Sędzia dał Łysicy 4 karne "w prezencie"

Emocje nie opadają, Kamienna zbulwersowana

W meczu 8. kolejki IV ligi, pomiędzy Łysicą Bodzentyn a Kamienną Brody, sędzia podyktował aż pięć rzutów karnych, ale... cztery dla gospodarzy i "rozgrzał" nastroje wśród piłkarzy i kibiców.

 

Kiedy w 12. minucie sędzia podyktował pierwszy rzut karnych dla Łysicy, nic wielkiego się nie działo. Gospodarze objęli prowadzenie, a goście po kilku minutach wyrównali. W 32. minucie sędzia Jacek Kubicki jednak ponownie wskazał na jedenasty metr. Tym razem Dariusz Anduła z Łysicy przestrzelił, a jeszcze przed przerwą goście zdobyli dwa gole. Na oficjalnym profilu społecznościowym Kamiennej pojawiła się wówczas informacja: „Do przerwy prowadzimy 1:3 choć sędzia utrudnia jak może”. Rzeczywiście na boisku „się działo” i niestety nie były to tylko sportowe emocje. Łysica w drugiej części meczu ruszyła do odrabiania strat i gola kontaktowego zdobyła oczywiście z... rzutu karnego. Była 64. minuta i już trzeci rzut karny dla gospodarzy. Do końca pozostawało blisko pół godziny gry i obie ekipy co chwilę próbowały atakować. Jednak do 90. minuty bramki nie padały, wszyscy myśleli, że już nic wielkiego w tym meczu się nie wydarzy, a tymczasem gospodarze (po akcji z gry) doprowadzili do wyrównania. Kilkadziesiąt sekund później arbiter odgwizdał rzut karny, czwarty w meczu i czwarty dla gospodarzy. Pewnie wykorzystał go Mariusz Jaros i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Jakby tego było mało, już w piątek minucie doliczonego czasu gry sędzia Kubicki podyktował rzut karny, tym razem dla Kamiennej. Nieszczęście podopiecznych Marcina Wróbla polegało na tym, że Piotr Jedlikowski nie wykorzystał „jedenastki”. Spotkanie Łysica wygrała 4:3.

Okoliczności tego pojedynku już kilka minut po końcowym gwizdku wywołały prawdziwą burzę na portalu społecznościowym. Do dyskusji włączyła się nawet wójt gminy Brody Marzena Bernat.

- Łysica dostała 4 karne w prezencie, Kamienna piękny mecz w Waszym wykonaniu, jesteście o niebo lepsi! - napisała pani wójt.

Pojawiła się lawina krytycznych komentarzy pod adresem sędziego Kubickiego. Internauci pisali o czterech karnych „z kapelusza” i wypaczeniu wyniku meczu. Znaleźli się również tacy, którzy bronili arbitra, głównie przez pryzmat ostatniego rzutu karnego.

- Stronniczy sędzia gwiżdże karnego w ostatniej minucie... przeciwko drużynie, za którą jest - napisał jeden z internautów, nawiązując do przestrzelonego rzutu karnego przez piłkarza Kamiennej.

- Byleś na meczu ? Raczej nie, gdybyś był na pewno takich komentarzy z twojej strony by nie było. Karne były z kapelusza i koniec, co nie zmienia faktu, że mieliśmy dwie setki na dobicie rywala, a wtedy „pan z gwizdkiem” miałby problem z uratowaniem wyniku. Przegraliśmy, gratulacje dla Łysicy, koniec tematu - odpowiedział z kolei Paweł Sado, piłkarz Kamiennej.

Rozgoryczenia nie ukrywał także trener Marcin Wróbel, z którym rozmawialiśmy kilka dni po spotkaniu. Nie zarzucał sędziemu wypaczenia wyniku spotkania, a fatalne sędziowanie i błędy w obie strony.

- Sędzia tego spotkania był bardzo słaby, sędziował fatalnie i mylił się w obie strony. Niemniej błędy na korzyść Łysicy, to były przeważnie rzuty karne, a z błędów w naszą stronę nie wynikało zagrożenie dla bramki rywali. Musimy zacząć o tym wszystkim głośno mówić, a nie zamiatać pod dywan tak fatalnego sędziowania. My ciężko pracujemy na treningach, trenerzy się kształcą i chcą być coraz lepsi, często wkładając w to własne pieniądze i przy takim sędziowaniu idzie to na marne. Boli mnie również to, że mój były kolega z boiska, trener Łysicy Krzysztof Trela mówi publicznie, że wszystkie cztery karne były ewidentne. Dwa być może i ja bym gwizdnął, ale były takie delikatne, natomiast dwa pozostałe były zupełnie „z kapelusza”. Krzysiek Trela jest grającym trenerem i z boiska wszystkiego dokładnie nie widać, a boli to, jeśli wiem, że przynajmniej połowy rzutów karnych nie było. Nie chcę mówić o wypaczeniu wyniku tego spotkania, ale o fatalnej postawie sędziego, bo tak nie może być - mówi GAZECIE rozgoryczony Marcin Wróbel.

Prawdopodobnie Kamienna nie będzie oficjalnie protestowała w tej sprawie, bo jest to bardzo trudne do wygrania, tym bardziej w niższych ligach. Pozostaje przełknąć tę gorycz i mieć nadzieję, że podobnym przypadków w polskiej piłce nie będzie.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ