reklama

Na innych łamach

"Newsweek" nr 44

"Z ekonomią jest coś nie tak" – uważa prof. Jerzy Hausner, rozmówca Dariusza Ćwiklaka. Przypomina kryzys z 2008 r. Dojrzewał 20 lat. Kolejne będą szybsze i bardziej dotkliwe.

"W takiej grze wygrywają tylko najsilniejsi, najbardziej bezwzględni, najbardziej twórczy w sensie twórczej księgowości – ci, którzy nie mają skrupułów i ryzyko będą przerzucali na innych, a korzyści przejmowali sami." Dziś potrzeba strategicznego myślenia i współpracy biznesu z nauką. A z tym akurat u nas jest nie najlepiej. "Zajmujemy się restrukturyzacją górnictwa, absurdalną rywalizacją z Komisją Europejską o węgiel, a w tym czasie do kraju wchodzą agresywne międzynarodowe struktury. Jeśli nie spróbujemy zmienić reguł gry, to w pewnym momencie wytracimy możliwości rozwojowe. Trzeba zmienić podejście, budować gospodarkę relacyjną, partnerską." Wicepremier Mateusz Morawiecki słusznie stwierdził, ze mamy zbyt niski poziom oszczędności i zbyt niski udział inwestycji w PKB. O konkurencyjności polskiej gospodarki nie ma zatem mowy. Ba, po dwóch latach udział inwestycji w dochodzie narodowym jeszcze spadł o dwa punkty procentowe, zamiast wzrosnąć! "To wielka porażka Morawieckiego. Najgorsze jednak, że nie ma refleksji, czemu tak się stało." Przecież w Polsce nie ma problemu z dostępem do kredytu, gdyż banki mają dużo płynnych środków. Stopy procentowe są na niskim poziomie. Pieniądz jest więc tani. Nawet prognozy wydają się nie najgorsze; nic nie zapowiada zapaści gospodarczej. A jednak firmy wolą trzymać pieniądze w bankach niż inwestować. U nas bowiem dochodzi do destrukcji normatywnych podstaw funkcjonowania państwa, reguł gry. Tymczasem chcąc poprawić konkurencyjność, nie wolno zmieniać przepisów, jak to się właśnie robi! Biznes zatem ma dwa wyjścia: albo podlizywać się rządzącym, albo... lokować kapitał za granicą. Tyle że nikt nad tym się nie pochyla. Nasz wzrost ciągnie konsumpcja i to w sytuacji, kiedy zaczyna brakować rąk do pracy. "Przy rynku pracownika wynagrodzenia zawsze rosną szybciej; a gdy rosną szybciej niż wydajność pracy, jak jest teraz, to narasta problem. A jeśli nie będzie inwestycji, to nie będzie poprawy produktywności i przy wysokich kosztach pracy będziemy obniżać naszą konkurencyjność. Na dodatek skoczy też inflacja." Zagrożenia trudno dziś dostrzec. Wystarczyło jednak powiedzieć, że w budżecie jest nadwyżka, by ludzie zażądali, żeby się nią z nimi podzielić. Tak to się kończy propaganda sukcesu.

"Duży Format" nr 38

Urzędnicy czują się szykanowani przez władzę – donosi Tomasz Kwaśniewski w "Wygaszonych". Ostatnio sporo pisano na temat Krajowej Administracji Skarbowej. Problem dotknął również wygaszaną Agencję Nieruchomości Rolnych.

"Przykładem jest to, co zdarzyło się w stadninie w Janowie. Generalnie wymieniono większość dyrektorów spółek zarządzających państwowym mieniem na ludzi ze swojej opcji politycznej. W tym również tych, którzy gospodarowali dobrze lub bardzo dobrze. /.../ Nastąpiła zatem wymiana kadry zarządzającej i kierowniczej: dyrektorów, zastępców, kierowników w oddziałach. Wiązało się to z przyjmowaniem nowych pracowników, bo nowa kadra kierownicza chciała się otoczyć swoimi ludźmi. Wtedy Agencja nawet trochę spuchła: wiele osób zatrudniano, mimo że nie było dla nich miejsca. I na ogół były to osoby o dość niskich kompetencjach. /.../ Pierwotnie mówiło się o kilkunastoprocentowych zwolnieniach. Potem, że będzie to 20 procent. Skończyło się na wyrzuceniu ponad 40 procent pracowników. /.../ Czyli wśród starych pracowników, często z ponad 20 – letnim doświadczeniem, to było coś około 60 proc." Akcję zwalniania ludzi przeprowadzano bezceremonialnie. Do sekretariatu wezwano osoby, które miały zostać. Otrzymywały na piśmie propozycję pracy w przekształconej firmie. Pozostałe na telefon się nie doczekały. "Wcześniej miałem wrażenie, że nasz zespół jest zgrany. Jak ludzie pracują ze sobą kilkanaście, nawet kilka lat, to coś ich zaczyna łączyć. /.../ Ta perfidna sytuacja polegająca na braku klarownych reguł, kryteriów spowodowała, że wszystko między nami się rozjechało." Ponieważ zaś Agencję wygaszono, o czym nie ma mowy w kodeksie pracy, pracownikom nie dano nawet dodatkowych regulaminowych odpraw w momencie utraty pracy z winy pracodawcy. Ludzie mają poczucie bezwartościowości i stłamszenia. Działa prawo: ratuj się, kto może. Koledze zatem, który tonie, nikt nie poda ręki. "To jest właśnie ta perfidia, którą nam zafundowano" – skarży się dziennikarzowi jeden z wygaszonych.

"Polityka" nr 43

Z przeprowadzonych analiz wynika - jak stwierdził ostatnio Victor Orban - że 70 proc. produktów spożywczych, obecnych w Europie, różni się w zależności od tego, czy kupiliśmy je w sklepie na Węgrzech, czy na przykład we Francji – przytacza tę opinię Adam Grzeszak w "Konsumentach gorszego sortu".

Mimo że na forum Parlamentu Europejskiego padają zapewnienia, iż na jednolitym rynku nie powinno być jakichkolwiek różnic, UE zdecydowała się prowadzić systemowe badania składu produktów na poszczególnych rynkach. Polska dołączyła do frontu niezadowolonych z jakości określonych towarów, uformowanego przez Grupę Wyszehradzką. Tyle że bez szczególnego entuzjazmu. Choć problem wręcz aż się prosi, żeby go nagłośnić. PiS przecież nieustannie przekonuje, że Polska jest traktowana gorzej, a wielkie zachodnie korporacje nas wykorzystują. Nawet prezes Jarosław Kaczyński w czasie kampanii wyborczej zwrócił uwagę na problem podwójnej jakości proszków do prania. Sprawa jednak przycichła. Urzędnicy niechętnie wypowiadają się na ten temat. Niekiedy przyznają, że składy produktów modyfikuje się biorąc pod uwagę lokalne gusty. W jednym kraju bowiem ludzie wolą produkty słodsze, w innym ostrzejsze itd. Pogarszanie składu produktu byłoby już jednak naruszeniem prawa. I wprowadzaniem konsumenta w błąd. Napomykają przy tym, że teoria spiskowa narodziła się w Czechach. Czesi od dawna żyją w przekonaniu, że dostają towar gorszej jakości. Potwierdzą to polskie koncerny, oskarżane jak nie o zatrute salmonellą jaja, to skażone mięso czy warzywa. Polskie produkty w Czechach są poddawane wyjątkowo szczegółowej kontroli. Źródło napięcia tkwi w tym, że Polska jest wielkim eksporterem żywności. W tym roku wartość eksportu przekroczy 25 mld zł. Czechy zaś mają w tej branży potężny deficyt. I próbują blokować swój rynek. Do Czechów dołączają Słowacy. Podobnie jak Czesi twierdzą, że np. krem Nutella w Austrii jest lepszy. Polska się do oskarżeń nie przyłączyła, zapewniając klientów, że krem jest identyczny jak na Zachodzie Europy. Ale herbata Lipton rzeczywiście się różni. Dlatego, że klienci preferują w poszczególnych państwach odmienne nuty zapachowe i smakowe. Niemniej jednak Komisja Europejska poważnie potraktowała zarzuty o dyskryminację konsumentów w krajach nowej Unii. Czy ucierpią na tym marki towarowe? Jeśli podejrzenia się potwierdzą, w jakimś stopniu tak się stanie. Ale nie konsumenci szybko zapominają i wracają do znanych marek.

"Gazeta Wyborcza" nr 224

"Samobójstwo po polsku" opisuje Ludmiła Anannikowa. Polska znajduje się w światowej czołówce pod względem liczby popełnianych samobójstw. Co roku w ten sposób ginie dwa razy więcej osób niż w wypadkach drogowych. Sześć razy częściej niż kobiety zabijają się mężczyźni... w średnim wieku. To grupa ryzyka.

W 2016 r. samobójstwo w Polsce popełniło 5,4 tys. osób. Mniej niż w latach poprzednich, kiedy liczba samobójstw przekraczała 6 tys. rocznie. Spadek naukowcy wiążą z poprawą sytuacji na rynku pracy. Młodzi mężczyźni przy tym bardziej angażują się w życie rodzinne. Widok ojca z wózkiem już nikogo nie dziwi. Właśnie mocne więzi z rodziną chronią przed samobójczymi zakusami. Ważny jest bowiem sens życia również poza pracą. "Według GUS najczęstszymi powodami, dla których Polacy popełniają samobójstwa są: choroba psychiczna, inna choroba lub kalectwo, nieporozumienia rodzinne, zawód miłosny i utrata źródła dochodu. /.../ Dużym zagrożeniem jest też alkohol. /.../ W Polsce samobójstwo co roku popełnia 18,5 osoby na 100 tys. mieszkańców. Średnia dla Europy to 14,1. Większy od naszego problem mają tylko Litwa (26,1) i Białoruś (19,10). N świecie Polska jest 15. Dla porównania Węgry są na 25 miejscu, Szwedzi na 46, a Niemcy na 105. Wśród krajów UE najmniej samobójstw zdarza się w Grecji -3,2 na 100 tys. osób, co daje jej 165 miejsce w światowym rankingu." Niepokoją samobójstwa młodych ludzi. W Polsce odbiera sobie życie ponad 100 dzieci do 18. roku życia. Działa tu impuls, gwałtowna reakcja na problem. Należy zatem uczyć dzieci radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Nie wiedzą, że zawsze należy szukać wsparcia. Tymczasem wśród uczniów równie groźne jak mobbing lub homofobia bywają banalna nędza i brak perspektyw. Innego rodzaju ofiarami zaniedbania społecznego są seniorzy, na których w ogóle nie zwraca się uwagi. A oni odchodzą z premedytacją, nie biorąc leków, głodząc się. W konsekwencji - umierają - alarmuje autorka.

"Angora" nr 42

Walka o autonomię Śląska to główny cel Ruchu Autonomii Śląska, przekształcającego się w partię polityczną – mówi Krzysztofowi Różyckiemu dr Jerzy Gorzelik, przewodniczący RAŚ, w wywiadzie "Nie mówcie tego Angeli Merkel".

Zasięgiem działania obejmie ona historyczny Górny Śląsk i województwo opolskie. "Mamy nadzieję, że nasz przykład może zachęcić mieszkańców innych regionów Polski do tworzenia własnych ugrupowań, zwłaszcza, że mamy do czynienia z coraz silniejszą presją centralnych władz do ograniczenia lokalnej samorządności." Nie chodzi o oderwanie się od Polski. Za pozostaniem w jej granicach przemawiają względy pragmatyczne. W planach jest jednak śląski Sejm, Senat, własny rząd, skarb, lokalna policja, sąd administracyjny, Śląski Rzecznik Praw Obywatelskich, a nawet Śląska Rada Komunikowania Masowego, przypominająca PiS – owską Radę Mediów Narodowych. "Sprawy polityki zagranicznej, obronności, wymiaru sprawiedliwości oraz infrastrukturę o zasięgu ogólnopaństwowym chcielibyśmy pozostawić władzy centralnej. Naszym celem byłby jednak o wiele bardziej sprawiedliwy podział naszych wspólnych pieniędzy. Dziś samorządy mają udziały w podatkach CIT i PIT, gdy tymczasem 40 proc., wpływów podatkowych do budżetu pochodzi z VAT, a 30 proc., z akcyz, w których nie mamy żadnego udziału. W Hiszpanii aż 40 proc. podatku VAT pozostaje w regionach i wspólnotach lokalnych. W Niemczech około jednej trzeciej. Proponujemy też, żeby regiony bogatsze łożyły na uboższe. /.../ Gdy ktoś z prawicy co jakiś czas oskarża nas, że chcemy przyłączyć Śląsk do Niemiec, to zazwyczaj odpowiadam mu: tylko proszę tego nie mówić Angeli Merkel, bo gdy pani kanclerz w to uwierzy, to umrze na serce." Przejęcie zdewastowanego Górnego Śląska kosztowałoby niemieckiego podatnika pewnie ze 2 mln euro.

"Nie" nr 40

Michał Marszał ubolewa, że Polska dorobiła się jak dotąd zaledwie sześciorga laureatów noblowskiej nagrody. Autor przejrzał jeszcze ciepłe – jak się wyraził – sprawozdania okołopisowych spółek za rok 2016, gdzie odkrył prawdziwie pionierską dla ludności wiedzę.

"W mordę i Nobla!" w dziedzinie ekonomii – zawołał, prezentując ewentualnych kandydatów do zaszczytów. Jako pierwszego wymienił Tomasza Sakiewicza. "Ten wybitny polski umysł w 2016 r., zaliczył w porównaniu z rokiem 2015 spadek sprzedaży "Gazety Polskiej o 4,71 proc. Wzrost przychodów jego spółki wyniósł jednak aż 70 proc., a zyski urosły o 692 proc." Ba, na wynagrodzenia firma wydała aż o 46 proc. więcej. Jak to możliwe? Otóż "przed dobrą zmianą Sakiewicz i towarzystwo żyli głównie z nie najlepszej sprzedaży gazetki. Po wygranych wyborach, gdy spółki skarbu państwa obsadzili ludzie PiS, proporcje się odwróciły: dziś "GaPole" żyją w 2/3 z reklam głównie państwowych spółek, a sprzedaż nie jest już dla firmy tak istotna." Jeśli cały zysk będzie generowany przez sprzedawanie drogich reklam w gazecie o tak małej sprzedaży, T. Sakiewiczowi należy się medal Banku Szwecji i 9 mln koron. Jacek i Michał Karnowscy dzięki pieniądzom senatora Grzegorza Biereckiego od SKOK – ów powołali do życia "W sieci" (dziś "Sieci Prawdy"). "W 2016 r., spółce udało się o prawie 3 mln zwiększyć przychody i wypracować prawie 3 mln zł zysku, w czym pomogły z pewnością zlecenia z Ministerstwa Rozwoju i zorganizowanie trzech gal z licznie obecnymi przedstawicielami administracji rządowej. 850 tys. zł wypłacono za te mądre ruchy zarządowi w wynagrodzeniach, a 1,3 mln zł zdecydowano się wypłacić jako dywidendę. Od 1991 r., w biznesie działa ojciec Tadeusz Rydzyk. "W 2016 r. jego fundacja Lux Veritatis /.../, zarządzająca m.in. Radiem Maryja, Telewizją Trwam i Geotermią Toruń, wypracowała prawie 30 mln zł zysku netto – a to oznacza wzrost w porównaniu z 2015 r. o 314 proc., a w porównaniu z rokiem 2014 aż o 418 proc.! /.../Dać Rydzykowi Nobla z ekonomii byłoby jednak nietaktem – to Nobel, gdyby żył, mógłby najwyżej starać się o nagrodę Rydzyka!" Prawą ręką o. Rydzyka jest ojciec Grzegorz Moj. Kluczem do sukcesu stało się dlań wywalczenie za rządów PO i PSL statusu organizacji pożytku publicznego dla zarządzanej przez niego fundacji Nasza Przyszłość. Dzięki temu zagarnia 1 proc. od podatników. 4,9 mln zł w ub. roku nikt by nie pogardził. Grzegorz Bierecki nagrodą Nobla pewnie by pogardził, bo go na to stać, chyba że Szwedzi zgodziliby się na SKOK Sztokholm u siebie... Jego Instytut Naukowy osiągnął prawie 6,5 mln zł zysku netto w 2016 r., czyli o 71 proc. więcej niż rok wcześniej. Ze spółką Srebrna, która przesłała co prawda enigmatyczne sprawozdania, ale czytelne, jest związana Janina Gross, zaufana prezesa. Zysk Srebrnej wzrósł ponad 3 –krotnie – do 2,2 mln zł. "I właśnie za prawie 30 –letnie badanie wpływu enigmatyczności na mikroekonomię Janina Gross powinna dostać od Szwedów przynajmniej bon do IKEI." Grzegorz Tomaszewski zaś, kuzyn prezesa i prezes zarządu Forum SA, spółki wydającej "Gazetę Polska Codziennie", za 58 proc., wzrostu przychodów i 731 proc., wzrostu zysku rok do roku! Jeśli nie oni, to na pewno szanse na Nobla ma Jacek Kurski w dziedzinie fizyki. "Naukowiec ten ma wybitne w skali światowej osiągnięcia na polu badań nad wpływem fal telewizyjnych na zachowanie ciemnej masy."

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ