Historia

W numerze

Historia

Z okazji Światowego Dnia Sybiraka uczestniczyłem w żywej lekcji historii w Szkole Podstawowej nr 9. W jej trakcie uczniowie zapoznali się z losami naszych rodaków wysiedlanych w czasie II wojny światowej na wschód oraz wysłuchali Kazimierza Dziekońskiego, który jako 9-letnie dziecko trafił na Sybir.

Nie ma chyba nic lepszego niż nauka historii poprzez wizyty w znanych miejscach albo bezpośrednie spotkania ze świadkami przeszłości. Tych osób, które pamiętają trudne czasy wojny i niewoli, jest coraz mniej. Póki są, póki żyją i póki opowiadają o tym straszliwym okresie, to i w nas panuje pewien strach i pohamowanie do decyzji o konfliktach zbrojnych. Kiedy ich zabraknie, to kto wie czy obrazy wojny zawarte w książkach i filmach nie staną się dla nas czymś odległych, wyimaginowanym i niestrasznym.

W czasie uroczystości pod Krzyżem Katyńskim 15 września, z ust świadka historii padły słowa, a w zasadzie wołanie o pamięć o ofiarach rzezi wołyńskiej. Zginęło wówczas co najmniej kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Nie wymordowano ich jak w Katyniu, poprzez jeden strzał w głowę, ale poddawano brutalnym zabiegom, a w zasadzie torturom, które kończyły się śmiercią w straszliwych męczarniach. Prezes starachowickiego koła Związku Sybiraków upomniał się o pamięć o tych ofiarach wbrew poprawności politycznej, która – według jego opinii – prowadzi do marginalizacji zbrodni wołyńskiej, gdy jednocześnie władze Ukrainy honorują członków UPA - oprawców polskiej ludności.

Uczestnicy uroczystości pod Krzyżem Katyńskim usłyszeli również pytanie o projekt ustawy Lecha Kaczyńskiego dotyczący odszkodowań dla osób prześladowanych przez Związek Sowiecki w latach 1939 – 1956. Za każdy miesiąc takich represji przysługiwałoby 400 zł, ale w sumie odszkodowanie nie mogłoby być większe niż 30 tys. zł. Projekt został napisany blisko 8 lat temu i do tej pory błąka się gdzieś w zawierusze legislacyjnej. Pośród nas żyje już tylko nieco ponad 30 tysięcy zesłańców na Sybir. Kwota takich rekompensat za czasy prześladowań stanowi więc niewielki koszt w stosunku do innych wydatków z budżetu państwa. Dlaczego zatem nie uchwalono jeszcze stosownych przepisów?

Myślę, że wystąpienie przy Krzyżu Katyńskim osoby, która przeżyła 5 lat w nieludzkich warunkach, pośród wszech panującego głodu i śmierci, wprawiło przynajmniej niektórych w osłupienie. My. współcześni, stawiając różne pomniki i tablice, ustanawiając przeróżne święta i rocznice patriotyczne, uznajemy się niejednokrotnie za osoby, które pamiętają i troszczą się o polską historię. Tymczasem pośród nas staje zesłaniec syberyjski i pyta się nie tylko o pamięć, ale również o materię, o sprawiedliwe, finansowe wyrównanie poniesionych cierpień. Niesiemy pomoc ubogim, osobom poszkodowanym w wyniku klęsk żywiołowych, rodzinom ofiar katastrof. Dlaczego nie ma pieniędzy dla tych, którzy cierpieli za Polskę, nie wyrzekli się Polski i do Ojczyzny wrócili?

Michał Walendzik

Radny Rady Miejskiej

radny.mw@gmail.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ