Dzieła sztuki i pamięci

Mimochodem

 

Ktoś na pewno – z imienia i nazwiska – kryje się za Wioskami Dziecięcymi SOS, lecz trzeba by wejść do sieci, żeby to sprawdzić. Ale już Fundację Mimo Wszystko wiele osób szybko skojarzy z aktorką Anną Dymną. Podobnie jak z inną artystką, Ewą Błaszczyk, kliniki "Budzik" i również fundację, tyle że "A kogo". Ośrodki MONAR–owskie to Marek Kotański, no i wreszcie największa instytucja wszech czasów: Jerzy Owsiak i jego Orkiestra Wielkiej Świątecznej Pomocy. Rekomendowana nawet przez zwolenników tego heroicznego wręcz ruchu (no bo komu jeszcze udało się uruchomić potencjał wart ponad 100 mln zł – jak ostatnio – w ciągu jednego dnia?!) do noblowskiej nagrody.

Może akurat nie Nobel, ale hołd należy się również Jerzemu Waldorffowi, inicjatorowi – dziś to już zbiórek, ale kiedyś tylko skromnej kwesty na renowację zabytkowych pomników warszawskich Powązek. Zaczynał samotnie, od wystawania przed cmentarzem 1 listopada z puszką w garści, licząc na datki odwiedzających w Dzień Zmarłych miejsca pochówku swoich bliskich. Z początku na małą skalę, po śmierci J. Waldorffa kontynuowana, akcja na stałe weszła do kalendarza charytatywnych inicjatyw. Ba, J. Waldorff zyskał naśladowców w całym kraju. Bo też każda nekropolia ma nagrobki pochodzące sprzed wieków, które, gdyby nie właśnie cegiełki na ich renowację, zniknęłyby z przestrzeni. A przecież to one m.in. zaświadczają o bogatej polskiej historii. Przypominają o ludziach, którzy ją tworzyli.

Zanim starachowiccy działacze TPS stanęli przed bramami cmentarzy 1 listopada, już kwestowali – jak mi się wydaje – wąchocczanie. Tamtejsza grupka sympatyków swojej małej, ale słynnej na całą Polskę, znanej nawet w świecie, miejscowości chyba wcześniej zaczęła odnawiać stare nagrobki. Jest ich trochę nad tamtejszym zalewem. Jak mało który bowiem cmentarz, ten jest akurat wyjątkowo ładnie położony, niczym tarasowe pola ryżowe w dalekiej Azji. Tylko dlaczego nikt nie chce obsadzić muru od północnej strony jakimiś wysokimi krzewami, które by pozwalały spacerowiczom spoglądać na zieleń, a nie na monumentalne krzyże? Cokolwiek mówić, wcale nie poprawiające nastroju. Memento mori na przechadzce nad wodą?

W każdym razie akcja zbierania pieniędzy na odnowę zniszczonych kamiennych pomników, zapoczątkowana przez J. Waldorffa, oby trwała nadal. Niech się jednak nikomu nie wydaje, że wystarczy stanąć 1 listopada na ulicy i podtykać ludziom puszki pod nos. To niemały wysiłek administracyjny, żeby nie powiedzieć biurokratyczny i logistyczny. A i nie każdy, choćby kochał te nasze Starachowice, ot, tak, z marszu stanie. Tym bardziej że często i pogoda nie sprzyja.

W dużych aglomeracjach od początku w kweście uczestniczą artyści. To ich przede wszystkim pokazuje kamera w relacjach zaduszkowych. U nas aktorów się nie znajdzie, nawet z co bardziej znanymi starachowiczanami byłby kłopot. Może jedyną najbardziej rozpoznawalną postacią jest starachowicki prezydent, ale i tego nie jestem taka pewna, gdyż np. wśród moich bliskich i znajomych, nie zainteresowanych sprawami miasta, mało kto wskazałby go palcem. Gdyby z innymi stał właśnie przed cmentarzem. Prędzej poznaliby panią z apteki, z banku czy lekarza rodzinnego. A jakby tak – wzorem J. Owsiaka – w naszym powiecie włączyć w akcję młodzież? Cel szczytny, no i na fali obecnego wychowania w patriotyzmie, mogłoby się udać. Zwłaszcza że pieniędzy na renowację nagrobków potrzeba. To one zdobią starachowickie cmentarze, a nie granitowe pomniki, na które w przyszłości kwesty pewnie nie będzie. Bo ze sztuką – w przeciwieństwie do rzeźb w kamieniu – obecne granity i marmury nie mają wiele wspólnego. Ocalmy zatem od zapomnienia te, które były dziełem przodków w minionych dawno wiekach. I nie żałujmy datków.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ