Prawa i równość

W numerze

Prawa i równość

Równość wobec prawa to jeden z fundamentów demokracji. Przyzwoitość nakazywałaby, żeby osoby publiczne, które mają nas reprezentować i ustanawiać przepisy prawa, były nawet "bardziej równe". Tymczasem wydaje się, że jest trochę inaczej.

Immunitet to słowo, które często kojarzy nam się ochroną posłów i senatorów przed odpowiedzialnością prawną. Faktycznie parlamentarzystom przysługuje tzw. immunitet materialny i formalny. Pierwszy z nich określa, że członek Sejmu lub Senatu w trakcie lub po zakończeniu kadencji nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za działania, które wchodzą w zakres sprawowania mandatu. Immunitet formalny – i to ten bardziej budzi emocje społeczne – zapewnia natomiast parlamentarzyście nietykalność z tytułu odpowiedzialności karnej, jeśli Sejm lub Senat nie wyrazi na to zgody, czyli - popularnie ujmując – nie uchyli immunitetu. W praktyce, jeszcze niedawno okazywało się, że policja nie mogła ukarać posła za zbyt szybką jazdę, jeśli nie zgodził się na to Sejm. Te popularne przypadki zostały jednak uwzględnione przy zmianie przepisów, która nastąpiła kilka lat temu. Od tamtej pory przyjęcie przez parlamentarzystę mandatu lub opłacenie grzywny automatycznie stanowi zgodę na pociągnięcie go do odpowiedzialności prawnej w tym zakresie.

Poseł lub senator traci swój mandat, jeśli zostanie skazany "prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne, ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe" (ustawa z dnia 5.01.2011 r. Kodeks wyborczy). Ten sam przepis prawny stosuje się m.in. do radnych i prezydentów miast. Niby równość, ale parlamentarzystów chroni przecież immunitet. Jeśli posłowie lub senatorowie nie zgodzą się na pociągnięcie innego parlamentarzysty do odpowiedzialności karnej, to ta osoba bez przeszkód pełni dalej swój mandat. Na poziomie samorządu terytorialnego nie ma takich ograniczeń, a oskarżony czeka na sądowy wyrok. Oczywiście są przypadki, kiedy niesłuszne oskarżenie posła o popełnienie zakazanego czynu może wynikać z zaciekłej walki politycznej. Są jednak sytuacje obiektywne, kiedy immunitet nie powinien mieć zastosowania – dlaczego poseł złapany na prowadzeniu samochodu po pijanemu ma większe uprawnienia niż radny albo chociażby zwykły obywatel?

W kontekście równouprawnienia między władzą centralną a samorządem terytorialnym można rozważyć ostatnią zmianę ustawy o samorządzie gminnym, która likwiduje stanowiska doradców i asystentów wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, starostów i marszałków województwa. Uzasadnia się to twierdzeniem, że są to lokalne gabinety polityczne, gdzie bez żadnych warunków i kryteriów zatrudniane są osoby z partyjnego otoczenia szefa gminy, powiatu lub województwa oraz że zmiana ta przyniesie dodatkowe oszczędności rzędu kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. Nawet, jeśli uznamy to twierdzenie za prawdziwe lub słuszne, to pojawia się pytanie, dlaczego parlament nie zlikwidował jednocześnie gabinetów politycznych w ministerstwach? Kiedy sprawdzimy najbardziej aktualną listę asystentów i doradców politycznych zatrudnionych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, to okazuje się, że jest to 16 osób. Ileż byłoby oszczędności.

Michał Walendzik

Radny Rady Miejskiej

radny.mw@gmail.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ