Nasz telefon

Starano się

- Ostatnie chwile swojego życia mama spędziła na oddziale kardiologicznym starachowickiego szpitala. I choć nie udało się jej uratować, nie mam żadnych zastrzeżeń do sposobu jej leczenia. Personel za wszelką cenę chciał ją utrzymać przy życiu, mimo zaawansowanego wieku i mnóstwa innych schorzeń. Nie sądzę, by pielęgniarki co i rusz przybiegały do łóżka mamy dlatego, że bez przerwy czuwała przy niej duża część rodziny. Widziałam bowiem samotnego starszego pacjenta, którym siostry też z widocznym zaangażowaniem się opiekowały. W porach posiłków zawsze któraś do niego przyszła i pomogła mu zjeść, bo sam nie mógł tego zrobić. W każdym razie takie jest moje odczucie, którym się dzielę, gdyż zazwyczaj pod adresem świata medycznego pada wiele słów krytycznych – telefonuje starachowiczanka.

Noga z gazu

- Wróciłam z dalekiego kraju, w którym jest zatrzęsienie psów i kotów. Są raczej bezpańskie, choć rezydują na terenach prywatnych, w bliskim sąsiedztwie człowieka. Nie zdarzyło się jednak, by ktokolwiek je przeganiał. A że wylegują się też często na środku dróg, bywają zagrożeniem w ruchu kołowym. Tymczasem miejscowi traktują je jak pieszych, ostrzegając klaksonem, że zbliża się samochód. I omijają szerokim łukiem. Jest to możliwe, gdyż szybkich prędkości nikt tam nie rozwija, więc nie widziałam ani kolizji drogowych, ani pokiereszowanych aut. Najlepszych marek zresztą. Pomyślałam sobie, że gdyby dotarli tam Polacy, którzy trasę Starachowice - Wąchock, którą często przemierzam, oczywiście zgodnie z przepisami właściwymi dla terenów zabudowanych, pokonują z prędkością światła, los czworonogów byłby przesądzony, o czym zresztą często donosisz "Gazeto". Oby zatem nasi rodacy odkryli turystycznie ten kraj jak najpóźniej- dzieli się swoimi spostrzeżeniami czytelniczka.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ