Szkolny dress code

Mimochodem

W wielu krajach dzieci i młodzież obowiązują regulaminowe stroje szkolne. Polska za wszelką cenę starała się je wyeliminować, co się udało, ale czy rzeczywiście należało się ich pozbyć?

Wraz z rozpoczęciem nowego roku nauki na łamy niektórych pism wrócił temat uczniowskiego dress code`u. Bo, prawdę mówiąc, może tylko po plecakach da się dziś odróżnić starszego ucznia od zwykłego przechodnia. I to nie zawsze, gdyż plecak jest wygodny, więc nosi się go niekoniecznie wyłącznie do szkoły. A że stroje są dowolne, każdy może być uczniem, albo każdy może nim nie być. Chyba że uczęszcza się do placówki mundurowej. Młodzież z miejscowego ZDZ z daleka jest rozpoznawalna. Właśnie po charakterystycznych zielono – brunatnych "panterkach". Czy jej to przeszkadza? Trzeba by spytać. Nie powinno, ponieważ do munduru wypada się przyzwyczajać, jeśli się go będzie nosić na co dzień w przyszłości.

Jednej z poprzednich ekip rządzących nie udało się przywrócić jednakowych strojów szkolnych. Mimo że wybierali je rodzice i uczniowie wedle własnego gustu, nie przyjęły się nawet same bluzy. Inne w każdej szkole, co miało dzieci wyróżniać. Co ciekawe, przystali na to właśnie rodzice, łatwo rezygnując z mundurków, które – cokolwiek by mówić – spełniałyby swoje zadanie, wyrównując status materialny uczniów.

Różnice materialne potrafią mocno dzielić. Starszych, a co mówić dzieci i młodzież. Dorośli licytują się markami aut i rozmaitych elektronicznych gadżetów. Młodzi biorą z nich przykład i też chcą mieć wszystko co najlepsze. Również markowe ubrania. Oczywiście, nowe, te z second handu się nie liczą. Tymczasem nie wszystkich stać na drogie dżinsy czy koszulki. I już jedni na starcie są gorsi, a drudzy – lepsi. Widocznie jednak dla rodziców nie ma to znaczenia, jeśli wyśmiali mundurki ministra oświaty z lat 2005 - 2007, które szybko odeszły do lamusa. Ale czy dla ich dzieci stroje nie są ważne? Nie rodzą konfliktów? Nie mają wpływu na to, jak kto w szkole jest traktowany?

Znajomy 9 –latek nie mógł się doczekać uroczystości komunijnych. Wiedział bowiem, że rodzina, której się nie przelewa co prawda, ale składa się na komórkę dlań. Jako jeden z nielicznych w klasie jeszcze jej nie miał. Teraz wreszcie już tak bardzo nie wyróżnia się spośród rówieśników. Chyba tylko tym, że wychowuje się w wielodzietnej rodzinie i mieszka na 30 m kw. Chociaż w Starachowicach małe, blokowe mieszkania ma większość, więc powód do dyskryminacji jest mniejszy.

Powrót do 8 –klasowej podstawówki i 4 – letniego liceum, lekcje religii w szkole, nacisk na wychowanie w duchu patriotyzmu (czy rzeczywiście dobrze pojętym?) jakoś nie idzie w parze z potrzebą uwrażliwienia młodego pokolenia na rzeczywiście istotne wartości. Na wzajemny szacunek, pomoc, tolerancję itp. Zwłaszcza zaś na niedzielenie ludzi wedle materialnego statusu. Bo parafrazując klasyka, prawdziwym bogactwem jest przecież zawartość głowy, a nie złota korona na niej i królewska szata. Tyle że ten ubiór do szkoły decyduje u nas, niestety, o przynależności do grup uczniowskich.

Obrazek sprzed miesiąca na Filipinach. Mia, studentka pielęgniarstwa, wkłada co rano jasną bluzę w drobne niebieskie paseczki, takąż spódnicę, białe rajstopy i białe buty. Na ramię zarzuca czarną torbę i wybiega na uczelnię. Mijają ją młodsze i starsze dzieci, również dobrze widoczne w tłumie. W rozmaitych, w zależności od szkoły, jednakowych strojach. Widok dzieci – dziewczynek np. w fioletowych spódnicach (chłopcy odpowiednio w fioletowych spodniach) i żółtych bluzach albo spódnicach w zieloną kratę i zielonych bluzkach itd., ta feeria barw i fasonów naprawdę wzrusza. Mimo ponad 30 stopni Celsjusza (odczuwalne 40) dziewczynki są w rajstopach i krytych butach, choć marzą się klapki na gołych nogach. Bo to tradycja. A tej należy być wiernym, jak widocznie uważają Filipińczycy. Tyle że tę tradycję trzeba mieć. Próżno o niej mówić, jeśli się wyrosło z chłopstwa, z sytuacji poniżonego rolnika, przez stulecia źle traktowanego, źle odzianego, którego potomkowie osobliwie (opacznie?) rozumieją odzyskiwanie godności i wolności.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ