Nasz telefon

Puste krzesła

- Gdyby nie zaproszenie do Starachowickiego Centrum Kultury, które scedowała na mnie koleżanka, bo sama nie mogła z niego skorzystać, nawet nie wiedziałabym, że miasto zainaugurowało kolejny rok kulturalny. A tak udało mi się nie tylko uczestniczyć w lokalnej "oscarowej" gali, ale również posłuchać piosenek Wojciecha Młynarskiego w wykonaniu Piotra Machalicy. Nawiasem mówiąc, oficjalna część przebiegła bardzo sprawnie, więc nikt się nią nie znudził. Później zaś nastąpiły po sobie prawdziwe uczty – duchowa, w sali widowiskowej, przy mniej znanych utworach zmarłego niedawno polskiego tekściarza i poety, oraz kulinarna, przy suto zastawionym stole na piętrze. Atrakcji zatem było moc, tylko nie wszyscy zaproszeni na imprezę dotarli. Brakowało jakiejś jednej czwartej. Stąd puste krzesła na widowni. Jeśli nie wypada wprowadzać obowiązku potwierdzania obecności na takich spotkaniach, to może stosować zasadę przekazywania dalej zaproszeń, by ktoś jednak z nich skorzystał. Tak jak to stało się w moim przypadku. Albo postawić na uczniów szkół średnich. Wszak wśród nich nie brakuje miłośników kultury. Tymczasem młodzieży nie było i frekwencji też – zauważa starachowiczanka.

Sponiewierany obelisk

- Nie potrafimy oddzielić poświęcenia tysięcy żołnierzy radzieckich w walce z hitlerowską nawałnicą od niewątpliwie podłych zachowań niektórych z nich w czasie przemieszczania się wojennych frontów. Nie stać nas na historyczny obiektywizm, a zwłaszcza na nieuleganie emocjom, przejawiającym się w aktach najzwyklejszego wandalizmu. Umiemy tylko niszczyć i to pod osłoną nocy, w imię źle pojętego patriotyzmu. Cóż winien jest kamień przy d. ulicy Marszałkowskiej, że upamiętnia tych, którzy rzeczywiście oddali życie w czasie II wojny światowej, byśmy dziś mogli się cieszyć swoim. Naprawdę trzeba było oblać obelisk czerwoną farbą i podpisać się na dodatek znakiem Polski Walczącej...? Wandale dali w ten sposób świadectwo swojej małości, pieniactwa, nieuctwa, kołtuństwa, słowem - wszystkiego, co najgorsze. Nie tego się po starachowiczanach spodziewałem – telefonuje czytelnik.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ