reklama

/Nie/grzeczni

Mimochodem

 

Często na drodze wzdłuż Wielkiego Pieca mijam grupki uczniów zdążających od strony stacji do starachowickich szkół. Już z daleka słyszę głośną muzykę z urządzeń multimedialnych - służących w pierwszej kolejności zapewne do komunikowania się - co potwierdza brak jakichkolwiek kompleksów. I słusznie, wszak młodzi żyją w wolnym nowoczesnym kraju bez większych barier. A jeśli te nawet istnieją, łatwo je obejść. 

Ulica Wielkopiecowa jest rzadziej uczęszczana, auta przejeżdżają sporadycznie, więc to dobry skrót spacerowy między tzw. upustem a "bazaltem". Doceniają go zwłaszcza właściciele psów, odbywający tamtędy przechadzki z pupilami, i młodzież właśnie. Bo bez żadnych utyskiwań ze strony starszych można nie tylko włączyć granie na cały regulator, ale i zaciągnąć się dymem. Ale nie tym z huty, z której ostały się resztki. Zmodernizowane wydziały zresztą już środowiska naturalnego zbytnio nie zanieczyszczają. To uczniowie, idący do szkół palą papierosy, potwierdzając tym, niezmiennie od lat, swoją wątpliwą dojrzałość. Nawet nie mam im tego za złe, bo wiem, że już w niedalekiej przyszłości porzucą nikotynowy nałóg. Wielu papieros przestanie smakować, inni poddadzą się presji środowisk stawiających na zdrowy tryb życia. Jedyne co może niepokoić, to rozmiary owego nałogu. Wydaje się bowiem, że dziś każdy młody pali papierosy.

W pozę z "fajką" w zębach idealnie wpisuje się rynsztokowe słownictwo. Nie podejrzewam, by ci sami uczniowie byli równie emocjonalni w domu. Wszak wszyscy rodzice mają idealne dzieci. Dobrze się uczą, nie palą, nie piją, w żadnym razie nie sięgają po trawkę. Uwierzę, że nie mają pojęcia o "Kamasutrze", skąd pochodzi i jakim języku została napisana, ale już nie o seksie. Wystarczy, tylko przechodząc ulicą Wielkopiecową, wsłuchać się w to, o czym uczniowie rozmawiają. Wcale nie podsłuchując. Nikt bowiem do konfidencjonalnych szeptów się tam nie zniża. Tym bardziej że ta muzyka ze smartfonów jest głośna i nakręcająca. Przekaz idzie więc w przestrzeń, bez założenia, że dotrze do niepowołanych uszu, zostanie skomentowany albo napiętnowany.

O ile papierosy i alkohol traktuję jako zło przejściowe w przypadku młodych ludzi, o tyle zasmakowanie w podwórkowej łacinie, jak się niegdyś mawiało, może pozostać na stałe. Bo niecenzuralne słowo niby krzywdy nikomu nie robi. Pozornie. Często przecież napędza agresję. A stąd niedaleko do niedozwolonych czynów przeciwko drugiej osobie.

Pobudzony elektryzującą muzyką z samego rana, wzmocniony paroma sztachnięciami się i łykami napoju energetyzującego uczeń zasiada na parę godzin w ławce szkolnej. To nie jest ten sam dzieciak, co w czasach młodości wielu nauczycieli. Czego niektórzy nie chcą zaakceptować, skarżąc się publicznie, że praca w szkolnictwie podpada pod warunki szczególne. I w dużej mierze to racja. Tyle że czasów cofnąć się nie da. Nie pozostaje więc nic innego, jak dobrze się gimnastykować, żeby jednak sprostać współczesnym wymogom wychowywania dzieci i młodzieży. Bo te nie sprowadzają się już do stwierdzenia: "a teraz paciorek i do łóżka".

Program 500 plus nawet w rodzinie 2 + 2 sporo zmienił. Wystarcza na lepsze markowo koszulki i spodnie. O to m.in. chodzi. Żeby wyrównać szanse. Tyle że w domach, gdzie i tak powodzi się lepiej, poprzeczka idzie jeszcze bardziej w górę. Dlatego, chcąc propagować dobre wzorce, wypadałoby dokładnie się przyglądać, czy owa manna z nieba nie deprawuje już i tak funkcjonujących na większym gazie młodych ludzi. Dziś zagrożenie wcale nie idzie ze środowisk gorzej sytuowanych, a właśnie tych lepiej. Dopiero z wiekiem sposób bycia może się nieco zmienić. Choć i to niekoniecznie. Bo w takich korporacjach na przykład, by się w nich utrzymać, papieros może i niezbyt uchodzi, ale już alkohol, narkotyki i szybki seks – jak najbardziej.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ