reklama

Każdy zwierzak otrzyma pomoc!

Starachowicki Dr Dolittle

W numerze

Każdy zwierzak otrzyma pomoc!

Starachowicki Dr Dolittle

 

Starachowiczanin o wielkim sercu, lekarz weterynarii Dariusz Białoń, od 25 lat bezinteresownie pomaga bezdomnym zwierzętom z naszego miasta. Nie jest w stanie powiedzieć, ilu zwierzętom pomógł w całej swojej karierze, ale w bieżącym roku, dzięki doktorowi, 167 psów i kotów znalazło nowy, lepszy dom, a jedynie 20 trafiło do schroniska.  

- Od dzieciństwa chciał się pan zajmować zwierzętami?

- Pomysł był wypadkową tego, co chciałem robić, bo zawsze miałem zainteresowania biologiczne i tego, jak myślałem o swojej przyszłości w dorosłym życiu. Chciałem studiować biologię, ale był to kierunek teoretyczny, przynajmniej w czasach mojej młodości, tj. w latach 80-tych. Po dłuższym zastanowieniu i rozpoznaniu tematu, postanowiłem zdawać egzaminy wstępne na Wydział Weterynarii Akademii Rolniczej w Lublinie (dzisiejszego Uniwersytetu Przyrodniczego). Udało się, rozpocząłem 5,5-letnie studia na tym wydziale i w 1988 r uzyskałem dyplom lekarza weterynarii. Później odbyłem jeszcze 3-letni kurs specjalizacyjny z zakresu chorób psów i kotów na tej samej uczelni. Nie mam żadnych tradycji rodzinnych, jeśli chodzi o zawód lekarza weterynarii, tak więc wybór był moim "autorskim" pomysłem. Przychodnię Weterynaryjną AS prowadzę nieprzerwanie od 1992 r.

- Skąd pomysł na działalność na rzecz zwierząt?

- Wziął się z potrzeby chwili i oceny sytuacji zwierząt bezdomnych tu i teraz. W Starachowicach i okolicy było dużo bezdomnych psów i kotów, ktoś musiał się nimi zająć. Zawsze przychodziło do naszej przychodni dużo osób z bezdomnymi psiakami i kotami. Ktoś musiał udzielać im pomocy i tak to się zaczęło. Myślę zresztą, że nie jest to specyfiką tylko naszej przychodni - takie zwierzęta trafiają także do pozostałych placówek weterynaryjnych na terenie Starachowic. Udało nam się namówić do pomocy nasze miasto i tym samym zyskać niezbędne w takiej sytuacji wsparcie finansowe. Sytuacja bezdomnych zwierzaków na terenie naszego miasta jest więc niezwykle komfortowa, jeśli można użyć takiego sformułowania. W zasadzie każde bezdomne zwierzę może liczyć na pomoc. Rada Miejska uchwaliła program zwalczania bezdomności zwierząt, w ramach którego możliwym stało się udzielanie im potrzebnej pomocy weterynaryjnej, ich sterylizacja lub kastracja, a także - w sytuacjach tego wymagających - czasowe "hotelowanie" psów w ośrodku współpracującej z nami Nadii Cendrowskiej z Marcinkowa. Duże zrozumienie dla potrzeb naszych czworonożnych przyjaciół wykazuje zawsze prezydent miasta, Marek Materek, który - jak wiem - jest wielkim miłośnikiem psów i kotów. Za wręcz modelową uznać można także współpracę z naszą Strażą Miejską, której funkcjonariusze zawsze profesjonalnie i z pełnym zaangażowaniem podchodzą do niekiedy trudnych "kocio-psich" tematów. Współpracujemy też z ludźmi dobrego serca, którzy bezinteresownie i dosłownie o każdej porze dnia i nocy gotowi są pomagać będącym w potrzebie czworonogom. Są panie, które szczególną sympatią darzą bezdomne koty, dokarmiają je, przynoszą na zabiegi sterylizacji, wykazują czujność, kiedy któryś z kociaków zachoruje. Taką działalność cenimy sobie najbardziej. Spontaniczne, bezinteresowne zainteresowanie losem potrzebujących psów i kotów daje najlepsze rezultaty. Ludzka wrażliwość i zrozumienie dla potrzeb danego psa, czy kota nie dadzą się zastąpić sformalizowanymi procedurami tzw. organizacji prozwierzęcych.

- Jakie są pierwsze kroki należy podjąć, aby pomóc bezdomnemu zwierzęciu?

- Jeśli widzimy bezdomnego psa czy kota, warto się upewnić, czy istotnie tak jest. Zdarzają się sytuacje - i to wcale nierzadko- że dzwonią do nas mieszkańcy z informacją, że gdzieś, pod którymś z bloków od kilku dni przebywa pies lub nawet kilka psiaków, które wyglądają na bezdomne. W takiej sytuacji najczęstszym powodem tej rzekomej "bezdomności" jest suka mająca cieczkę i mieszkająca w tym właśnie bloku. Trudno więc odławiać całe stado psów, które pójdą sobie stamtąd w momencie, kiedy cieczka się skończy. Zdarza się także, że ktoś wręcz wymaga od nas, aby zabrać psa, który jak się później okazuje ma właściciela. Zdarzają się także, przynajmniej kilka razy w miesiącu, przypadki zagubienia się psa, który nie wie jak wrócić do swojego domu. Tutaj rozwiązaniem byłoby coraz bardziej powszechne czipowanie zwierząt domowych, o co od dawna apelujemy do wszystkich właścicieli czworonogów. Sam zabieg wszczepienia mikroczipu jest prosty, praktycznie bezbolesny. Oznakowane w ten sposób zwierzę, w przypadku jego schwytania, ma praktycznie 100-procentową szansę na powrót do swojego właściciela. Zachęcamy wszystkich posiadaczy psów (kotów także) do ich czipowania - to bardzo pożyteczny zabieg.

- A jeśli okazuje się, że zwierzak nie ma domu?

- Taki fakt należy zgłosić do Urzędu Miejskiego, do pani Karoliny Wasilewski, która zajmuje się sprawami związanymi z opieką nad bezdomnymi zwierzętami (nr tel : 41 273 82 42). Ona decyduje o podejmowanych dalej krokach. Alternatywnie można zadzwonić z taką informacją do Straży Miejskiej (poza godzinami pracy urzędu). Co do losów samego zwierzaka - różne mogą być jego losy. Kiedy dostajemy z Urzędu Miejskiego lub Straży Miejskiej polecenie zajęcia się błąkającym się psem, najpierw sprawdzamy, czy nie ma on wszczepionego mikroprocesora. Niestety, jak już wspomniałem - większość zwierząt w naszym mieście jest nieoznakowana i przypisanie ich do konkretnej osoby jest w takim przypadku niemożliwe. Dotyczy to szczególnie tych psów, których właściciele chcą się ich pozbyć i są wyrzucane. W takiej sytuacji zabieramy psa do naszej przychodni, badamy i obowiązkowo czipujemy. Jeżeli wymaga pomocy weterynaryjnej, to jej udzielamy. Gdy jest zdrowe, przeprowadzamy zabiegi profilaktyczne, tzn. odrobaczamy, odpchylamy oraz szczepimy. Każde zwierzę, które do nas trafia, otrzymuje taki podstawowy pakiet. Dorosłe staramy się dodatkowo sterylizować. Wszystko to odnotowujemy w książeczce zdrowia. Wychodzimy z założenia, że nie możemy oddać do adopcji zwierzęcia, które nie jest już na starcie zabezpieczone, które nie jest do takiej adopcji przygotowane. Kiedy nasz pacjent jest już gotowy do zmiany miejsca zamieszkania, umieszczamy stosowne ogłoszenie w mediach elektronicznych, najczęściej na Facebooku. Często zaprzyjaźnione z nami osoby dodają nasze ogłoszenia na innych portalach, w różnych grupach (np. zgubiono-znaleziono) itp.

- Adopcja zwierzaka wymaga spełnienia stawianych warunków...

- Jeżeli znajduje się osoba chętna do zaopiekowania się danym zwierzęciem, sprawdzamy, czy jest osobą odpowiedzialną, czy decyzja o adopcji nie jest podyktowana tylko emocjami. Krótko mówiąc: staramy się ocenić, czy potencjalny właściciel jest wiarygodny. Jeśli spełnia podstawowe wymagania, to oddajemy mu zwierzę i podpisujemy stosowną umowę adopcyjną. Zobowiązuje ona właściciela do przejęcia opieki nad zwierzęciem, do zapewnienia mu odpowiednich warunków do życia, pokarmu, odpowiedniej opieki weterynaryjnej itd. Podpisanie umowy oznacza, że osoba ta staje się prawnym opiekunem zwierzęcia i od tej chwili przejmuje odpowiedzialność za jego los.

- Ostatnio spotkaliśmy się z panem przy okazji interwencji w sprawie zaniedbanego psa, który ma właściciela. Co robić, kiedy ktoś nie dba należycie swojego pupila?

- Można i trzeba interweniować, ale już nie za naszym pośrednictwem. W Starachowicach działa Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami oraz fundacja Green-dog. To oni zajmują się takimi sytuacjami. Jeżeli zdarzenie ociera się o wykroczenie albo wręcz przestępstwo, należy się kontaktować ze Strażą Miejską lub nawet policją. Lekarz weterynarii, niestety, nie ma możliwości ani uprawnień, aby bezpośrednio w takiej sytuacji interweniować. Możemy rzecz jasna wydać opinię lekarsko-weterynaryjną nt. stanu zdrowia zwierzęcia, ale kroki prawne podejmują już powołane do tego instytucje.

- Czy zwierzaki długo muszą czekać na swój dom, na ludzi, którzy zdecydują się nimi zaopiekować?

- Największe szanse mają młode zwierzęta, czyli kociaki i szczeniaki. W tym przypadku mamy prawie sto procent szans, że znajdziemy dla nich dom. Z dorosłymi zwierzętami jest znacznie trudniej. Udaje nam się niekiedy znajdować dom dla dorosłego psa czy kota, ale jest to zdecydowanie trudniejsze. Co do czasu oczekiwania, sytuacja wygląda bardzo indywidualnie. Zdarzały się nam adopcje bardzo szybkie, na przykład w dzień po przyjęciu psa czy kota do nas, jednak czasem znalezienie nowego domu zajmuje nawet kilka miesięcy. W skrajnych sytuacjach, kiedy nasz pacjent przez dłuższy czas nie może znaleźć nowego właściciela, jesteśmy zmuszeni przekazać go do schroniska w Janiku, gdzie ma większe szanse na udaną adopcję. Jeśli chodzi o skalę adopcji realizowanych w mojej przychodni, to od początku roku do chwili obecnej udało nam się znaleźć domy dla 167 psów i kotów, a do schroniska w Janiku przekazaliśmy tylko ok. 20 psów.

- A można było przypuszczać, że odchowane i nauczone życia z ludźmi zwierzaki mają równe, jeśli nie większe szanse z młodymi...

- Realia, niestety, są zupełnie inne. Decyduje argument o możliwości wychowania sobie swojego szczeniaka lub kociaka. Często osoby decydujące się na adopcję przychodzą do nas z konkretnymi oczekiwaniami, chcą np. mieć "małego pieska" lub pieska, który byłby łagodny w stosunku do dzieci. Część zwierzaków, dla których staramy się znaleźć nowy dom, przebywa u nas w przychodni - jest to dla nich dodatkowa szansa, ponieważ można je u nas obejrzeć, porozmawiać z nami na temat ich charakteru czy tego, jak będą one wyglądać jako zwierzęta dorosłe. Bezdomne koty lub szczeniaki przebywające w naszej przychodni można zobaczyć "na żywo", można im się przyjrzeć, ocenić jak się zachowują. Działa to trochę na zasadzie "witryny" i choć być może brzmi to nieco dziwnie, to takie są fakty. Pobyt w przychodni jest też dla wielu młodych zwierząt szansą na ich socjalizację. Część z nich jest trochę "dzikawa", a tutaj są cały czas w kontakcie z nami i naszymi pacjentami. Widzą inne zwierzęta, obserwują ludzi i nabierają przekonania, że nie muszą się nas bać, że żadna krzywda ich nie spotka. Niebagatelne znaczenie ma także fakt, że nasze zwierzaki rzeczywiście potrzebują ludzkiej pomocy, są psimi lub kocimi sierotami, często mają za sobą niezbyt przyjemną dla nich przeszłość, oczekują i potrzebują ludzkiej miłości i troskliwej opieki. Wszystkie przekazywane do nowych domów psy i koty oddajemy gratis, nigdy nie pobieramy za nie żadnych opłat. Tym różnimy się od różnych dziwnych ofert zamieszczanych na portalach ogłoszeniowych. Jak wspomniałem, nasi podopieczni są też w 100 procentach "zaopatrzeni" od strony weterynaryjnej. Wszystkie te fakty warto brać pod uwagę szukając nowego pieska czy kotka. Jeśli ktoś z czytelników "Gazety" nosi się z takim zamiarem - zapraszamy do nas. Doradzimy, porozmawiamy o państwa oczekiwaniach i postaramy się dobrać odpowiedniego czworonożnego towarzysza. Jedyne co trzeba mieć, to przekonanie, że chce się związać swój los z jakimś czworonogiem na kilkanaście najbliższych lat...

- Czy często docierają do poradni zwierzęta, którym nie da się już pomóc?

- Sytuacje, w których zwierzęta muszą być uśpione, są rzadkie i najczęściej dotyczą takich, które doznały ciężkich urazów podczas wypadków drogowych lub są bardzo stare i schorowane. W sumie jest to kilka - kilkanaście przypadków w roku.

- Satysfakcja z dawania zwierzętom "drugiego, lepszego życia", jest na tyle duża, by zrekompensować te gorsze strony pracy...

- Warto się tym zajmować, bo w 50- tysięcznym mieście skala potrzeb w zakresie opieki nad bezdomnymi psami jest ogromna. W naszym mieście (i nie tylko, bo adopcje są też spoza Starachowic, a niekiedy także za granicę Polski) wciąż znajdują się ludzie, którzy chcą się tymi zwierzętami zająć. My więc działaniami na rzecz bezdomnych zwierząt pełnimy rolę tylko pośrednika pomiędzy psiakiem a kimś kto chce się nim zaopiekować. A satysfakcja z takich działań jest ogromna. Mówi pani o gorszych stronach mojej pracy - ta praca nie ma złych stron. Ona jest po prostu najlepszym zajęciem pod słońcem! A że często jest się zmęczonym, czasem zdenerwowanym... Najczęściej powodem takich stanów są sami ludzie, nie zaś zwierzęta. One niczego nie żądają, nie mają pretensji, są wdzięczne za każdy dobry gest i odruch człowieczeństwa...

- Taka działalność wymaga niezwykle dużo zaangażowania, bo przecież nad zwierzętami cały czas musi ktoś czuwać?

- Cała nasza rodzina jest w to zaangażowana. Moja żona, dzieci... W przychodni możemy trzymać tylko te zwierzęta, które nie wymagają intensywnej opieki przez całą dobę. Część naszych bezdomnych pacjentów przebywa przez jakiś czas w naszym domu. Duże psy, które po leczeniu czekają na adopcję też trzymamy w domu albo w naszym ogrodzie. Niektóre zostały u nas na stałe (np. pies Lupi, suczki Fado i Wera). Nie możemy zamienić naszej przychodni w schronisko, więc niektóre bezdomniaki można "podziwiać" u nas w domu.

(K. K.)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ