Odwaga do marzeń, to siła do walki

Wywiad GAZETY

W numerze

Odwaga do marzeń, to siła do walki

Wywiad GAZETY

 

Jest radnym Powiatu Starachowickiego, ale przede wszystkim mieszkańcem osiedla Szlakowisko w Starachowicach. Jego kolejny projekt do Budżetu Obywatelskiego spotkał się z zainteresowaniem mieszkańców. Rozmowa z radym Pawłem Lewkowiczem. 

- Panie Pawle, spotykamy się, by porozmawiać o pana projektach i działaniach dotyczących osiedla Szlakowisko. Pana pomysł spotkał się z przychylnością mieszkańców i został wybrany, jako ten do realizacji w ramach Budżetu Obywatelskiego.

- Tak. Zacznę od tego, że jestem wieloletnim mieszkańcem osiedla Szlakowisko. Rodzice się tam wprowadzili bodaj w 1976 roku. Jako dziecko i młodzieniec obserwowałem, jak krajobraz i architektura tego terenu się zmienia. Charakterystyczne dla tego osiedla jest to, że jest tam dużo zabudowy wielorodzinnej, taka koncentracja bloków. A po drugiej stronie idealna przestrzeń do spędzania czasu wolnego. Tak się niefortunnie stało, że z reguły nie można było do tej pory tego tam urzeczywistnić. W pierwszej edycji Budżetu Obywatelskiego opracowałem projekt siłowni plenerowej z elementami architektury. Wtedy nie zyskał określonego poparcia, więc prosiłem prezydenta Materka, mając poparcie społeczne mieszkańców Szlakowiska, by zrobić to w ramach budżetu miasta w okresie konsultacji społecznych. Potem było drugie podejście w ramach Budżetu Obywatelskiego i też się nie udało. Dopiero za trzecim razem, w zeszłym roku, projekt siłowni plenerowej z zagospodarowaniem terenu w zieleń i małą architekturę zyskał najlepszy rezultat w całym mieście, zagłosowało na niego 177 osób.

- A teraz park linowy?

- Mieszkańcy w rozmowach ze mną żalili się, że Na Szlakowisku zawęża się przestrzeń poprzez parkujące samochody i w miejscu, gdzie powstała siłownia nie ma przejścia dla pieszych. Dodatkowo seniorzy mówili, że też chcieliby coś dla siebie. Pomyślałem sobie, żeby w skoncentrowanym miejscu stworzyć coś fajnego, również dla seniorów. Pomysł bezobsługowego parku linowego, wydaje mi się, że trafił w dziesiątkę. Bo jest to nic innego, jak pewne elementy z niewielkimi przeszkodami na odpowiedniej wysokości, 40-50 cm od gruntu. Są dobrze zakotwiczone urządzenia do przejść, gdzie trzymając się oburącz można się przez łańcuchy bezpiecznie przemieszczać. Jest to fajna alternatywa dla nordic walking, pełna koordynacji. Powstanie również przejście dla pieszych, z mini rondem, ze znakami.

- Jaki to będzie koszt i kiedy rozpocznie się budowa?

- Niewiele ponad 50 tysięcy zł. Cały proces zapytania ofertowego powinien się rozpocząć nie później niż w marcu 2018 roku. Koszty zostały skalkulowane z oferty i kosztorysu inwestorskiego. Przejście dla pieszych to koszt 6,3 tys., oferta tego parku linowego to trochę ponad 40 tysięcy złotych.

- Pomysł spotkał się z dużą przychylnością mieszkańców Szlakowiska, ile osób głosowało za pana projektem zgłoszonym do Budżetu Obywatelskiego?

- Wedle protokołu Miejskiej Komisji Wyborczej 222 osoby. Jestem konserwatystą, nie miałem przekonania do głosowania internetowego, ale większość głosów oddano właśnie tą drogą. Tylko 83 głosy oddane były tradycyjną metodą, w tym mój. Dlatego kieruję podziękowania dla tych internautów, którzy oddali ten głos internetowo, ale także dla „tradycjonalistów”. Na pewno jest to dla mnie miłe zaskoczenie, że już drugi raz mieszkańcy zaufali moim pomysłom. Często mówię, że „ten kto nie ma odwagi do marzeń to nie będzie miał siły do walki”. Nie zrażałem się, że pierwsze czy drugie podejście okazało się fiaskiem, tylko dalej dążyłem do tego, by urzeczywistnić marzenia związane ze Szlakowiskiem.

- Ma pan obraz tego osiedla w głowie?

- Tak, mam wizję Szlakowiska. Poza Budżetem Obywatelskim, opracowałem i złożyłem do Urzędu Miejskiego projekt w ramach Gminnego Programu Rewitalizacji, szacując go na kwotę około 1,5 miliona złotych. Zyskał przychylność, jako inne przedsięwzięcia możliwe do rewitalizacji. Co jest ciekawe, nazwa tego projektu: „Szlakowisko - przyjazna i funkcjonalna przestrzeń agory miejskiej”, to kompleksowe zagospodarowanie tego miejsca. Są tam m.in. fontanna, taras widokowy, miejsca wypoczynkowe, ciągi komunikacyjne, miejsca na usługi gastronomiczne, ścieżki dydaktyczne, monitoring, odpowiednie oświetlenie. Stałe cztery imprezy. To wszystko było w tym projekcie. Ku mojemu zdumieniu studenci architektury opracowali bardzo podobny projekt, a jego koszt to 3 miliony. Ich projekt został upubliczniony. Dla mnie satysfakcjonujące jest to, że moje przemyślenia autorskie były podzielone przez przyszłych urbanistów.

- Jest pan radnym, pracuje pan. Doba ma tylko 24 godziny. Jak znajduje pan jeszcze czas na opracowanie tych wszystkich projektów. Nie ukrywajmy, bardzo czasochłonnych.

- Nie tylko ja staram się poprawiać jakość życia, nie tylko mojego, dzielić się tym dobrem przestrzenni wspólnej. Owszem, odbywa się to kosztem czasu, kosztem życia osobistego. I jako samorządowiec mam świadomość, że tego życia prywatnego mam relatywnie mniej. Ten kto dobro wspólne postrzega z definicji, będzie tak traktował swoją misję jako funkcjonariusza publicznego. Kto myśli o czymś innym, to tego czasu na opracowanie różnych przemyśleń nie poświęci. Kiedyś sobie powiedziałem, że zaangażuję swoje doświadczenie zawodowe i możliwości samorządowe do działań społecznych, co buduje zaufanie społeczne. I dlatego nie zrażam się, gdy coś się nie udaje.

- Pytałam o czas, zapytam skąd pan czerpie pomysły?

- Z głowy i od ludzi. Z wsłuchiwania się w to, co mają do powiedzenia ludzie. W ich propozycje, w ich uwagi, w ich potrzeby. Ja nie boję się z nimi rozmawiać. Nie mam auta, chodzę pieszo, jeżdżę komunikacją zbiorową. Często jestem uczestnikiem ruchu pieszego, często bywam na terenach Szlakowiska. I słucham. Ja też bardzo szybko reaguję, gdy mieszkaniec wskazuje na jakieś niedogodności, problemy, interweniuję.

- Pomysły na przyszłość?

- Oczywiście, że są. To trzeci etap mini rewitalizacji, która dopełni bezpieczeństwo. To postawienie na aktywny tryb życia. Chciałbym wykorzystać niektóre z pomysłów projektowych do podkreślenia walorów, estetyki terenów Szlakowiska. Tak, aby osoba przejeżdżająca tamtędy mogła się zatrzymać i powiedzieć, jak tu fajnie. Że jest siłownia, ten park linowy i ten trzeci etap.

- Wizerunkowy?

- Też... I to, co jestem winien mieszkańcom. Bo ja to robię zasadniczo dla nich, by zaspokajać m.in. takie ich potrzeby, jak kolejne elementy do ćwiczeń, wspinaczki, odpoczynku, estetycznej zieleni publicznej. Ja całym cyklem czteroletnim pracuję na zaufanie mieszkańców, bo będąc ich przedstawicielem, jestem przez nich oceniany.

- Pan, jako radny, a przede wszystkim mieszkaniec, jest bardzo zaangażowany społecznie. Czy społeczeństwo również zauważyło, że wiele może osiągnąć dzięki swojej postawie obywatelskiej?

- Miło mi, że można było wskrzesić ideę postawy obywatelskiej. Jeśli mnie pamięć nie myli, to za pierwszym razem, za pomysłem siłowni plenerowej mieszkańcy zagłosowali w liczbie 37 osób. W następnym roku było to niepełna 120 głosów. Za trzecim razem się udało. Może to jest tak, że jak społeczeństwo widzi, że coś się dzieje, to z chęcią głosuje. Gdy oddaje głos i nie dostrzega zmian, to się zniechęca. Mój monit do prezydenta Materka był głosem społecznika, który miał informacje od mieszkańców rozczarowanych tym, że się nic nie dzieje. Oni tym po części żyli, gdyż podpisywali listy, petycje, brali udział w głosowaniu. Dlatego zareagowałem. I teraz widzę, że mają taką postawę, że do mnie kierują prośby o interwencje, nie tylko ze Szlakowiska.

- Jest pan takim kapitanem osiedla Szlakowisko?

- Najlepiej, jak ktoś się wypowiada o kimś. To jest tak, że ja wolę podziękować za głosy oddane na projekt. Miło, że go zauważono, dlatego dziękuję.

- Czy kiedykolwiek pan się poddaje, rezygnuje?

- Staram się walczyć do końca. Niestety, bagażu energii ubywa wraz z wiekiem. Ale nie sposób nie wspierać pewnego dobra publicznego. Dlatego nie poddaję się, ale wiem, że coraz więcej kosztuje mnie to czasu, lecz instynkt obywatelski działa. Do swojej pracy przygotowuję się perfekcyjnie, choć może powinienem dać sobie trochę luzu. Bo perfekcjonizm może być postrzegany jako nadgorliwość.

- Teraz spokojnie czekamy na pierwsze półrocze 2018 roku i realizację projektów?

- Z nutką optymizmu i nadziei, że ten pomysł spodoba się mieszkańcom. Bo dopełnieniem całości tego niewielkiego terenu będzie trzeci etap. Puenta naszej rozmowy niech będzie taka, że prawie od 10 lat, myśląc o Szlakowisku wiedziałem, że bez lokalnego samorządowca mało rzeczy może zostać urzeczywistnionych. Interpelacje pomagały na tyle, że organy wykonawcze musiały się do nich odnieść. A moja wizja rodziła się z tego, że osiedle to przestrzenny sposób organizowania pewnych usług, żeby poprawiać jakość życia przeciętnemu człowiekowi. Żeby za usługi wypoczynkowe, rekreacyjne, aktywizujące ruch na świeżym powietrzu nie trzeba było płacić. Dzięki tej użytecznej organizacji przestrzennej, człowiek się identyfikuje z miejscem, jest mu milej i przyjaźniej. Chce być w tym miejscu. Dlatego dobrze, jak mieszkańcy decydują o swoim otoczeniu mając koordynatora – zwanego przez panią kapitanem (śmiech). Wszak ruchy miejskie sprawiają, że mamy czas wspólnot świadomych swoich potrzeb i możliwości, do których - myślę - zmierzają mieszkańcy Szlakowiska.

- Dziękuję za rozmowę.

(zaz)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ