Nasz telefon

A dzieci płaczą

- Niedawno chrzciliśmy wnuczkę w jednym z kieleckich kościołów, na mszy specjalnie w tym celu odprawianej. Bez kazania jednak, więc ceremonia przebiegła sprawnie. Latem dłużej przebywałam w Starachowicach i tu uczestniczyłam w niedzielnych mszach. Miałam szczęście do tych łączonych właśnie z chrztem dzieci. Nie dość że msza się przedłużała, to jeszcze dzieci płakały, rodzice się denerwowali, a reszta wiernych niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę. Czy rzeczywiście chrzty muszą się odbywać przy pełnym audytorium, w obecności obcych ludzi, których ta ceremonia w ogóle nie dotyczy? – zastanawia się kielczanka.

Długie, 6-godzinne czekanie

- Właśnie tyle, 6 godzin, nic krócej, przyjmowano mnie do starachowickiego szpitala. Starszą ode mnie pacjentkę, jak zaobserwowałam, z zaawansowaną starczą demencją, jeszcze dłużej. Kiedy stawiłam się w izbie przyjęć, ona już czekała. To mnie łzy kręciły się w oczach, widząc, jak się męczy, a wraz z nią rodzina. Tym bardziej że zdarzyło się to w tygodniu największych upałów tego lata. Tymczasem personel szpitala wcale się nie przejmował. Ba, na pytanie towarzyszącego mi męża, kiedy wreszcie zostanę położona na oddział, pielęgniarka (?) spojrzała na zegarek i odrzekła, że do 6 godzin jeszcze trochę brakuje... Czyżby zawsze trzeba było w poczekalni odsiedzieć maksymalny czas przeznaczony na dopełnienie formalności związanych z przyjęciem do starachowickiego szpitala? – pyta seniorka.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ