Na innych łamach

"Przegląd" nr 30

Wszędzie, gdzie PiS przejęło władzę, dokonano czystek personalnych - przypomina Włodzimierz Cimoszewicz, rozmówca Roberta Walenciaka w wywiadzie "Polska stanie się państwem bezprawia".

To samo stanie się w sądach. "Znajdą garstkę oportunistów i karierowiczów, poszczują młodych na starszych i szybko opanują kilka sądów, zapewniając sobie wpływ na wyroki. Polska dołączy w ten sposób do Rosji i Białorusi." Obsadzając Sąd Najwyższy swoimi nominatami, będzie można fałszować wybory i zatwierdzać ich wyniki. Przy wprowadzeniu głosowania internetowego fałszerstwo jest wręcz pewne. Ba, równie łatwo przyjdzie oskarżenie partii opozycyjnych o nieprawidłowości w finansowaniu kampanii, co zaskutkuje odebraniem finansowania z budżetu. Wymiar sprawiedliwości potrzebuje reform, ale lepiej, "żeby operacji mózgu nie robił mechanik samochodowy, a poprawy wymiaru sprawiedliwości nie podejmował się niedouczony magister Z. do spółki z magistrem politologii. Poziom intelektualny obecnego kierownictwa resortu sprawiedliwości jest nie mniej zawstydzający niż ich partyjniactwo. Proszę mi wierzyć, że takie zadanie wymaga najwyższych kompetencji oraz współdziałania z nauką i sędziami. /.../ Kiedyś odwiedziłem sąd w USA. Sędzia miał na wokandzie tego dnia ponad 70 spraw. Najdłuższa, o zabójstwo, trwała może 12 minut. Ponieważ oskarżony przyznał się, nie powoływano ławy przysięgłych, sędzia zaakceptował karę zaproponowaną przez prokuratora działającego w porozumieniu z obrońcą. Rzecz w tym, że w procesie karnym w USA sędzia – w odróżnieniu od polskiego kolegi – nie musi przeprowadzać całego postępowania dowodowego i szukać tzw. prawdy materialnej. Tam dominuje podejście pragmatyczne. Trzeba więc zacząć od odpowiedzi na pytanie, czy chcemy tego, czy nie. W poprzedniej kadencji parlamentu zmieniono Kodeks postępowania karnego, upraszczając procedurę. PiS natychmiast to zmieniło." Część ludzi widzi naruszanie w Polsce podstawowych wartości konstytuujących Unię Europejską (dziś nie przyjęto by nas do UE). Trzeba głośno o tym mówić. Mimo że rządzący próbują zniesławiać protestujących. "Problemem jest raczej to, że wciąż tak wielu woli darmową kaszankę i pół litra niż wolność."

"Nie" nr 30

Tadeusz Jasiński uważa, że "Morawiecki się zatacza". Autor analizuje wystąpienie wicepremiera ze zjazdu partii w radomskiej Przysusze i wytyka mu mieszankę nieprzemyślanych projektów oraz pobożnych życzeń.

Zwłaszcza nie wierzy w Centralny Port Komunikacyjny między Łodzią a Warszawą. Wiązałoby się to z zamknięciem lotniska Chopina dla ruchu turystycznego. To po co je w takim razie rozbudowywano? Co ciekawe, zrobiono jakieś badania pod tym kątem i... sprawa przycicha. Może ktoś zorientował się, że spod Łodzi za daleko do Paryża, Londynu czy Amsterdamu? Budowa SKP zajęłaby przynajmniej 10 lat i kosztowałaby ze 30 mld zł. Na dodatek specjaliści wątpią, by tyle wystarczyło. Owszem, 10 mld, ale euro. Niemcy przypominają sprawę berlińskiego lotniska. Czterokrotnie przestrzelili koszt budowy. Znają się więc na tym. Kolei dużych prędkości życzyliby sobie najwyżej jeżdżący w delegacje. Czyli urzędnicy państwowi. Bo jazda autem w pojedynkę się nie opłaca. Ale już w cztery osoby – tak. Wiadomo, że tylko na trasie Warszawa – Kraków pendolino jest należycie wykorzystywane. Na pozostałych relacjach średnio 60 proc. miejsc jest wolnych. Badania przeprowadzono, kiedy ceny biletów nie przekraczały 50 zł. A przecież są dużo wyższe. I to właśnie z powodu wysokich cen biletów Polacy nie korzystają z kolei. Polskę według wicepremiera powinno połączyć 8 – 10 mostów. Nie dodał tylko, że są zaprojektowane. Nie zbudowano ich z powodu braku pieniędzy. Jeden kosztuje ćwierć miliarda. Niedużo, ale trzeba wyłożyć drugie tyle, żeby było co połączyć z takim mostem na rzece. Chodzi o drogi oraz urządzenia chroniące teren przed powodzią. W ciągu najbliższych 5 lat ma powstać 5 tys. ścieżek rowerowych. Metr kosztuje 150 zł. Tyle że to inwestycja jest w gestii samorządów. I gospodarze gmin najlepiej wiedzą, czy ścieżki są potrzebne, czy nie. Hasło 100 megabitów na stulecie raczej śmieszy. Nie ma bowiem gminy, do której Internet o tych parametrach by nie docierał. A żeby z sieci szerokopasmowych można było korzystać, muszą zadbać... prywatne firmy telekomunikacyjne. Szlaku Bursztynowego dla Polski Wschodniej lepiej nie komentować. Via Carpatia nie ma sensu, bo partnerstwo handlowe z Bułgarią czy Rumunią jest na poziomie promili. Polskie szlaki transportowe powinny gonić na zachód i południowy zachód. Via Carpatia załatwi PiS najwyżej poparcie kilku procent miejscowych. Wicepremier zapowiedział też coś, co każdemu poloniście zjeżyło włosy na głowie. Darmowe audiobooki. Nie dość przecież, że młodzi nie czytają, to teraz będą mogli lektury posłuchać z komórki! Chyba że chodzi o odciążenie budżetu, czyli zamknięcie bibliotek – konkluduje autor.

"Rzeczpospolita" nr 140

Na "Rewolucję, której nie można przegapić" – zwraca uwagę Richard Bennett, szef działu usług doradczych i konsultingowych na region NEMEA w VMware.

Cyfrowa transformacja zajęła się już usprawnianiem funkcjonowania przedsiębiorstw. Do firm trafiają urządzenia służące do zbierania opinii o produktach i potrzebach klientów. Daje to możliwość personifikacji towaru, by spełniał on wymagania potencjalnego kupującego. "Efekt? Wzrost zadowolenia klientów, większe przywiązanie do marki, zwiększenie atrakcyjności samego produktu. To właśnie jest /.../ cyfrowa transformacja – zmiana zachowania ludzi, pokazanie im, że (firma – przyp. ewa) to nie tylko silna marka, ale i zaplecze produkcyjne. Dlatego ułatwienie zbierania opinii klientów za pomocą nowych technologii stało się kluczowe dla rozwoju biznesu." Coraz więcej przedsiębiorców radzi sobie z nowym wyzwaniem. Na przykład branża samochodowa. Dzięki usługom cyfrowym i dostarczanym rozwiązaniom w mgnieniu oka modyfikuje się procesy. "Korzyścią jest więc nie tylko redukcja kosztów, ale również zwiększenie elastyczności przedsiębiorstwa, swoista "cyfrowa rewolucja bez cyfrowego ryzyka". W tradycyjnych przedsiębiorstwach trzeba stale rewolucjonizować pracę ludzi, stawiać przed nimi nowe wyzwania, co wiąże się z ryzykiem. Nowe technologie minimalizują to biznesowe ryzyko. Dobrym przykładem niech będą rozwiązania będące odpowiedzią na zagrożenie cyberterroryzmem. "O skali problemu świadczą niedawne ataki ransomware, których ofiarą padły między innymi szpitale. Kto wie, czy wkrótce ktoś nie zażąda od nas okupu za możliwość użycia hamulca podczas przejazdu autostradą?" Z drugiej strony raczej nie należy się obawiać, że na procesie cyfrowej transformacji ucierpią pracownicy. Cyfryzacja nie oznacza redukcji etatów, lecz rozszerzenie usługi i wyjście do ludzi. Ba, dla cieśli, elektryków czy hydraulików – te zawody przecież nie zginą - cyfrowa transformacja stanie się nieodzowna. Dzięki niej błyskawicznie uzyskają niezbędne informacje na temat naprawianych urządzeń. "Jeden z naszych projektów dotyczy cyfryzacji kart pacjentów w jednym ze szpitali w Wielkiej Brytanii. Dane zapisane w elektronicznych archiwach będą towarzyszyć człowiekowi do końca życia. Lekarze zyskają natomiast szybki dostęp do kluczowych informacji o pacjencie i bez większych problemów przejrzą historię jego choroby. To umożliwi im skuteczniejsze leczenie. Pracownicy szpitali na całym świecie wciąż przenoszą góry papierowych dokumentów. A przecież można by je zmieścić w telefonie!" Sporo do nadrobienia w tym względzie mają straż pożarna czy policja. Również firmy ubezpieczeniowe mogłyby w rzeczywistym czasie wyłapywać podejrzane roszczenia. "Rozwiązania istnieją, tylko trzeba po nie sięgnąć."

"Gazeta Wyborcza" nr 157

Urszula Ptak, nauczycielka z Berlina, w reportażu "Pułapki na dobrych ludzi", dziwi się, że Polacy tak rzadko rozmawiają o problemach współczesnego świata. Świat interesuje Polaków wyłącznie jako echo polskich problemów.

Sama mieszka w Berlinie, w którym z 3,6 mln mieszkańców, 658 tys. ma obywatelstwo innego państwa, a 1,123 mln ludzi – pochodzenie migracyjne. W tym jednym mieście mieszka więcej cudzoziemców niż w całej Polsce. A że uczy języka niemieckiego w klasie dla uciekinierów i imigrantów, zna ludzi z całego świata. "Usłyszałam setki historii o ucieczkach lub emigracji, poznałam setki motywów, którymi ci ludzie się kierowali, sposobów, w jaki dotarli do Europy. Wiem, jak wygląda codzienne ich życie w tej wymarzonej krainie, która dla każdego okazywała się inna, niż się spodziewał. Spędzając ze sobą przez cały rok codziennie po sześć godzin, można naprawdę się nieźle poznać." Gdy ktoś w Polce pyta, co sądzi o migrantach, opowiada właśnie te pojedyncze historie. Bo nie jest możliwa prawda o milionie ludzi zdeterminowanych, by zostać w Europie. "Czy Niemcy, wpuszczając do kraju morze ludzi bez dokumentów, wiedzieli, jakie to ryzyko i jakie będą polityczne koszty tego eksperymentu przewagi moralności nad prawem? Czy można mieć komuś za złe, że podaje się za Syryjczyka, jeśli tylko Syryjczycy dostają azyl? /.../ Czy mam prawo czuć się lepsza tylko dlatego, że urodziłam się w Europie? Czy Polacy podający się w latach 80. za prześladowanych przez komunę, a w rzeczywistości pragnący poprawić swój byt ekonomiczny byli lepsi od tej dzisiejszej biedoty? /.../ Co robimy w Polsce, by przygotować się na fale migracyjne. Bo przecież nie wszyscy wierzą, że otoczymy się murem i nikt do nas nie przeniknie. Czy wiemy, ilu mamy w kraju ludzi mówiących po arabsku, w farsi i znających języki afrykańskie? Czy szanujemy naszych teraz żyjących tutaj cudzoziemców bądź Polaków urodzonych w Libii, Tunezji czy Sudanie? A przecież to oni mogą zostać ekspertami pomagającymi nam ogarnąć nowe wyzwania, tłumaczami, pracownikami socjalnymi, asystentami, kierownikami projektów. Czy Polacy zdają sobie sprawę, że świat nie jest ani wyłącznie biały, ani katolicki? Czy komuś przyszło do głowy tworzenie już teraz takich zespołów doradczych? Nie sądzę. Padają tylko słowa i buńczuczne deklaracje obrony Wiednia przed Turkami. Kpiny z rozumu. Polska prawica jest nie tylko zaczadzona, podobnie jak radykalni muzułmanie, chorą wersją religii, ale też bezdennie aintelektualna /.../. Migracje odbywały się zawsze i zawsze biedni szli tam, gdzie widzieli większe szanse na lepsze życie dla swoich dzieci." /.../ Co zrobią Polacy? Powstanie w obronie religii /.../. Statek już wypłynął z portu. /.../ I nie da się go zawrócić."

"Wysokie Obcasy" nr 27

Puszcza Białowieska jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO. To nasz "SKARB" (tytuł wywiadu Pauliny Reiter i Karola Grygoruka), powinniśmy być z niej dumni, chronić ją, zamiast niszczyć - mówi Wioletta Smul, działaczka Greenpace.

W proteście przeciwko niszczeniu Puszczy wisi ona 9 metrów nad ziemią, bo przekroczono granicę, której przekraczać nie można – prowadzi się wycinkę w ponadstuletnich drzewostanach. Łamie prawo polskie i unijne. Zręby wyglądają makabrycznie. Gradacja kornika jest tylko przykrywką dla Lasów Państwowych; wycinka wcale Puszczy nie chroni. Maszyny doszczętnie niszczą nawet ściółkę leśną. Jaka to zatem ochrona Puszczy? "Mniemam, że stoi za tym interes finansowy. Jeśli leśnicy dostali zielone światło od ministra Szyszki do zwiększenia wycinki, to z tego korzystają. /.../ Lasy Państwowe zabierają pracę lokalnym pilarzom, bo taka maszyna jak harvester wycina około 200 drzew dziennie. /.../ Prowadząc wycinkę, zamykając lasy, niszczy się turystykę. Wspiera nas bardzo wielu ludzi lokalnych, którzy są źli. Ich obroty realnie zmalały. /.../ Jeśli spojrzeć na historię całej Puszczy Białowieskiej, gradacja kornika czy wycofywanie się świerka to naturalne procesy." Niby leśnicy stare drzewostany zastępują nowymi. Tyle że to przywracanie lasu takiego jak wszędzie w Polsce. Drzewa wyhodowane w szkółkach nie są naturalne. Również zwierzęta nie będą się już zachowywały naturalnie. Bo to nie będzie ich naturalne środowisko. "W obumarłych świerkach jest ogrom życia. Korzystają z nich grzyby, owady, ptaki. To właśnie w nich nasz wyjątkowy dzięcioł trójpalczasty robi swoje dziuple." Greenpace nie chce nic odbierać mieszkańcom z pobliża Puszczy. Niech zostanie ustalona ilość drewna, które będzie można pozyskiwać. Byle nikt nie dewastował Puszczy, jak to się dzieje obecnie. Pewnie wielu leśników myśli podobnie, lecz nie mają odwagi się do tego przyznać. Wykonują więc to, co im się zleca, bo mają rodziny na utrzymaniu. Cóż, problemem jest minister, który nie robi tego, do czego został powołany – nie chroni przyrody. On ją wręcz masakruje. Pewne obszary na Ziemi warto chronić. Niestety, ludzie są chciwi, bo chodzi jak nie o ropę, to właśnie o drzewo, na czym można zarobić. "Ropa się kiedyś skończy. Zacznijmy więc już teraz rozwijać technologie odnawialne, które i tak w przyszłości będą nam potrzebne. Dewastacja takich terenów, jak Puszcza Białowieska czy Arktyka to rzeczy dla mnie zupełnie niezrozumiałe."

"Duży Format" nr 27

Komercjalizacja wizerunku Chrystusa, Matki Boskiej, świętych okrada cię z wartości – mówi Katarzynie Boni w "Krzyżu z nożem" Paweł Jaszczuk, fotograf.

Ostatnio jadł parówki z talerza z Chrystusem. I... poczuł się zbawiony (żart!). Ten talerz widział w kościele obok bransoletek z wizerunkami świętych, magnesów z Chrystusem i obcinacza do paznokci z Matką Boską. "Trzeba jasno powiedzieć: za swoją bramą kościół ma sklep. Z tego co pamiętam z lekcji religii, Jezus przegonił targujących ze świątyni, a dzisiaj nie dość, że targowiska nie są przeganiane, to otwierają się kolejne. W kościołach są nawet automaty, w których za 7 złotych można kupić złotą monetę z wizerunkiem Jezusa, Jana Pawła II albo licheńskiej bazyliki." Stąd wziął się jego projekt "YE$U$" – fotograf kupuje przedmioty z symbolami religijnymi i aranżuje je zgodnie z przeznaczeniem. Najbardziej zaskakuje chyba stempel, za pomocą którego w chlebie można odbić wizerunek Matki Boskiej. A może jeszcze bardziej – kaczka do kąpieli w kształcie Jezuska. Z barankiem. Pomysł na aranżacje przyszedł mu do głowy po powrocie z Japonii. Zauważył, że w Polsce niepomiernie wzrosła rola i siła Kościoła. Poczuł wręcz, że duchowni zań decydują. "Oglądałem zdjęcia z wystawy dewocjonaliów, byłem na tragach w Kielcach. Widziałem kicz, absurd, hipokryzję. Spieniężanie wizerunku – zarówno przez Kościół, jak i prywatne firmy. Biznes kościelny? Przecież to abstrakcja!" Dziś ściąga gadżety z całego świata. To jednak gumowa kaczka Jezusek uświadomiła mu, że.... z Bogiem można już dziś zrobić naprawdę wszystko. "Ja się nie czepiam wiary, tylko hipokryzji Kościoła katolickiego – traktowania wizerunku świętych jak produktu na sprzedaż. /.../ Kościół katolicki szkodzi. /.../ Komercjalizacja wizerunku Chrystusa, Matki Boskiej, świętych okrada cię z wartości, w które wierzyłaś - powtarza. - To wszystko jest na sprzedaż. Boskość jest dzisiaj śmiechu warta. Jezus stracił swoją rolę. I ma już inną. - Jaką? - Ty mi powiedz. - Generuje zyski? - Amen."

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ