reklama

Podróż bez uśmiechu

Mimochodem

 

Mieszkają poza Starachowicami. W okolicznych gminach. Od urodzenia. Żeby pracować w mieście, muszą do funkcjonujących tu firm dotrzeć.

Na piechotę daleko. Z Szerzaw, Jasieńca, Wielkiej Wsi, a nawet Rataj. Ich rodzice i dziadkowie też dojeżdżali do pracy. Tyle że do fabryki "starów" woziły ich tzw. stonki. Przy okazji zabierali się ludzie zatrudnieni w starachowickim handlu, usługach czy zakładach drzewnych nawet. Zresztą do większości mniejszych miejscowości kursował PKS. Do Iłży, gdzie zresztą FSC miała swoją filię, i dalej – w Lipsku, swobodnie można było dojechać i rano, i wieczorem. Dziś po PKS-ie pozostała stacja benzynowa pod mitologicznie brzmiącą nazwą, i miejsce umownie określane okołopekaesowskim przez starszych wiekiem starachowiczan, którym wypadła z pamięci ulica Wiosenna.

Przez Starachowice przejeżdżają nieliczne dalekobieżne autobusy, ale obcych przewoźników. Są jeszcze busy, lecz żeby gdziekolwiek dojechać, trzeba dobrze opanować sztukę poruszania się w sieci, gdzie znajdzie się godziny odjazdów rozmaitych komunikacyjnych usługodawców. Co ciekawe, wcale nie najgorzej w Starachowicach jest z koleją. Choć to nie Włoszczowa ani Brzeszcze, z częstotliwością kursów na trasie podmiejskiej nie jest źle. Ba, podróż do Krakowa bardzo odpowiada koleżance. Bez przesiadek dociera do mieszkających tam dzieci. Po drodze ma też rodzinne strony. Wystarczy wysiąść w Jędrzejowie. Tyle że stamtąd wydostać się w Jurę Krakowsko – Częstochowską jest już problemem. Czyli tak samo jak ze Starachowic w Świętokrzyskie.

Do Łodzi od kilku dekad podróżuje się z ostrowieckim przewoźnikiem. Kiedyś w porozumieniu ze starachowickim PKS- em. O każdym spóźnieniu autobusu informowano więc przez megafony na Dworcu Zachodnim. Dziś nie ma nawet punktu kasowego, więc podróżny jest zdany na łaskę losu.

W październiku br. na południowy autobus do Łodzi oczekiwało w "dolnych" Starachowicach kilka osób. Na szczęście kilka. Bo kiedy nie zjawił się o czasie, jedna z oczekujących nań kobiet w sobie wiadomy sposób dowiedziała się, że... został odwołany. Kłopot dla wszystkich, którzy tego dnia musieli stawić się w Łodzi, albo mieli akurat tam połączenia dalej, w Polskę. I absolutnie nie mogli podróży odłożyć, np. przenieść na następny dzień. Akurat podjechał samochód do Kielc. Na jakąkolwiek znajomość rozkładów jazdy przez przewoźników nie ma co liczyć. Bo rozkładów nie ma. Tylko najstarsi pamiętają konduktorów czy kierowców z grubymi tomami pełnymi połączeń w dowolnych kierunkach. Teraz zdanym się jest na internet. Szybkie przeszukanie sieci tym razem dało oczekiwany rezultat. Dobrze, że znalazła się przynajmniej jedna osoba potrafiąca się w niej odnaleźć. Kielce dawały nadzieję na wydostanie się do Łodzi. I to w krótszym czasie niż ze Starachowic. Z podróżą do Kielc wyszło jednak tyle samo. O cudzie!

Do sanatorium w Krynicy Górskiej specjalnie daleko nie jest. Ale jak tam dotrzeć ze sporą walizą pełną rzeczy na prawie miesiąc pobytu?! Zresztą w kierunku Bieszczadów – obfitujących w ośrodki kuracyjnie - jest podobnie. Dobrze, jeśli ma kto zawieźć prywatnym autem. Wbrew pozorom, mimo ogromnego zmotoryzowania Polaków, nie każda rodzina to auto ma. Młoda koleżanka jednak kupiła ostatnio samochód z tzw. drugiej ręki. Bo dojazdy do pracy w Starachowicach zajmowały jej zbyt dużo czasu. Za kolejnym podejściem zdała egzamin na prawo jazdy i usiadła za kierownicą. Wcale nie zamierzała jechać do sanatorium autem, bo wiedziała, że na miejscu nie będzie jej potrzebne. Ba, dochodził jeszcze koszt, wcale niemały, parkowania w ośrodku przez ponad trzy tygodnie. Po sprawdzeniu połączeń stwierdziła jednak, że samodzielna podróż opłaci się jej bardziej. Zwłaszcza jeśli pojedzie z drugą starachowiczanką, która również otrzymała skierowanie do Krynicy Górskiej.

Tłok na drogach jest coraz większy. Większy również na starachowickich ulicach. W godzinach szczytu tworzą się - jeszcze niedawno nie do pomyślenia – korki. Za kierownicą aut widzi się najczęściej jedną osobę – kierowcę. Przy tym samochody bywają często duże. Co jednak mają zrobić pracownicy, jak nie jechać w pojedynkę, jeśli mieszkają w Szerzawach, Jasieńcu, Wielkiej Wsi, a nawet w Ratajach? MZK zrezygnowało nawet z kursów do Wąchocka, PKS – u nie ma, a busy pewne nie są. Najlepiej zatem liczyć na siebie. I na swoje cztery kółka. Że nieekologicznie? Że tłok? A jak inaczej?

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ