Nasz telefon

"Giermku" wróć!

- Podwórko między blokami, które mają jak na dłoni pracownicy i czytelnicy biblioteki na osiedlu "Żeromskiego", na pewno nie cieszy ich oka. Przydałaby się tu obywatelska inicjatywa na odrestaurowanie terenu. Tyle że pewnie na taką nie ma co liczyć. Bo osiedle stare i zamieszkane przez seniorów. Ci się nie zmobilizują. Długo jeszcze zatem będzie to teren zaanektowany wyłącznie przez gołębie. Zresztą może i dobrze, że człowiek weń nie ingeruje. Gdyby tylko infrastruktura nie straszyła... Boisko nawet już nie pamięta lat świetności, ławki się przewracają, paskudna altana śmietnikowa zieje nieczystościami, a całości dopełnia przeżarty przez rdzę znak drogowy, zakazujący wszelkiego ruchu. Zarówno na tym osiedlu, jak i na "Majówce" podwórka zostały wyjątkowo ładnie zaznaczone. Szkoda, że pozostawia się je samym sobie. Dobrze chociaż, że ostatnio rzadziej zaglądają na plac dawnego "Giermka" klienci baru pod chmurką – pociesza się starachowiczanka.

Zebry

- Odkąd czynny jest skrót ze szpitala w kierunku ulicy Harcerskiej, powrót z Bugaju zajmuje zdecydowanie mniej czasu. I jest wygodny. Ba, idzie się wręcz na oślep. Zwłaszcza wychodząc z terenu należącego do krytej pływalni. Dopiero na środku ulicy Szkolnej uzmysłowiłam sobie, że nie skorzystałam z przejścia dla pieszych. Pasy, owszem, są, ale w oddaleniu. Zaaferowana zdrowotnymi problemami, prosto z bramy d. ośrodka sportu i rekreacji wyszłam właśnie na jezdnię, rozejrzawszy się co prawda, czy nic nie jedzie, ale zebry nie szukałam. Podobnie do mnie postępują zapewne też inni. Bo mało kto przypuszcza, że pasy w ogóle gdzieś tam namalowano. Zaobserwowałam, że jakoś często umiejscawia się je niezgodnie z oczekiwaniami pieszych. Ulica Szkolna jest tego przykładem – zauważa czytelniczka.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ