Szacunek

W numerze

Szacunek

Trwa głosowanie na projekty zgłoszone w ramach budżetu obywatelskiego na 2018 rok. W minionym tygodniu można było oddać głos za pośrednictwem internetu, a w najbliższy weekend (15 - 17 września) będzie możliwość tradycyjnego głosowania.

W bieżącej edycji budżetu obywatelskiego złożono 49 projektów z czego po ostatecznej weryfikacji 2 zostały odrzucone z przyczyn formalnych. Tylko po jednym projekcie zgłoszono w aż 10 okręgach – automatycznie zakwalifikowały się one zatem do realizacji w 2018 r. Tym samym pozostałe 37 wniosków dotyczy 13 okręgów, w których odbywa się głosowanie. Ostateczne ogłoszenie zwycięskich projektów nastąpi 18 września br.

Tymczasem na internetowych forach można przeczytać całkiem poważne uwagi i zastrzeżenia do realizacji w Starachowicach całości przedsięwzięcia pod nazwą "Budżet Obywatelski". Najwięcej zastrzeżeń budzi podział na 23 okręgi. Pojawiają się np. takie zdania (pisownia oryginalna):

"Zmiana w budżecie obywatelskim na 23 okręgi to był lans radnych", "BO z kilkoma okręgami sprawdza się w dużych miastach, bo tam po prostu wszystko już jest, cała infrastruktura, dlatego mieszkańcy mogą sobie pozwolić na takie fanaberie jak np: plac zabaw dla psów z torem przeszkód. W Starachowicach to ludzie potrzebują dróg, chodników i parkingów."

Dyskusja na temat ilości i podziału na okręgi w budżecie obywatelskim trwa od początku. Najpierw w dwóch edycjach mieliśmy 4 okręgi, w dwóch kolejnych jest ich 23. Opinie na ten temat są podzielone. Na pewno warto przeanalizować dotychczasowe doświadczenia i wyciągnąć wnioski, ponieważ pada również wiele uwag do realizacji inwestycji wybranych w ramach budżetu obywatelskiego.

Wypadałoby jednak w sposób cywilizowany wypowiadać się o radnych, ponieważ są to osoby wybrane przez mieszkańców. Co jest złego w tym, że radny składa projekt do budżetu obywatelskiego? Tym bardziej jeśli jest to jedyna propozycja w danym okręgu? Może to nie lans? Może mieszkańcy o to prosili? Bardzo łatwo napisać w internecie anonimowy komentarz. Skrytykować kogoś z imienia i nazwiska, a samemu podpisać się nieidentyfikowalnym pseudonimem. To trochę dziecinne i niczego nie rozwiązuje. Potęguje tylko wzajemne, negatywne emocje.

Mieszkańcu, jeśli uważasz, że coś powinno być robione inaczej, przyjdź i powiedz to albo napisz pismo podpisane swoim imieniem i nazwiskiem.

Internet pozwala nam na naiwną anonimowość. Możemy kogoś skrytykować, obrazić i podpisać się dowolnym słowem, które nie pozwoli nas zidentyfikować. Tylko czego właściwie oczekujemy? Chcemy kogoś oczernić, czy rozwiązać problem? Gdzie się podział wzajemny szacunek? Drugi człowiek też ma prawo żyć, a nawet popełniać błędy.

Michał Walendzik

Radny Rady Miejskiej

radny.mw@gmail.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ