reklama

I jak tu się nie cieszyć?

Mimochodem

 

Sytuacja domowa była w ubiegłym roku przeszkodą, by sześciolatka poszła do pierwszej klasy. Zmiana w systemie szkolnym zatem ułatwiła rodzinie podjęcie decyzji w tej kwestii. Dziewczynka zaczęła naukę dopiero teraz. Jest powód do zadowolenia? Jest. 

Kiedyś dobrze się zapowiadający pracownik naukowy, dziś magazynierka i kontystka w jednym, a w zasadzie pani do wszystkiego w maleńkiej prywatnej firmie, każdego dnia z utęsknieniem wyczekiwała emerytury. W Starachowicach – mimo usilnych starań – w swoim i pokrewnym zawodzie zatrudnienia nie mogła znaleźć. Z przyczyn rodzinnych nie wchodził w grę wyjazd. Ba, zakład musiał być jak najbliżej domu. Mobilności, dyspozycyjności zatem w żadnym razie w CV wpisać jej nie wypadało. Bo byłoby to jawne oszustwo. Nie pozostawało jej więc nic innego, jak przyjąć tę nieatrakcyjną ofertę, dzięki której sprawy rodzinne i zawodowe ze sobą nie kolidowały. Tyle że robienie czegoś, czego się nie lubi, jest karą. Stąd skrócenie wieku emerytalnego, czyli przywrócenie poprzedniego, przyszło niczym wybawienie. W październiku br., została może nie najszczęśliwszą emerytką – bo nieaktywność nie leży w jej naturze – ale przynajmniej za niewiele więcej niż najniższa płaca nie musi już wstawać bladym świtem i tyrać ponad siły, bo świadczenie jest takie jak pensja. I jak tu nie kryć zadowolenia? Nie kryje.

Zawsze planowali więcej dzieci. Młody był więc przygotowywany na to, że na świecie pojawi się rodzeństwo. Jak tylko pójdzie do przedszkola, a do pracy wrócą po urlopach macierzyńskich koleżanki mamy. Bo mama, kierująca sporym zespołem, pod każdym względem jest poukładana. I nic nie robi bez namysłu. A że wraz z narodzinami drugiego dziecka zyskuje teraz dodatkowo 500 zł, to jej bonus za zdyscyplinowanie i inne przymioty chociażby. Jak na warunki starachowickie, oboje z mężem są w czołówce nieźle zarabiających, lecz z pieniędzy przecież nie zrezygnują. Tym bardziej że dobrze je zainwestują. I co? Źle? Dobrze.

O dziesiątkach dzieci w Starachowicach i okolicy z wielodzietnych rodzin można powiedzieć, że wreszcie – tam, gdzie było mniej bogato – nie odstają tak bardzo od rówieśników. Dzięki sztandarowemu programowi PiS - 500 plus. Może teraz poczują się bardziej pewne, co je umocni i ułatwi start w dorosłe życie? Powoli przestają być "kopciuszkami", a to olbrzymia zachęta, by sięgnąć wyżej. Można mieć aspiracje? Można.

Małe firmy oficjalnie płacą większości pracowników najniższe wynagrodzenia. Dlaczego starachowickie miałyby dawać więcej? Toteż osoby ze stanowisk na najniższym szczeblu drabiny zawodowej od lewej do prawej dostają te 2 tys. zł brutto. W ubiegłym roku było zdecydowanie mniej, ale najniższą płacę podniesiono. I znów zapowiada się podwyżka. Czeka na nią przynajmniej kilka młodszych i starszych znajomych osób, bo jeśli pracodawca ich nie doceni, będą mieć więcej z urzędu. Każde 100 zł jest na wagę złota. Zresztą na podwyżki w takiej wysokości nie mają co liczyć inni, więcej zarabiający. Bo firmy nimi nie szafują. A tak jest odgórnie. Wyższa najniższa krajowa za miesiąc i wyższa najniższa stawka na godzinę poprawi domowy budżet? Poprawi.

Rzeczywistość każdy postrzega przez pryzmat pieniądza. Nawet ci, którzy mają ich w bród. Inaczej by o te pieniądze nie zabiegali, bo niewątpliwie ułatwiają życie. Wszystko, co się z nimi wiąże, trafia zatem ludziom do przekonania. Ba, takimi posunięciami zyskuje się poparcie. Dlatego coś, co bezpośrednio nie szkodzi przeciętnemu obywatelowi, choć staje się obowiązujące i zmienia porządek publiczny, przeciętnego obywatela zbytnio nie obchodzi. Chyba że w znaczny sposób ograniczy jego wolność. Tyle że tego nie uczyni ani zakaz handlu w niedzielę – przecież będzie można robić zakupy w soboty – ani nawet jeszcze bardziej restrykcyjna ustawa antyaborcyjna. Dopóki są otwarte granice, zawsze można poddać się zabiegowi u sąsiadów. Ze Starachowic do Szczecina jest dalej niż do Czech na przykład. Rządzący więc mogą spać spokojnie i cieszyć się perspektywą władzy przez długie lata. Dali radę? Dali. Pieniędzy im jeszcze na jakiś czas z pewnością wystarczy. A później? Później niech się martwią inni.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ