reklama

Dziennik pewnego remontu

Mimochodem

 

Według zawiadomienia administratora budynku, remontu blokowych balkonów należało się spodziewać z nastaniem lipca br. Tyle że pierwszy wypadał w sobotę. Ekipa budowlana podjechała więc w poniedziałek, trzeciego. Postawiła część rusztowań, by uzupełnić je następnego dnia. 

Trzy piony w wieżowcu to nie bagatelka, dokładnie 33 balkony – lodżie. Przez tydzień nic się nie działo, toteż – mimo zabezpieczających plandek – dało się żyć. 11 lipca zostały zatarasowane płytą styropianowo - panelową drzwi balkonowe. Tyle że jeszcze można je było otworzyć na całą szerokość, więc dopływ powietrza pozostał. Ba, sąsiadce udało się nawet wysuszyć pranie na balkonie. Jej maż poradził sobie w weekend z zaporą, by zamocować ją ponownie z samego rana w poniedziałek. W czwartek, 13 lipca nie było już dotychczasowego szkła zbrojeniowego w barierkach i sukcesywnie je oczyszczano. Wyjście na balkon zagrażało bezpieczeństwu lokatorów, ale drzwi dalej się otwierały i górą, powyżej płyty, wietrzenie mieszkania było możliwe. Przez następny tydzień za oknami panowała niczym nie zmącona cisza. Dopiero 22 lipca, w sobotę, od 10. piętra zaczęto podwyższać barierki.

Przez dobre trzy tygodnie prace trwały przy nieosłoniętych oknach. Obawa lokatorów przed zniszczeniem szyb zmobilizowała remontowców do oklejenia ich folią. Od razu zrobiło się piekielnie duszno. Jakże inaczej, w środku lata? Lipiec co prawda, zwłaszcza urlopowiczów nie rozpieszczał. Końcówka wręcz była deszczowa i chłodna, ale nie w Starachowicach. Trafiły się raptem dwie, trzy – zależy jak na to patrzeć – krótkie burze. Dobre i to, żeby odetchnąć w miarę normalnym powietrzem.

31 lipca, w poniedziałek, remontowcy przystąpili do stawiania rusztowań z prawej strony bloku. Lewa dalej żyła normalnie i z politowaniem patrzyła na mękę sąsiadów. Na pot ich oblewający i w dzień, i w nocy. Po środku bowiem, z potrójną liczbą balkonów (33) wciąż jeszcze nie dokończono poprawiania barierek i montowania chroniących je prętów. Jednocześnie jednak trwały prace z boku.

2 sierpnia, środa, zamiast posadzki, u mnie na balkonie pojawiło się "gołoborze". Dźwięk pneumatycznych młotów (?!) przyprawiał o ból głowy. Następnego dnia, w czwartek, poza kierownikiem remontu, przy rusztowaniach kręciło się najwyżej dwóch ludzi. Sąsiad co prawda nie widział nikogo, lecz może patrzył nie w tę stronę...

Od rana w piątek, 4 sierpnia, znów słychać było warkot urządzeń. Hałasowała – i tym razem - mocno uszczuplona ekipa. W takim tempie remont balkonów może trwać i trwać. Bo gdzie jeszcze z lewej 11?! Nawiasem mówiąc, akurat ci lokatorzy wygrali los na loterii. Bo sierpień nastał z ponad trzydziestostopniowymi upałami, które tej jedenastki zbytnio nie dotknęły w mieszkaniach. Pozostałych 44 mieszkańców mogło im tylko zazdrościć.

Administrator musi sobie zdawać sprawę z tego, jak dużą uciążliwością dla lokatorów jest taki remont na wielką - co tu dużo mówić – skalę. Dlaczego zatem nie stara się maksymalnie, stawiając warunki podczas przetargów, skrócić czasu jego trwania? Blokowi "eksperci" twierdzą, że z prawdziwego zdarzenia ekipa (bardziej liczna, przynajmniej dwóch pracowników na pion i realizująca zadanie w pełnym wymiarze godzin codziennie, a nie z przerwami) uporałaby się z balkonami w miesiąc. W Starachowicach jednak tak dobrze nie ma. Sąsiedni wieżowiec remontowano od Wielkanocy do Bożego Narodzenia. Nic dziwnego, że znajoma stamtąd, na widok rusztowań użaliła się nade mną, życząc zarazem, by zdjęto je wcześniej niż u niej. - Byle nie trwało u was do Wigilii – powtórzyła kilka razy. Tyle że na taki właśnie, jeśli nie gorszy finał się zanosi.

Połowa sierpnia. Cztery piąte balkonów ma przygotowane do dalszych prac barierki. A gdzie jeszcze położenie na nowo posadzki?! No i ocieplenie południowej ściany?! Potem tynkowanie i uzupełnianie kolorowymi płytami barierek?! Z tak szczupłą załogą przyspieszyć remontu nie sposób. Naprawdę inaczej nie można prowadzić modernizacji na starachowickich osiedlach?

Ps. Po miesiącu nieobecności w kraju wróciłam do bloku znajdującego się w stanie niewiele zmienionym. Z jednym wyjątkiem, 18 września akurat u mnie musiano ocieplić ścianę, bo wszystko było świeże i mokre. Po folii osłaniającej szybę w drzwiach balkonowych nie ma śladu. Po prawej stronie budynku są na nowo zrobione tylko barierki. A sąsiedzi z lewej żyją sobie nadal spokojnie. Poczucie estetyki mogą im jedynie zakłócać smętnie zwisające parę metrów dalej plandeki.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ