Nasza placówka traktowana jest jak dom

Brody

Nasza placówka traktowana jest jak dom

Wywiad z Bożeną Samelą, dyrektor Placówki Opiekuńczo - Wychowawczej w Stawie Kunowskim.

- Jest pani od początku dyrektorem tej placówki. Jest w stanie pani policzyć, ilu podopiecznych przebywało w Stawie Kunowskim?

- Bardzo dużo dzieci, myślę, że około trzystu. Rotacja jest duża. Dzieci przychodzą, czasem po kilku miesiącach wracają do rodzin. To jest naszym celem, by te dzieci jak najszybciej wróciły do rodzin, bo powinny wychowywać się w rodzinnym środowisku. Placówka jest ostatecznością, gdy tak źle dzieje się w rodzinie, że dziecko nie może już tam przebywać. Są też dzieci, które po kilka lat u nas mieszkają. Na ten moment mamy też rodzeństwo, które jest już u nas cztery lata.

- Nie rozdziela się rodzeństw?

- Nie. Działa zasada, że jeżeli przyjdzie nastolatek, to przyjmuje się również młodsze rodzeństwo. Nawet takie, które ma trzy latka. Gdy rozpoczynaliśmy działalność, trafiały do nas dzieci od 3 do 18 lat. Po zmianie ustawy w 2013 roku, możemy przyjmować dzieci od 10 do 25. roku życia.

- Obecnie ilu wychowanków macie?

- W placówce mamy miejsce dla dwudziestu wychowanków. Na ten moment przebywa 22 podopiecznych w wieku od 12 do 18 lat. Nie wszystkie dzieci znajdują się fizycznie na terenie placówki. Przebywają w Młodzieżowych Ośrodkach Wychowawczych, z których są urlopowani do rodzin. Jeżeli nie ma możliwości urlopowania do rodzin, to nasza placówka traktowana jest jak dom. W razie przepustki dziecko ma prawo do nas wrócić.

- To wszystko dzieci i młodzież szkolna...

- Tak, jedna dziewczynka jest w szkole podstawowej, troje wychowanków w specjalnej szkole podstawowej w Starachowicach, reszta młodzieży to uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Procedury są takie, że młody człowiek może być wychowankiem, pod warunkiem, że kontynuuje naukę w szkole.

- Istnieje osąd, że dzieci będące w placówkach są dziećmi sprawiającymi problemy, które trzeba „ogarnąć”. Zgadza się pani z tym poglądem?

- Nie do końca. Zdarza się, że trafi się wychowanek sprawiający większe problemy wychowawcze. Ale nie jest on nie do ogarnięcia. Różne dzieci do nas trafiają. Czasami mają nawyki wyniesione ze środowiska, z którego się wywodzą. Ale nie jest to aż taki problem, żeby nie dało się temu zaradzić. Początki na pewno są trudne, ale w rezultacie dzieci chodzą do szkół, uczą się obowiązków, systematycznej pracy, rozwijają zainteresowania.

- Angażujecie się w życie gminy?

- Staramy się angażować w życie gminy i powiatu. I myślę, że się nam to udaje. Jesteśmy w bliskiej współpracy z panią sołtys, panią wójt. Organizujemy kilka razy do roku spotkania wyjazdowe, są też spotkania w placówce. To wydarzenia z okazji świąt, dnia kobiet czy dnia babci i dziadka. Wtedy wyjeżdżamy do Domów Pomocy Społecznej do Starachowic i do Kałkowa. Z mieszkańcami spotykamy się na integracyjnych ogniskach. To bardzo dobrze wpływa na dzieci, na ich zachowanie. Myślę, że są lubiani i przez starszych mieszkańców i przez młodzież.

- Dyrekcja szkół zgłasza do państwa, że coś niedobrego dzieje się z ich uczniem a państwa wychowankiem? Jak wygląda współpraca z placówkami oświatowymi?

- Jesteśmy w stałym kontakcie z dyrektorami, pedagogami, wychowawcami w poszczególnych szkołach. Ta współpraca jest naprawdę ścisła. Jeżeli cokolwiek się dzieje, to zaraz jest telefon ze szkoły. My ze swojej strony od razu reagujemy, rozmawiamy z dziećmi i w naszej placówce, i w szkole. To nie jest tak, że jak oni coś robią, my nie reagujemy, nic z tym nie robimy.

- Pani dyrektor, dostaliśmy informację, że w Stawie Kunowskim wokół Placówki Opiekuńczo - Wychowawczej zapanowała mało pozytywna atmosfera. Skąd te niedomówienia?

- Są niejasności... Jesteśmy w jednym budynku, może powinniśmy więcej rozmawiać z dyrekcją szkoły? Powinien być większy przepływ informacji? I myślę, że wtedy zupełnie inaczej by to wyglądało. Jest nieprawdą, że placówka zagraża szkole i mieszkańcom. Jest to zupełna nieprawda. Jesteśmy tam 11 lat i szkole nic nigdy z naszej strony nie zagrażało. I zapewniam, że przez placówkę mieszkańcy nie zostaną pozbawieni szkoły. Myślę, że w niedługim czasie wyprowadzimy się stamtąd, bo Starostwo Powiatowe szuka dla ośrodka nowego lokalu. Do momentu, kiedy nie będziemy mieć nowego lokum, musimy tam być. To nie od nas zależy, czy to będzie rok, czy półtora roku. Z naszej strony przeszkody czy problemu z wyprowadzką nie będzie. Słyszałam, że na spotkaniu sołeckim sprawa, że placówka zagraża szkole była poruszana. Nie zagraża.

- Zaprzecza pani informacjom, że placówka chce odebrać szkole budynek?

- Jest konkretna umowa dzierżawy, konkretny termin. Myślę, że po tym czasie będziemy mogli się przenieść. Nam też brakuje pomieszczeń. Przeniesienie do większego lokalu również i nam da swobodę oraz przestrzeń. Mówimy tu o bursie szkolnej przy ulicy Radomskiej w Starachowicach. Wymaga ona przygotowań, adaptacji, by mogła spełnić wymogi placówki opiekuńczo - wychowawczej. Gdy wymogi zostaną spełnione, my się przeniesiemy, a szkoła w Stawie Kunowskim zyska przestrzeń, której potrzebuje.

- Co w najbliższej przyszłości?

- Zapraszamy mieszkańców Stawu Kunowskiego na festyn „Pożegnanie lata”, który odbędzie się w Brodach. Wychowankowie placówki wezmą udział 24 września w festynie rodzinnym. Dzieci będą tam występowały w programie słowno - muzycznym. Pokażemy również prace plastyczne, które dzieci wykonują na terenie placówki

- Bardzo dziękuję za rozmowę.

(zaz)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ