Całe życie na scenie

Znani starachowiczanie

W numerze

Całe życie na scenie

Znani starachowiczanie

 

Jest rodowitym starachowiczaninem. Ma 83 lata, na scenie spędził 65 lat. Jest postacią, która przyczyniła się do rozwoju kultury w Starachowicach. Zapraszam na spotkanie z Bogdanem Kolbusem. 

Był 1945 rok, koniec II wojny światowej. Ksiądz Stanisław Rączkiewicz przy parafii Wszystkich Świętych założył wtedy amatorski zespół teatralny. Sztuka o życiu św. Stanisława Kostki wystawiana była w kinie Strażak. Dla 10-letniego wówczas Bogdana była to niesamowita przygoda i jego początki na scenie.

- Graliśmy tę sztukę kilkanaście razy. Po każdym przedstawieniu dostawaliśmy od księdza herbatę i pączka - tak tamte dawne czasy wspomina Bogdan Kolbus. - To było jak przyjęcie. Bardzo nas to uszczęśliwiało. Po wyzwoleniu Polski taka szklanka herbaty i pączek to było coś!

Na scenie kulturalnej

Bogdan Kolbus urodził się w 1935 roku w Starachowicach. Tu spędził trudne lata wojennej zawieruchy. Tu rozpoczął naukę w szkole.

- Za okupacji naukę zaliczało się w sześciu budynkach. Przerzucali nas z miejsca na miejsce. Szkołę Podstawową skończyłem po wyzwoleniu.

Gdy zespół teatralny przy parafii Wszystkich Świętych został rozwiązany, kapelmistrz Wacław Turski założył młodzieżową orkiestrę dętą. Bogdan Kolbus przystąpił do zespołu. Rano chodził do szkoły, a po południu grał w orkiestrze. Przygoda z orkiestrą trwała około trzech lat. Potem były występy w zespole teatralnym.

Na krótki okres czasu wyjechał do Wrocławia, gdzie mieszkał u swojej ciotki i chodził szkoły zawodowej. Jednak od zawsze wiedział, że jego miejsce na ziemi to Starachowice. Powrócił tu w 1952 roku i rozpoczął pracę w Fabryce Samochodów Ciężarowych STAR.

- Tak rozpoczęła się ta moja praca zawodowa, od stanowiska starszego planowego - wspomina pan Bogdan - a potem było wiele innych stanowisk.

Praca w fabryce to jedno. Ale pasją pana Bogdana od zawsze była sztuka. Dom Kultury w Starachowicach został oddany w 1950 roku, a już w 1952 powstał Zespół Pieśni i Tańca Fabryki Samochodów Ciężarowych. Składał się z orkiestry, baletu i chóru.

- Zawsze ceniłem ludzi, z którymi współpracowałem - wspomina początki zespołu Bogdan Kolbus. - Zespół zakładali Halina i Tadeusz Prejznerowie. Byli to pierwsi instruktorzy w zespole. Na bardzo wysokim poziomie zespół w późniejszych czasach prowadzili: Henryk Gostomski, Karol Anbild czy Mirosław Niziurski.

Pan Bogdan swój talent ma po matce.

- Mama pięknie śpiewała - wspomina - ale ojciec talentu w tej kwestii w ogóle nie miał.

Bogdan Kolbus od początku występował w Zespole Pieśni i Tańca, był tam solistą. Zespół, który liczył ponad sto osób cieszył się popularnością nie tylko na ziemi kieleckiej. Jego występy podziwiali mieszkańcy wielu polskich miast, "od Szczecina po Rzeszów, od Śląska po Trójmiasto". Występowali m.in. na otwarciu Stadionu Dziesięciolecia, na dożynkach. Swoją trasę koncertową zespół odbył również po krajach byłego bloku wschodniego, byli na Węgrzech, w Bułgarii, w Czechosłowacji, w NRD a także w Związku Radzieckim.

Pan Bogdan o występach zespołu mówi z dumą. Z działalnością artystów związane są nie tylko wspomnienia, ale i anegdoty.

- W Szczecinie występowaliśmy na zaproszenie dyrekcji stoczni - opowiada pan Bogdan. - Po występie, który spotkał się niesamowitym przyjęciem i zebrał dużo oklasków, dyrektor stoczni podziękował za występ Zespołowi Pieśni i Tańca Fabryki Ciężarnych Samochodów.

Niespodzianką dla zespołu było zaproszenie do Opola, gdzie Zespół Pieśni i Tańca wystąpił w Amfiteatrze Opolskim podczas Festiwalu Polskiej Piosenki. Było to w 1962 roku. Tam również Bogdan Kolbus miał solowy występ.

- Oj siadaj Kasiu na wóz, oj siadaj że już zaraz. Oj ino swe warkocze na ramiona załóż - pan Bogdan, mimo upływu lat nadal pamięta tekst.

Zespół Pieśni i Tańca Zakładowego Domu Kultury, obok ogólnie znanych pieśni ludowych, prezentował również Suity Świętokrzyskie. W starachowickim Domu Kultury wystawiono ich siedem.

- To kawał mojego życia, z którego jestem bardzo zadowolony i zawsze będę mile go wspominał.

Od 1975 do 1990 roku Bogdan Kolbus pracował w Domu Kultury. Natomiast przez trzy lata (1987 - 1990) szefował placówce, po czym przeszedł na emeryturę. Okres swojego dyrektorowania w nawiązaniu również do swoich występów tak podsumowuje:

- Kto nie kocha amatorskiego ruchu artystycznego i jego członków, nie będzie nigdy sprawdzał się w takiej placówce. Trzeba to kochać, lubić! Gdy przychodzi taki amator i ma coś do pokazania, to trzeba cenić takiego człowieka. Nagradzać go.

Ale nie spoczął, nadal występował na scenie. Po przejściu na emeryturę Bogdan Kolbus postanowił kontynuować swoją pasję związaną z muzyką. W roku 2000 wraz z Włodzimierzem Werysem i Janem Wierzbickim założyli Zespół Estradowy "Wiarusy". Zespół działający przy Lidze Obrony Kraju wykonuje pieśni i piosenki patriotyczne.

- Ostatnią partię solową zaśpiewałem podczas jubileuszu 10-lecia "Wiarusów", 16 października 2010 roku.

Na scenie życia

Pani Stasia, żona Bogdana Kolbusa, nigdy nie występowała na scenie, ale zawsze go podziwiała i wspierała w tej kulturalnej przygodzie życia. Poznali się w 1957 roku.

- Pracowałam już wtedy w szpitalu jako położna. Drzwi w drzwi z Bogdanem mieszkała pani, która była moją koleżanką z pracy - opowiada pani Stanisława. - Nie wiem, co ona we mnie zobaczyła, ale... Przyszła do rodziców mojego przyszłego męża do domu i oznajmiła, że ma w pracy taką młodą dziewczynę, która będzie idealną żoną dla Bogdana.

Pan Bogdan śmieje się, że choć jego sąsiadka próbowała być swatką, to on już wcześniej poznał swoją przyszłą żonę.

- Powiedziałem jej, że zapoznania nie potrzebuję, bo już Stasię znam - mówi.

Ten fragment życia państwa Kolbusów jest tym bardziej wart opisania, gdyż dzień po naszym spotkaniu, 11 października małżonkowie obchodzili 59. rocznicę ślubu.

Kolbusowie mają dwóch synów, Adama i Wojciecha. Są też dziadkami, mają dwie wnuczki Aleksandrę i Julię, o których mówią z dumą. Adam odziedziczył talent po ojcu, przez okres studiów tańczył w zespole uniwersyteckim przy UMCS w Lublinie.

Wspólnie swój wolny czas spędzają na działce. Natomiast pan Bogdan, choć jest na emeryturze pełni nadal funkcje przewodniczącego Klubu Weterana i Rezerwisty Wojska Polskiego. Z chęcią bywa na wszelkich wojskowych uroczystościach w LOK Starachowice.

- A reszta to dom i zajęcia w domu.

Jak zdradziła nam pani Stasia, pan Bogdan z przyjemnością pomaga jej w kuchni, gdzie nie tylko wygniata ciasto, ale również... piecze ciasteczka.

-Ja w kuchni zrobię wszystko. Wszystko potrafię - mówi Bogdan Kolbus.

. . .

Muzyka zawsze była w jego domu i w jego życiu. O swój głos dbał w klasyczny sposób, nie doprowadzając do przeziębienia się. Z dumą podkreśla, że talentem muzycznym został obdarzony. Podczas śpiewu osiągał trzy oktawy. Jako tenor Zespołu Pieśni i Tańca rozsławiał imię Starachowic w całym kraju. Za swoją działalność został nagrodzony wieloma orderami i tytułami, w swojej kolekcji posiada tytuły zasłużonego dla kultury, a także i sportu, ponieważ działał w Klubie Sportowym STAR.

- Trafia się czasami taki dzień, że jest mi smutno, że to wszystko tak szybko minęło. Sam nie wiem kiedy wpadła mi ta osiemdziesiątka - z melancholią mówi Bogdan Kolbus. - I teraz wszystko już z górki... Czasami przychodzi taka refleksja, że to wszystko upływa za szybko... Ja chciałbym jeszcze coś zrobić...

- Chciałby pan, panie Bogdanie stanąć jeszcze kiedyś na scenie?

- O tak! Ale... To już nie to.

- Dlaczego? Głos ma pan jak dzwon.

- Głos, to może i tak. Kiedy byłem na scenie, to słyszałem każdego skrzypka, potrafiłem wychwycić każdą nieczystą nutę. Teraz nie wiem jakby było.

- O kulturze nadal pan mówi z zapałem.

- O tak, czuję i taniec i muzykę. W tańcu jest tak, że nie tańczą tylko nogi. Tańczy cała figura, ręce, głowa. W muzyce podobnie, śpiewa się całym sobą. Tańczy i śpiewa się tak, by czuć entuzjazm. I w sobie, i bijący z sali.

- Czuję pan dumę?

- Na pewno jestem zadowolony, że moje życie przebiegło tak, jak przebiegło. Mam co wspominać...

(zaz)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ