"Starachowice są najsilniejsze..."

Z kart historii miasta (154)

W numerze

"Starachowice są najsilniejsze..."

Z kart historii miasta (154)

W 1939 r. piłkarze SKS stanęli przed szansą gry w najwyższej klasie rozgrywkowej.

SKS Starachowice w drugiej połowie lat 30. z sukcesami grał w rozgrywkach Klasy A. Najpierw w okręgu kieleckim, a ostatni sezon przed wojną w okręgu warszawskim. Trudno powiedzieć, dlaczego graliśmy z warszawiakami, ale być może przyczynił się do tego sponsor klubu – Towarzystwo Starachowickich Zakładów Górniczych S.A., które swą siedzibę miało przecież w Warszawie. W 1939 r. SKS został mistrzem okręgu warszawskiego. Tym samym uzyskał prawo walki o awans do Ligi Państwowej. W lipcu i sierpniu 1939 r., na kilka tygodni przed wybuchem wojny, w walce o ligę SKS zmierzył się z trzema rywalami: ŁKS Łódź, Gryfem Toruń i Legią Poznań.

Starachowiczanie z ŁKS-em najpierw wygrali 2:1 u siebie, a w rewanżu w Łodzi przegrali w odwrotnym stosunku bramkowym. Z Gryfem Toruń wysoko wygrali u siebie, a w rewanżu nieoczekiwanie przegrali w Toruniu 1:2. Z Legią wygrali 2:1 u siebie, a w rewanżu przegrali w Poznaniu. Tak więc SKS wygrał wszystkie mecze u siebie i przegrał wszystkie mecze wyjazdowe. W sześciu meczach zdobył 6 punktów (2 punkty za zwycięstwo), strzelił rywalom 16 bramek, a stracił ich 9. Wystarczyło to na 2. miejsce w grupie. Do finału weszła Legia Poznań.

W ówczesnej prasie sportowej pojawiły się charakterystyki drużyny ze Starachowic. Oto niektóre z nich, które znalazły się w prasie łódzkiej: "KS Starachowice jest typowym klubem fabrycznym, dlatego w drużynie jego prawie wyłącznie element napływowy, a tak mało własnych wychowanków. Bramkarz Szombara grał kiedyś w rezerwie stołecznej Polonii. Prawy obrońca Miszta jest wychowankiem klubu (jedynym zresztą), lewy – Wolski, grał w Zagłębiu. W pomocy gra dwóch reprezentantów Warszawy: Brzozowski – na środku – z Sosnowca, na lewej Lubawy z Polonii bydgoskiej, a na prawej Grządziel, również z Sosnowca. Na prawym skrzydle jest Kimmel z Polonii bydgoskiej, na prawym łączniku Gwóźdź z Warty zagłębiowskiej, na środku znany ligowiec Smoczek, na lewym łączniku – Luchter z Pogoni lwowskiej, wreszcie na skrzydle – Fistrowicz, również ze Lwowa. Tak wygląda mistrz okręgu warszawskiego, podobny zresztą do obu drużyn ligowych stolicy..."

Z opisu tego wyłania się system gry SKS, czyli system 2-3-5: dwóch obrońców, trzech pomocników i aż pięciu napastników. W nazewnictwie taktyków zwano go potocznie piramidą. Taktyka nie była skomplikowana. Opierała się głównie na długich podaniach z obrony do ataku, z pominięciem linii pomocy. Dzisiaj taki system przypomina nieco grę podwórkową, gdzie połowa drużyny chce zdobywać gole. Z biegiem lat system piramidalny był przestarzały i łatwy do rozszyfrowania przez przeciwnika. Dziś jest rzadko stosowany.

Inny akapit wskazał nas na faworytów grupy: "ŁKS jedzie dziś rano do Starachowic na pierwszy, ale bodajże najważniejszy mecz o wejście do ligi z tamtejszym SKS. Wygrywając, a nawet remisując w Starachowicach, łodzianie otwierają sobie już drogę do tytułu mistrza grupy, każdy bowiem punkt zdobyty na boisku przeciwnika ma teoretyczną podwójną wartość. Z trzech przeciwników łodzian w grupie, Starachowice są najsilniejsze." Jeśli to nie była tylko kurtuazja ze strony łódzkich dziennikarzy, wypada trochę żałować, że SKS-owi się nie udało.

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ