reklama

Na innych łamach

Realna wartość świadczenia 500+ tylko w tym roku spadła o dobre 200 zł. Bo najmocniej rosną ceny tych dóbr i usług, na które przeciętna rodzina wydaje najwięcej – pisze Miłosz Węglewski w "Czasie drożyzny".

Jeszcze w ub. roku żyliśmy w świecie deflacji. Od 2014 r., ceny dóbr i usług spadły o prawie 2 proc. Dziś trudno nadążyć za podwyżkami. Najbardziej drożeje żywność, co odczuwają już chyba wszyscy. Inflacja we wrześniu br. sięgnęła 2,2 proc. W październiku – 2,1 proc. Przed wakacjami żywność była droższa o jakieś 3 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. W sierpniu już o 4,6 proc., a we wrześniu aż o 5,3 proc. Drożeją warzywa, pieczywo, mięso i wędliny, nie mówiąc o jajkach, maśle.... O ile w zamożniejszych rodzinach na jedzenie wydaje się kilkanaście procent dochodów, o tyle w mniej zamożnych - jedną trzecią. Kostka masła za 3,50 zł przed rokiem kosztuje obecnie 7 – 8 zł. Wzrasta przez to plaga kradzieży w sklepach wielkopowierzchniowych. Zaczyna się montować w nich elektroniczne zabezpieczenia. Cukier co prawda potaniał, lecz w zeszłym roku przecież zdrożał o połowę. Względnie stabilne są ceny odzieży i obuwia, ale to 5 proc. wydatków przeciętnego Polaka. Wzrasta utrzymanie aut. OC poszło znacząco w górę. Samo użytkowanie pojazdu też kosztuje więcej. Bo i paliwo jest droższe. Należy się spodziewać dalszego wzrostu kosztów utrzymania mieszkań – nie stoją w miejscu opłaty za prąd i ogrzewanie. Cena wody – najwyższa w Europie – również podskoczy. Bo zwiększa się koszt jej dostawy do domów. Roczne rachunki mogą być więc wyższe i o 80 zł. "Galop cen żywności warto widzieć w globalnym kontekście. Za światową eksplozję cen masła w dużej mierze odpowiada zeszłoroczna wymiana stad krów w Australii i Nowej Zelandii, zaś hossę jajeczną nakręciły choroby drobiu (i wybijanie stad) w wielu krajach Unii. Bodźcem do światowej zwyżki cen mięsa – zwłaszcza wieprzowiny – był z kolei szybki wzrost konsumpcji w Chinach." Co ciekawe, indeks cen żywności FAO wyraźnie się obniżył, ale u nas tempo wzrostu cen wyraźnie przyspieszyło - z racji rosnącego popytu i wydatków na jedzenie. Popyt wziął się ze wzrostu wynagrodzeń, wspomaganego świadczeniami z programu 500 +. Pobiera je 2,5 mln rodzin. Budżet wydaje na to ok. 2 mld zł miesięcznie, z czego gros idzie na zakupy. Mamy do czynienia z napływem na rynek pustego pieniądza, bo nie wynikającego ze wzrostu wydajności pracy ani z większej podaży towarów i usług. Skutkiem zatem musi być eksplozja cen. Inflację zatem sami sobie nakręcamy. Wkrótce 500 + okaże się... inflacyjną zapomogą.

"Przegląd" nr 43

"Nowa Polska – Nowi Polacy - Nowa Historia". Zdaniem prof. Wojciecha Burszty z Instytutu Slawistyki PAN, rozmówcy Kacpra Leśniewicza, historia Polski jest dziś wyrwana z kontekstu historii europejskiej i światowej.

"Ma to ułatwić rozwój patriotyzmu wśród młodego pokolenia, którego tożsamość narodowa /.../ jest zagrożona obcymi wpływami. Szczególnie odkąd znaleźliśmy się w strukturach Unii Europejskiej." W naszą strategię obronną wpisuje się brak krytycznej refleksji nad własnymi winami. Celowo pomija się szersze zjawiska i niechciane postaci. Uczniowie nie wiedzą np., że decyzja o przyjęciu chrześcijaństwa była tak naprawdę decyzją polityczną. Największą akceptację wśród nich zyskują trzy twierdzenia, tj. że naród polski najwięcej wycierpiał w przeszłości, że religia katolicka stanowi o tożsamości Polaków oraz że największymi wrogami Polaków są Niemcy i Rosjanie. Młode pokolenie nie wie nic na temat PRL. Jedynym bohaterem okresu międzywojennego jest Józef Piłsudski. Kto słyszał o Daszyńskim?! "Patriotyzm ma prawicowy charakter. /.../ Dzisiaj wojna i walka to główne mechanizmy wzmożenia świadomości narodowej. Obserwujemy fascynację militariami, skupienie się na wybranych walkach i bitwach, zwłaszcza tych, które można zrekonstruować i wykorzystać w nauczaniu historii. /.../ Polacy zaczynają się identyfikować ze swoim narodem dzięki /.../ zewnętrznym rzeczom. Jeśli nie założymy koszulki z kotwicą Polski Walczącej, to znaczy, że coś z nami nie tak. To ma być rzekomo oznaką patriotyzmu. Naród powinien się oflagowywać. /.../ To, co nasz państwo proponuje młodym ludziom na lekcjach historii, jest złą wizja historii. To nie tylko historia zmitologizowana, ale przede wszystkim antagonizująca i stale powiększająca obszary uciszania. /.../ Wszyscy patrioci są odpowiedzialni, z "żołnierzami wyklętymi" włącznie. Jeśli coś poszło nie tak, to zawsze można powiedzieć, że chcieli dobrze. /.../ Walczyli, mimo że nie było szans na powodzenie i było wiadomo, że pociągnie za sobą ofiary, ale byli przecież jeszcze zdrajcy./.../ Dzisiejszymi targowiczanami są komuniści. /.../ Figurę komunisty wykorzystuje się do oznaczania i etykietowania przeciwników w doraźnej walce politycznej. Im bliżej współczesności, tym worek jest większy. Mamy prosty podział: my i oni. /.../ My to byt jednorodny, ów mityczny suweren. Natomiast kategoria oni jest zbiorem najrozmaitszych osób i środowisk: wrogów historycznych (Niemcy i Rosjanie), politycznych (komuniści, lewacy), wszelkich grup mniejszościowych (LGBT, ekolodzy), europejskich (rozmaite agendy UE). Ten zbiór można dowolnie opróżniać lub uzupełniać, dorzucając np. kobiety, a przynajmniej część etykietowaną jako szalone feministki. My jednorodni stajemy naprzeciw konfederacji onych."

"Polityka" nr 45

Regularnie w niedziele pracuje ponad milion Polaków – wylicza Cezary Kowanda w tekście "Podzieleni niedzielą". Dekadę temu było ich dwa razy więcej.

Nikogo nie dziwi, że w niedzielę służbę pełnią wszelkiego rodzaju oddziały ratownicze, w tym służba zdrowia, straż pożarna, a nawet remontowcy. W niedziele są czynne punkty gastronomiczne oraz placówki kulturalne i sportowe. A kontrowersje budzi tylko praca handlowców w niedziele! "Teoretycznie zatem w niedziele pracować może bardzo wielu Polaków. To nie tylko strażacy, których mamy (licząc samych zawodowych) ponad 30 tys., czy policjantów w sile 100 tys. To także pracownicy ochrony zdrowia, a ten sektor zatrudnia ponad 600 tys. osób. Kolejne 250 tys. pracuje w branży ochroniarskiej, bo przecież złodzieje nie mają wolnych niedziel. W niedziele jeżdżą pociągi, a transport kolejowy to następne 90 tys. pracowników. Funkcjonuje też komunikacja miejska i lotnicza, ciężarówkami przewożone są różne towary, a liczbę zawodowych kierowców szacuje się w Polsce na 600 – 650 tys. Do tego dochodzi cały handel, zatrudniający w przybliżeniu nawet dwa miliony osób." I nie wszyscy w niedziele pracują. Ludzie dzielą się dyżurami i wolne niedziele mają. Również w handlu. W rzeczywistości w niedziele pracuje coraz mniej Polaków. Odsetek takich osób zmniejszył się z 13 proc. w 2004 r., do 6,8 proc. w 2016 r. Jeśli porównamy Polskę z innymi krajami europejskimi, mniej osób musi chodzić do pracy w niedziele tylko w dwóch – w Portugalii i na Węgrzech. "Średnia unijna to 14 proc. zatrudnionych, którzy pracują w większość niedziel, czyli dwa razy więcej niż w Polsce. Co ciekawe, nawet w państwach takich, jak Niemcy, Francja czy Austria, gdzie większość sklepów jest w niedziele ustawowo zamknięta, tego dnia, licząc procentowo, do pracy chodzi znacznie więcej osób niż w Polsce." Inna rzecz, że Polacy są dziś mniej niż przed laty skłonni, żeby pracować w niedziele. Przy niskim bezrobociu wielu bardziej ceni sobie niedzielne lenistwo. W Polsce ponadto słabo jest rozwinięty tzw. sektor czasu wolnego. Gdzie indziej turyści protestowaliby, że hotele czy restauracje albo basen są nieczynne. To oni zatem na Zachodzie narzucają rytm pracy. Co z tego, że w Niemczech supermarkety są nieczynne, jeśli Niemcy aktywnie korzystają z czasu wolnego, nie omijając muzeów, kawiarni i restauracji. Tam 14 proc. ludzi właśnie pracuje w niedziele. Polacy nie ruszą tłumnie w te same miejsca u siebie. A czy pójdą do kościoła...? Zresztą, planowana ustawa w obecnym kształcie dotknie zaledwie 38 tys. spośród 360 tys. placówek handlowych w kraju. Bo tak wiele jest rozmaitych wyjątków.

"Nie" nr 42

Tomasz Borowiecki w "Dziadach kościelnych" cytuje po wielokroć skrzętnie utajniany przez resort finansów "Ceremoniał Krajowej Administracji Skarbowej".

Ponieważ zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, dobrze np. wiedzieć, jak powinny przebiegać spotkania z tej okazji. Oto przykładowy porządek okazjonalnego zebrania: "- przybycie funkcjonariuszy, pracowników Krajowej Administracji Skarbowej i zaproszonych gości; - przybycie dyrektora (kierownika) jednostki organizacyjnej Krajowej Administracji Skarbowej (dyrektor wchodzi do sali, wita się z zaproszonymi gośćmi i zajmuje miejsce do rozpoczęcia spotkania); - odśpiewanie kolędy; - przemówienie okolicznościowe dyrektora (kierownika) Krajowej Administracji Skarbowej (dyrektor wita uczestników spotkania i składa zebranym życzenia); - odczytanie "Ewangelii" i modlitwy wiernych (wyznaczona osoba odczytuje tekst z "Ewangelii`, a następnie modlitwę wiernych); - błogosławieństwo opłatków (kapelani różnych wyznań odmawiają modlitwy); - złożenie życzeń (uczestnicy spotkania składają sobie wzajemnie życzenia i dzielą się opłatkiem); - poczęstunek; - zakończenie spotkania." KAS zatrudnia około 64 tys. pracowników. Z niegodnymi etatu pożegnano się albo wysyłając ludzi na emerytury, albo rozwiązując stosunek pracy. Wskutek łączenia stanowisk doszło do równania pensji w dół. "W świętokrzyskiej skarbówce średnia pensja spadła o 1154 zł." Poborców podatkowych pozbawiono prowizji od kwot wpłaconych do budżetu. Urzędnicy mają się nastawić na wyszukiwanie grubych afer na podstawie zestawień transakcji dokonywanych przez firmy. Dlaczego mimo to pracownicy nie odchodzą KAS? Nigdzie w tak krótkim czasie nie posiądzie się takiej wiedzy z zakresu podatków. W razie przejścia do działu finansowego korporacji czy doradztwa podatkowego, to bezcenne. "Ale nikomu nie radzę strzelić takiego głupa jak ja. Siedzę tu już ćwierć wieku i dostaję na rękę 2760 zł. Plus premię kwartalną, na którą załapuję się raz w roku. Taka premia to 100, a nawet 200 zł. Jeśli ktoś sądzi, że pracownicy skarbówki żyją z tak śmiesznych wynagrodzeń, to jest w błędzie. Powszechnym wśród nich zjawiskiem jest prowadzenie księgowości dla firm. I to tych, które potem kontrolują. W środowisku mówi się też o premiach. Znacznie wyższych od tych z urzędu, bo branych wprost od kontrolowanych przedsiębiorców." Ale jeśli po reformie skarbówka doczekała się obniżek do poziomu porównywalnego z zarobkami kasjerek w supermarketach...

"Forum" nr 21

"Suddeutsche Zeitung" w "Linii życia" zastanawia się, jak dotrzeć do młodych ludzi zagrożonych samobójstwem. Nie ukrywa, że dobrym miejscem jest internet. A dokładnie internetowe punkty konsultacyjne.

Pracują w nich młodzi doradcy, wcale nie psycholodzy, ani psychiatrzy, ale często ludzie mający własne doświadczenia z autodestrukcyjnym zachowaniem i chorobami psychicznymi, z którymi to osobami można e – mailowo korespondować. Kierując swoją pomoc nie wolno im używać słowa "musieć", bo to narzucanie komuś, co ma zrobić. "Zdanie "Musisz się wziąć w garść" u nas nie przejdzie /.../." Po wypadkach samochodowych w grupie osób poniżej 25 lat samobójstwo jest najczęstszą przyczyną zgonów. W Niemczech odbiera sobie życie około pięciuset młodych ludzi rocznie. Dlatego inicjatywę internetowych punktów konsultacyjnych wspiera tamtejsze ministerstwo rodziny. Nie zastąpią one terapii. Celem jest właśnie skłonienie klientów do zapewnienia sobie profesjonalnej i długofalowej pomocy. "Kto chce dotrzeć do młodzieży, musi wejść do internetu. Większość to właśnie tu, w wirtualnym świecie, jest skłonna przekazywać komunikaty o sobie i swoich uczuciach. I coraz częściej ludzie artykułują myśli samobójcze także na platformach społecznościowych, takich jak Facebook. Jego założyciel Mark Zuckerberg chce w przyszłości ułatwić użytkownikom wzajemną troskę. Jeśli ktoś zgłosi niepokojącą treść, otrzyma od pracowników gotowy uspokajający tekst, który może przesłać przyjacielowi. W Stanach Zjednoczonych można wybrać numer alarmowy bezpośrednio z sieci. Ponadto Facebook radzi osobom zagrożonym samobójstwem nawiązanie kontaktu z duszpasterstwem telefonicznym." Do określania profilu osób obecnych na portalach ma być używana sztuczna inteligencja. Dowiedziono na przykład, że osoby depresyjne częściej zamieszczają ciemne fotografie... Tyle że odpowiedzialności społecznej nie można zepchnąć na maszyny. Trzeba wziąć pod uwagę i to, że użytkownicy nie zechcą się kontaktować w prywatnych sprawach z obawy przed zaszufladkowaniem przez sztuczną inteligencję.

"Angora" nr 44

Przemysław Miller chciałby "Zaplanować mądrze krajową przyrodę". Tyle że planowane powołanie nowych parków narodowych zostało zawieszone. Ba, nie można nawet powiększyć już istniejących.

W Polsce mamy 23 parki narodowe. Ich powierzchnia wynosi ponad 316 tys. ha. Zajmują 1 proc. powierzchni kraju. W Norwegii jest to 7 proc., a na Węgrzech – 5 proc. Polska ma jeden z najniższych wskaźników w UE. Jeśli samorządy nie zgodzą się na utworzenie nowych parków, trzem niepowtarzalnym obszarom Polski grozi postępująca dewastacja. Mazurski Park Narodowy miałby objąć 15 – 20 tys. ha w samym sercu Mazur, w okolicach jeziora Śniardwy. Byłby najbogatszym w ptactwo terenem chronionym w Europie. To tu można spotkać perkozy dwuczube, łabędzie nieme, czaple siwe czy bociany czarne i rybołowy. Przyrodnicy naliczyli aż 175 gatunków ptaków. Z kolei w jeziorze Bełdany trafi się jeszcze na prehistoryczne żółwie błotne, zagrożone wymarciem ze względu na agresywny charakter podejmowanych przez samorządy działań, typu osuszanie bagien i zanieczyszczanie wód. Na przedgórzu Bieszczadów powinien powstać Tomicki Park Narodowy. Zasięg 19 – 25 tys. ha umożliwiłby skuteczną ochronę charakterystycznych na tym obszarze suchych dolin, torfowisk. "W jodłowo – bukowych lasach parku spokój odnajdą zagrożone wyginięciem żbiki, rysie, niedźwiedzie i tzw. jelenie karpackie oraz bardzo rzadkie, spotykane tylko w tej części Polski, żaby dalmatyńskie. Wytrwały turysta będzie miał tu szanse podpatrzyć ogromne orły przednie, nieco mniejsze orliki krzykliwe oraz przylatujące znad Ukrainy orły cesarskie." Nie wolno pominąć ciekawych gatunków roślin, jak np. storczyki. Na północnej części Wyżyny Częstochowskiej na Szlaku Orlich Gniazd mógłby powstać Jurajski Park Narodowy. Na zboczach dolin zachowały się tarasy skalne – ślady dawnych rzek. Piękne są Sokole Góry. Dziewięć wzgórz, z najwyższą Pustelnicą (399 m n.p.m.) Tu znajdują się cztery jaskinie. W jednej znaleziono prastare obozowisko z okresu paleolitu. Wśród roślin żyje bogaty świat owadów. Od tego, czy uda się w Polsce utworzyć nowe obszary chronione, zależy los unikatowej polskiej przyrody, swoistego dziedzictwa narodowego. "Napoleon Bonaparte mawiał, że są tylko dwie rzeczy, które potrafią zjednoczyć ludzi: strach oraz interes." Tu działają obie naraz. Lęk przed bezpowrotnym zniszczeniem zasobów natury i interes w ich ochronie.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ