reklama

Mimo wszystko święta

Mimochodem

 

Dla wielu pracujących piątek jest ostatnim dniem roboczym przed kilkudniowym okresem świątecznym. I to niekoniecznie aktywnym pod względem zawodowym.

Tak się bowiem u nas przyjęło, że przed Bożym Narodzeniem, w przeddzień, w zakładach pracy zawsze organizowało się i organizuje wigilie, popularnie nazywane niegdyś śledzikiem. A jakże, był i jest opłatek. A przy nim najlepsze życzenia zdrowia, szczęścia i... więcej pieniędzy. W tym roku to ostatnie życzenie staje się coraz bardziej aktualne. Kroczy inflacja, a z nią podwyżki cen. Szczególnie zauważalne w przypadku artykułów żywnościowych – droższe masło, aż do nawet ponad 8 zł, i jajek – nawet po złotówce, wcale nie od zielononóżek. Tyle że to akurat nie jajeczne święta, więc mniej się ich zużyje. Najwyżej do sałatek.

Kiedyś mawiało się, że niedziela postu nie przyjmuje, więc wtedy, kiedy wigilia przypadała właśnie w ten dzień, świętować zaczynało się już w sobotę. Tym razem bliscy i znajomi wigilie organizują tak jak wypada – 24 grudnia, czyli w niedzielę. Skracają sobie zatem czas świętowania. W sobotę bowiem będą jeszcze wypieki, porządki, nie mówiąc o zakupach. Przecież nawet na jeden świąteczny dzień 11 listopada starachowiczanie kupowali tyle, jakby mieli świętować tydzień, a nie tylko w sobotę, po której następowała zwykła handlowa niedziela. Nie dość że nie można było zaparkować, to jeszcze w sklepach tworzyły się tasiemcowe kolejki. Po wszystko. Również w aptekach. Ten okres przedświąteczny nie będzie inny, bo przecież wolne są jeszcze poniedziałek i wtorek.

Może nie najgorzej, że święta startują w niedzielę, bo mniej będzie siedzenia przy świątecznych stołach. Nie wszędzie spotykają się przy nich podobni sobie ludzie. Zjeżdżają ze świata z własnymi poglądami, sympatiami, oceanami zdarzeń i faktów, nie mówiąc o drobnych i większych animozjach wobec niektórych członków familii. Jak to w rodzinie. O ile jednak ciocię wytykająca siostrzenicy zbyt bezstresowe wychowanie dzieci da się obok niej posadzić przy stole, o tyle różnice światopoglądowe, idące zazwyczaj w parze z różnicami politycznymi, mogą nastrój świąteczny nadwerężyć.

Koleżanka wraz z mężem są jedynymi osobami w rodzinie – dużej, wielopokoleniowej - w której pozostali sprzyjają, i to ostentacyjnie, wybranej opcji politycznej. Bez rozmów o sytuacji w kraju, na świecie i w gminie się zatem nie obejdzie. Z tego powodu już dziś koleżeństwo mobilizuje się, żeby nie dać się wyprowadzić z równowagi i nie włączyć do rodzinnej dyskusji na tematy niewygodne. Mają w zanadrzu całkiem przyziemne, o dorastających dzieciach, o modernizacji posesji, o planach wakacyjnych, co ma ich ustrzec przed wkroczeniem na grząskie tereny. Wystarczy, że na co dzień mąż koleżanki słyszy, jak to całkowicie dał się usidlić żonie, która zmieniła nawet jego widzenie rzeczywistości. Dziś niejednorodnej tak bardzo, jak jest podzielone polskie społeczeństwo. Nawet kultura nie wydaje się bezpiecznym schronieniem, gdyż wśród wymienianych książek może np. niebacznie wypłynąć nazwisko Tomasza Piątka, sprawdzającego powiązania bardzo ważnego ministra. I awantura gotowa.

Namiastkę podobnych uroczystości rodzinnych, a zatem i świąt, mam kilka razy w roku. Sytuacja jest jednak odwrotna. To nieliczna grupa gości jest w mniejszości. Nauczeni wieloletnim doświadczeniem, unikamy – jak ognia – tematów zakazanych. Chyba że komuś zależy, żeby celowo ukłuć w czułe miejsce przyjezdnych. Zaraz jednak reszta, ratując sytuację, łagodzi ton rozmowy, też sprowadzając ją na rodzinne dzieci, biegające beztrosko wokół świątecznego stołu. Wszak Boże Narodzenie ma wyjątkowy klimat i w żadnym razie nie powinno się tych świąt bezcześcić próżnym gadaniem. Już choinka zachęca do snucia opowieści o rodzinnych tradycjach, osobach, które przy tym samym często stole zasiadali przed laty, a dziś ich nie ma, i o sile więzi rodzinnych. Bo mimo różnic, wigilijny i świąteczny stół gromadzi jednak wszystkich. I wszyscy na ten czas niechże zawrą rozejm. Szkoda przecież tego niezwykłego czasu – drzewko, pierwsza gwiazdka, opłatek, smaczne potrawy, prezenty - marnować. Raczej wziąć z niego jak najwięcej, by zachować na długo dobry nastrój, a potem miłe wspomnienia.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ