reklama

"W Koło Macieju"

W gościnnych progach restauracji "Pod Sosnami" zainaugurowano drugi sezon starachowickiego talk-show Koła Promocji Ludzi Sztuki.

Gospodarzem nietuzinkowego programu jest znany działacz rodzimej kultury Maciej Bidziński. Chociaż sam posiada pokaźny dorobek w tej dziedzinie, osobiście woli promować starachowiczan, w większości mieszkających w różnych miejscach naszej pięknej Ojczyzny lub dowolnej zagranicy. Tym razem pierwszym gościem była menadżerka, animatorka kultury, absolwentka Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie i warszawskiej Akademii Teatralnej - Wydział Wiedzy o Teatrze.

Nie będzie żadnym zaskoczeniem informacja, że Monika Kogut solidnie związana jest z ruchem recytatorskim, zajmuje się trenowaniem emisji głosu i autoprezentacji. Wiedzę i umiejętności chętnie oferowała zainteresowanym, odwiedzającym Dom Kultury w pobliskich Mostkach, Starachowickie Centrum Kultury oraz młodzieży garnącej się do naszego MDK. Nie zabrakło jej w Miejskim Centrum Kultury w odległych Czechowicach-Dziedzicach, dzieliła się też poprawnościami dykcji czy recytacji z dziećmi sadowników z Grójca. Od niedawna zasiada w fotelu dyrektora Muzeum Orła Białego w sąsiednim Skarżysku-Kamiennej. Nie trzeba nikogo przekonywać, że muzealnictwo to także forma prezentowania kultury, zwłaszcza w dobie obecnej. Jakby tego było mało, wraz z mężem Piotrem prowadzą w Rzuchowie "Dom Spokojnej Książki".

– Mamy trochę pola, lasu i stodołę, w której Piotr zrobił regały, więc przytulamy każdą książkę, która musi przecież gdzieś mieszkać - zdradziła pani Monika.

Los chciał, że Monika z Piotrem znaleźli się na w miarę ustabilizowanym etapie, lecz dla ludzi ciągle poszukujących nigdy miejscem aż do emerytury... Monika, zafascynowana osobowością i sposobem przekazywania wiedzy swojej nauczycielki, chciała również zostać polonistką. Potem przyszedł licealny okres zachłyśnięcia się 111 Drużyną Artystyczną prowadzoną przez druhnę Miłkę Mazurkiewicz. Po liceum złożyła papiery do Łodzi, oczywiście na filologię polską – brak miejsc. W tzw. międzyczasie wygrywała konkursy recytatorskie. Wreszcie szczęśliwie udało się studiować w Lublinie oraz Warszawie. Mile wspomina i szanuje Barbarę Kurek i Kazimierza Nowickiego, z którymi współpracowała. Nie znosi ludzi mówiących niedbale lub wręcz niechlujnie, jak to ma w zwyczaju szpanerska większość młodych ludzi, którzy zabierają telefon nawet do ubikacji, dbając w innych miejscach o budzący uznanie rówieśników wystrój głowy w słuchawki – bez nich czują się prawie nadzy. Poza tym pani dyrektor dalej ćwiczy aparat mowy, czego dowodem było aktorski monodram zaprezentowany podczas tego wieczoru. W czasie gdy jeszcze nie była dyrektorką, zdarzyło się, że jej recytację oceniał sam Wojciech Siemion.

Po trzech latach nieobecności w Starachowicach, dziennikarz, do niedawna wydawca Wiadomości w TVP 1 wreszcie znalazł czas na udział w "Kole...". Przykrość to wielka, że po 26 latach kazano mu opróżnić biurko i chociaż w dalszym ciągu zajmuje się publicystyką w "Nowa TV" oraz "24 godziny", po tematy polityczne sięga tylko wówczas, gdy dzieje się coś spektakularnego. Redaktor dużego formatu, jakim jest starachowiczanin Grzegorz Sajór, również został namówiony na wspomnienia lat młodzieńczych. On także od najmłodszych lat chciał być dziennikarzem. Pierwszym stopniem w wymarzonej karierze było redagowanie w liceum gazetki szkolnej. Zdarzyło się, że wyczytał w "Razem" (był taki tygodnik ogólnopolski) ogłoszenie o konkursie. Miłka mówiła – wspomina, że każdy powinien mieć marzenia. Pewnych marzeń bardzo się bałem, a były to m.in. wyjazdy na obozy ale zostanie dziennikarzem towarzyszyło mi nieomal codziennie. Wysłałem więc materiały wraz ze zgłoszeniem. W wyznaczonym czasie pojechałem do stolicy aby wykonać zadania dziennikarskie. Efekt był taki, że jako jeden z sześciu dostałem indeks, co znaczyło, że nie musiałem zdawać egzaminów na studia oraz miałem tego roku dłuższe wakacje. Miał również szczęście trafić na świetny moment wymiany starej kadry. Pierwsze doświadczenie przyszło wraz z odbieraniem telefonów do programu "Telewizja Nocą". Na brak pracy nie narzekał lecz pierwsze pieniądze przyszły dopiero po dwóch latach, a na etat musiał czekać 10 lat. Przez pięć lat był wydawcą Wiadomości, przez wiele lat wydawcą debat przedwyborczych. Były także bardzo odpowiedzialne zadania, jak chociażby beatyfikacja Jana Pawła II na miejscu w Watykanie lub Światowe Dni Młodzieży, przy których pracowało ok. 1000 osób personelu. W wolnej chwili zbierałem materiały do mającej powstać książki o zacnych mieszkańcach Starachowic, którzy wyfrunęli ze swojego miasta sławiąc swe korzenie, stąd tytuł: Korzenie i skrzydła. - Gdy znajdę czas spełnię prośby wielu zainteresowanych i postaram się o następny tomik przy czym nie muszę martwić się o bohaterów i zapewniam, że będzie ich więcej niż pierwszych 33. Trzecim gościem "W Koło Macieju" był przystojny dżentelmen, który zwracał się do gospodarza talk-show per tato. Tym dobrze wychowanym synem jest absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi Miłosz Bidziński. Po ukończeniu filmówki zdobył zawód: organizator produkcji filmowych, telewizyjnych i estradowych. Pierwszym z poważniejszych (jak dotychczas) sukcesów jest kierownictwo produkcji nagrodzonego na Festiwalu Dwa Brzegi i Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, krótkometrażowego filmu "Nie dotyczy rowerów". Obecnie nasz organizator produkcji otworzył własną agencję teatralno-filmową i nie narzeka.

Marek Oziomek

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ