reklama

Fotografik z przypadku?

W numerze

Fotografik z przypadku?

Mieszkając w otulinie Puszczy Białowieskiej od małego, bezwiednie karmił umysł cudami przyrody. W wieku dorosłym zasilił zmysły topografią gór i przestrzeniami z wodą na pierwszym planie.

Nie ma w Polsce jeszcze na tyle dobrze, by móc utrzymać się jedynie z fotografii pejzaży, chociażby były równie urzekające jak te zaprezentowane na wystawie Jacka Patrzykonta w Spółdzielczym Domu Kultury.

Swoją przygodę z fotografią zaczął od dużego obrazka (6 x 6) typu Start, potem przyszła bardziej ekonomiczna (24 x 36) Smiena, Zenit i Praktica. Z tą ostatnią poczuł się pstrykaczem pełną gębą i - żeby się dowartościować - zapragnął zostać członkiem elitarnego wówczas towarzystwa, jakim było Krakowskie Towarzystwo Fotograficzne, któremu prezesowali artyści tej klasy co Władysław Klimczak i nieżyjący już Jerzy Baranowski.

Podczas częstych spotkań w krakowskim Pałacu Pugetów otarł się o wspaniałych artystów, ich twórczość oraz międzynarodowe wystawy fotograficzne, więc w tak sprzyjających warunkach, potrzeba wyrażania się przez obraz pomalutku stała się pasją. Uzupełniającym potrzeby finansowe hobby była zaś wspinaczka górska. Zdobywając kolejno szczyty gór polskich, a także tych niebotycznych w Maroku, Kenii, Jordanii i Nepalu, nie rozstawał się z wierną lustrzanką.

Fotografują i wystawiają wspólnie z żoną Mirką Szewczuk - Patrzykont. Wystawa z miejsc związanych z wodą w wielu zakątkach świata zachwyca wysmakowaniem kompozycji, oddaniem nastroju tajemniczości przez wykorzystaniem oświetlenia. Obrazki, którymi się zachwycamy, stanowią wieloletni dorobek wielu eskapad.

Jacek Patrzykon założył firmę "Na Krawędzi", w której edukuje przyszłych wspinaczy, urządzając im nawet zajęcia praktyczne w skałkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Bywają również bardziej ambitne i dochodowe przedsięwzięcia, jak chociażby organizowane wspólnie ze starachowickim himalaistą Piotrem Hartonem wyprawy do Nepalu. Miejmy nadzieję, że już niebawem przyjdzie nam podziwiać fotografie wykonane właśnie podczas takiej wyprawy na dach świata.

Marek Oziomek

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ