ na to miała organizacja mistrzostw. Nie ukrywam, że miałem obawy przed walką, ale cieszy to, że wygrałem - powiedział Marek Jasiński.

Drugi złoty medal tego dnia zawisł na szyi Dominiki Czernikiewicz, która krążek zdobyła bez walki, bowiem w swojej kategorii nie miała żadnej rywalki. Zawody były mniej udane dla debiutujących i mało doświadczonych zawodników naszego klubu, którzy już po pierwszym starciu musieli marzenia o medalu odłożyć na później. Szczęście im nie dopisało, bowiem mierzyli się w dużej mierze z bardzo doświadczonymi rywalami.

Kazimierz Pera musiał uznać wyższość Adama Wiśniewskiego, któremu uległ po trzech rundach na punkty. Werdykt sędziów był jednomyślny.

- Dla niego był to dopiero drugi start w tej formule i cały czas zbiera doświadczenie, a do tego rywalizuje w najcięższej kategorii. Staraliśmy się zbić wagę i walczyć w niższej, ale nie w każdej kategorii mieliśmy zgłoszonych zawodników, dlatego postanowiliśmy walczyć z cięższymi rywalami. Miał również pecha, bo już w pierwszej walce trafił na bardzo silnego rywala, który w kolejnej rundzie znokautował dwukrotnego Mistrza Polski. Mimo przegranej, jego występ uznaję za udany, bo dzielnie się trzymał i nie był zagrożony nokautem - komentuje trener.

Dużego pecha miał debiutujący Michał Miszta, który już w pierwszym starciu zmierzył się z faworytem. Przegrał w drugiej rundzie przez nokaut.

- Michał był absolutnym debiutantem i już na początku nie dopisało mu szczęście, bo trafił na Mateusza Hiki, a to zawodnik z najwyższej półki. To coś takiego, jakby uczyć się pływać nawet nie na głębokiej wodzie, a od razu w oceanie. Michałowi udało się przetrwać do drugiej rundy, ale później poprzez drugie liczenie nie był już w stanie dalej walczyć - ocenia szkoleniowiec starachowickiego klubu.

Na pierwszej walce udział w Mistrzostwach Polski zakończył także inny z debiutantów Artur Wziątek, który rywalizował z doświadczonym zawodnikiem Legionu Głogów - Dominikiem Balą.

- To jest chłopak, który ma znakomite warunki fizyczne i ogromny potencjał. Już na starcie zmierzył się z rywalem, który w finale postawił się Filipowi Zawłockiemu. Samo to, że przetrwał trzy rundy i nie dał sobie zrobić krzywdy, to duże osiągnięcie - skomentował M. Jasiński.

Małym zaskoczeniem było odpadnięcie z rywalizacji w początkowej fazie Ernesta Kisiela. To zawodnik, który przyzwyczaił nas do sukcesów, ale w Starachowicach debiutował wśród seniorów i niedawno wznowił treningi po poważnej kontuzji.

- Ernest miał prawie półroczną przerwę po złamaniu szczęki, a do tego jest w klasie maturalnej i nieco więcej czasu musi poświęcić nauce. Rywalizuje już w seniorach i dla niego był to pierwszy start w wyższej niż zwykle kategorii wagowej. Do tego wszystkiego jeszcze nigdy nie mierzył się w trzech rundach po trzy minuty i dla niego już na początku było bardzo dużo nowości. Mimo tego, w pierwszej rundzie dominował zdecydowanie, drugą również wygrał, a rywal miał przewagę tylko w ostatnim starciu, ale ta przewaga była bardzo widoczna. W orientalu duże znaczenie ma to, ile sił zawodnik zachowuje właśnie w ostatniej rundzie i to miało wpływ na końcowy werdykt - mówi nasz rozmówca.

Pierwsze walki w sobotę stoczyli także: Filip Zawłocki, Karol Mamerski i Adrian Gunia. To niezwykle doświadczeni zawodnicy, którzy pewnie wywalczyli przepustki na galę finałową, gdzie walczyli o złote medale. Jednak jako pierwsza w ringu pojawiła się Wiktoria Kania, która walczyła w kategorii juniorów do 60 kilogramów.

- To jest bardzo młoda zawodniczka, która dopiero wszystkiego się uczy. W pierwszą swoją walkę weszła bardzo dobrze, zaczęła od mocnych kopnięć i osiągnęła przewagę, jej rywalka była nawet liczona. Później jednak zabrakło doświadczenia i obycia. To wykorzystała rywalka, która rozstrzygnęła walkę w drugiej rundzie - ocenił trener Dragona.

Znakomity debiut zaliczył za to Wiktor Madej, który mimo dużych problemów wywalczył złoty medal wygrywając w finale 2:1.

- Wiktor debiutował w tych zawodach i bardzo zależało mu na udanym występie. Zaczął bardzo mocno, jego przeciwnik był liczony, ale ostatnie dwie rundy to była walka o przetrwanie, bo wyraźnie naszemu zawodnikowi brakowało sił. Mimo tego że było mu ciężko, wytrzymał i wygrał werdyktem sędziów - skomentował trener.

Znakomite zawody rozegrał Karol Mamerski, który do swojego dorobku dołożył kolejny złoty medal. W finale stoczył zacięty bój z Macieje Guzem z Lublina i ostatecznie wygrał werdyktem sędziów 2:1.

- Karol jest zawodnikiem całkowicie nieobliczalnym. Bardzo chciał przed własną publicznością pokazać się z dobrej strony. Pierwszą walkę wygrał zdecydowanie, ale drugie starcie było dla niego bardzo ciężkie. Stanął na wysokości zadania, pokazał wolę walki i również finał zakończył zwycięstwem - ocenił szkoleniowiec.

W przypadku Adriana Guni nie spodziewaliśmy się nic innego, jak spektakularnego zwycięstwa. Tak też było. Niezwykle utalentowany zawodnik Dragona jak burza przeszedł przez obie walki, broniąc tym samym tytułu Mistrza Polski.

- Adrian bronił tytułu sprzed roku. To jest nasze złote dziecko. Jak tylko jest w formie i nie dolega mu kontuzja, to jest fantastyczny i nikt nie jest w stanie go zatrzymać. Pewnie wygrał dwie walki i po raz drugi z rzędu uznany został najlepszym zawodnikiem wśród juniorów - cieszy się trener.

Podobne nadzieje wiązaliśmy z występem najbardziej utytułowanego w ostatnich latach wychowanka Dragona - Filipa Zawłockiego. On również nie zawiódł pokładanych w nim nadziei, chociaż w finale wcale nie było mu łatwo. W decydującej walce pomścił klubowego kolegę i pokonał Dominika Balę z Głogowa.

- W finale miał bardzo ciężkiego przeciwnika. Obawiałem się trochę o kondycję, tym bardziej że już w pierwszej rundzie stłukł piszczel i zastanawiałem się, jak to będzie wyglądać w kolejnych rundach. Okazało się jednak, że umie wykorzystać doświadczenie, zdecydował się więcej boksować i oszczędzać nogę, co przyniosło rezultat i walkę ostatecznie wygrał na punkty - nie kryje satysfakcji Marek Jasiński.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ