Zaginął bez wieści...

Z kart historii miasta (155)

W numerze

Zaginął bez wieści...

Z kart historii miasta (155)

 

Żona do końca życia próbowała odnaleźć miejsce pochówku męża.

Wojna przyczyniła się do wielu rodzinnych tragedii. Przez wiele lat – a najczęściej do końca życia – bliscy zaginionych bezskutecznie poszukiwali o nich jakiejkolwiek informacji. Jednym z tysięcy zaginionych jest Wacław Pińciński. Symboliczna mogiła Wacława znajduje się na cmentarzu parafialnym przy ulicy Radomskiej.

Poszukując dwa lata temu informacji o Wacławie do mojej książki o starachowiczanach poległych w latach II wojny światowej, zaapelowałem w jednym z odcinków "Z kart historii miasta" o kontakt z rodziną. W odpowiedzi odezwał się do mnie Krzysztof Nawrocki z Warszawy, dalszy krewny Wacława, który niedawno opracował i opublikował na swojej stronie internetowej (knawrocki.pl) jego biogram. Pan Krzysztof podał mi również kontakt do córki Wacława, mieszkającej w Starachowicach. Niedawno miałem możliwość odwiedzić panią Barbarę, a z jej wspomnień i ustaleń pana Krzysztofa powstał poniższy biogram Wacława.

Wacław Pińciński urodził się w Ćmielowie w 1911 r. w rodzinie Walerego i Antoniny z Tomczyków. Miał dwóch braci. W latach 1918-1925 uczęszczał do szkoły powszechnej w Ćmielowie. W roku szkolnym 1929/1930 ukończył Szkołę Rzemieślniczo-Przemysłową Zakładów Ostrowieckich w zawodzie ślusarz-spawacz. Po jej ukończeniu prawdopodobnie podjął pracę, być może w Ostrowcu, być może w Starachowicach. W latach 1932-1934 odbył zasadniczą służbę wojskową. Zapewne wyuczony zawód sprawił, że w wojsku został wyszkolony w specjalności rusznikarz. Po zakończeniu służby Wacław podjął pracę w Zakładach Starachowickich. W 1937 r. wziął ślub z Janiną Lisikiewicz (1915-2006) w kościele parafialnym w Starachowicach. Janina też była ćmielowianką. Wraz z rodzicami przeprowadziła się do Starachowic w latach 30. Mieszkali przy ulicy Adama Mickiewicza na osiedlu Orłowo. Młodzi również zamieszkali przy tej ulicy. Mieli dwoje dzieci: Bogdana (ur. 1938) oraz Barbarę (ur. 1940).

W 1939 r. został zmobilizowany. W stopniu kaprala walczył w szeregach 12. Dywizji Piechoty na Kielecczyźnie (a więc w trakcie działań wojennych mógł przechodzić przez Starachowice!) i Lubelszczyźnie. W trakcie walk awansował do stopnia plutonowego. 26 września dostał się do niewoli niemieckiej. Uciekł z niej w połowie listopada 1939 r. i wrócił do domu. Prawdopodobnie z tego powodu ukrywał się w domu rodziców w Ćmielowie, gdyż córka zapamiętała, że w domu były kartki pocztowe, które Wacław miał rzekomo wysłać z robót w Niemczech do domu. Kartki te autentycznie zostały wysłane przez kogoś z Niemiec do Polski, lecz ich treść była oczywiście spreparowana. Być może w tej sprawie pomogła Wacławowi konspiracja, gdyż wstąpił on w szeregi ćmielowskiej komórki Armii Krajowej. Jako rusznikarz zajmował się naprawą broni oraz jej dostarczaniem do oddziałów partyzanckich. Jego dowódcą był porucznik Ignacy Nawrocki. W maju 1944 r. Wacław awansował do stopnia sierżanta. Po wybuchu powstania warszawskiego prawdopodobnie brał udział w przekazywaniu broni w rejon Piaseczna, i dalej, na Mokotów.

17 sierpnia Wacław został aresztowany przez Niemców na dworcu w Wierzbniku w trakcie kontroli dokumentów pasażerów pociągu, którym jechał z Ćmielowa do Starachowic. Jechał odwiedzić dzieci, gdyż dostał informację, że zachorowały. Niemcy aresztowanych zamknęli w wagonie towarowym z zakratowanymi okienkami, który stał na bocznicy. Wacław zdołał przez kogoś podać wiadomość do żony, że jest w wagonie. Żona przybiegła z dziećmi na dworzec. Młody Niemiec pilnujący aresztantów pozwolił im się pożegnać. Nawet podsadził córeczkę do okna wagonu, by mogła zobaczyć tatę. Niestety, widzieli się wówczas ostatni raz... Co działo się dalej z Wacławem? Podobno został wywieziony pociągiem na roboty w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego. I podobno spróbował nieudanej ucieczki z transportu...

Niestety, żadnych konkretnych informacji nie udało się ustalić. Wydaje mi się, że Wacław mógł paść ofiarą łapanek, jakie na szeroką skalę prowadzili wówczas okupanci na tyłach frontu, w tym i w Starachowicach. Potrzebowali oni rąk do pracy przy budowie okopów dla Wehrmachtu. Zabierano wszystkich, którzy nie mieli dokumentów poświadczających, że są potrzebni na miejscu i wywożono pociągami towarowymi "na okopy", w okolice frontu niemiecko-radzieckiego nad Wisłą. Proboszcz parafii w Tarczku pod datą 10 sierpnia zanotował: "Opowiadał mi ksiądz Grabowski, który dziś był w Wierzbniku, że były tam duże łapanki ludzi do okopów. Wierzbnik wygląda jak wymarły". Na szczęście, większość z zabranych po kilku tygodniach wróciła do domów.

Czy Wacław Pińciński też pojechał "na okopy"? Czy spróbował ucieczki, w wyniku której zginął? Nie wiemy. Miejsce pochówku pozostaje nieznane. Żona do końca życia próbowała za pomocą Polskiego Czerwonego Krzyża odnaleźć miejsce pochówku męża. Bezskutecznie. Zmarła w 2006 r. w Starachowicach i jest pochowana na cmentarzu parafialnym na Bugaju. Wraz z nią symbolicznie spoczął mąż.

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ