Nasz telefon

To nie wina psa

- Faktem jest, że właściciele psów zagarniają dla siebie całą przestrzeń. A tak prawdę mówiąc, to jej nie szanują. Na palcach jednej ręki można pewnie policzyć osoby sprzątające w mieście osiedlowe trawiaste tereny, gdzie dostępu bronią tabliczki z napisem "Szanuj zieleń". Jednocześnie coraz częściej w witrynach miejscowych placówek handlowych i usługowych pojawiają się kartki, że psów wprowadzać nie wolno. Pewnie żaden lokal gastronomiczny w Starachowicach nie wpuściłby gości z psem. Tymczasem w Kazimierzu nad Wisłą jest bardziej liberalnie. W restauracji po prostu spytano nas, czy nie mamy nic przeciwko temu, by pies położył się pod stołem, kiedy jego właściciele będą jedli obiad? Jak nas tam było kilka rodzin, żadna nie zaprotestowała. Albo wszyscy byliśmy miłośnikami zwierząt, albo niektórzy z nas zostali zaskoczeni jasnym postawieniem sprawy. W każdym razie consensus osiągnięto, bo jaka to wina psa, że jest psem? – opowiada czytelnik.

Są wyjątki

- Ponieważ był już wieczór, lekarka musiała mieć ładnych parę godzin pracy za sobą. A mimo to emanowała spokojem i życzliwością. Na dodatek jeszcze, akurat przede mną, trafiła się jej pacjentka z nagłą niedyspozycją. Wchodząc potem do gabinetu nie spodziewałam się zatem nic więcej poza zwięzłym zapytaniem o mój przypadek i ordynacją leków. Tymczasem lekarka z troską się mną zajęła, ani na moment nie poświęcając większej uwagi komputerowi, w którym uzupełnia się na bieżąco dane o pacjencie. Była profesjonalna, podeszła do mnie z dużą wrażliwością, jakby dopiero zaczynała pracę. Ponieważ takie zachowanie w służbie zdrowia – mimo wszystko – normą nie jest, pozwalam sobie na płynącą z głębi serca pochwałę pod adresem pani doktor Agnieszki Łęgowik, z którą zetknęłam się, jak dotąd pierwszy i ostatni raz, w przychodni przy ul. Radomskiej, obok d. ósmej bramy. Nie wiem nawet, czy pracuje tam stale, czy w zastępstwie w sezonie urlopowym... - telefonuje seniorka.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ