reklama

Solidarność jest nadal potrzebna

37 - lecie powstania

W numerze

Solidarność jest nadal potrzebna

37 - lecie powstania

 

O historii Solidarności w FSC i o współczesności rozmawiamy z Janem Sewerynem, przewodniczącym Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność w MAN BUS w Starachowicach. 

Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” powstał w 1980 dla obrony praw pracowniczych. Bazą były komitety strajkowe, w tym Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Gdańsku, które z czasem przekształciły się w komisje założycielskie NSZZ „Solidarność”. Związek został zarejestrowany 10 listopada 1980 przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. W tym roku przypada 37-rocznica porozumień sierpniowych, na mocy których doszło do zarejestrowania NSZZ Solidarność.

- Panie przewodniczący, spotykamy się w przededniu uroczystości związkowych. Cofnijmy się 37 lat wstecz, jak powstała Solidarność w Fabryce Samochodów Ciężarowych STAR w Starachowicach?

- W FSC do tworzenia Solidarności nawoływał Henryk Miernikiewicz. 1 września 1980 roku wyszedł na murek przed dawny wydział S7 i wzywał robotników, którzy wychodzili z pracy do tworzenia związków zawodowych. Ludzie zatrzymywali się przy nim, ale bardzo szybko pojawili się wartownicy, którzy usunęli go z tego murka i wysłano go na przymusowy urlop. Podkreślę, że działo się to wtedy, gdy już porozumienia sierpniowe były podpisane i można było tworzyć i rejestrować związki. Widać nie można było w Starachowicach.

15 września, po powrocie z Gdańska, gdzie Miernikiewicz spotkał się z Lechem Wałęsą i skąd przywiózł prasę związkową i legitymacje członkowskie, pojawił się z powrotem w FSC.

- Momentalnie pojawia się milicja i przewieziono go na komendę w Starachowicach, a następnie do Kielc (...). Tam SB próbowało na niego wpłynąć, że ma zrezygnować z tworzenia związków. Próbowano zmusić do podpisania dokumentów, że rezygnuje z tworzenia Solidarności w FSC. Miernikiewicz został wypuszczony, wrócił, lecz w międzyczasie Solidarność zaczęli tworzyć inni.

- Pamięta pan ich nazwiska?

- Był to Edward Imiela. Wraz ze zgromadzoną wokół niego grupą robotników z różnych wydziałów spotykali się na ulicy Marszałkowskiej. Uważam, że to było złe.

- Dlaczego?

- Bo Imiela działał jakby był w konspiracji. A przecież porozumienia były podpisane i można było tworzyć i rejestrować związki zawodowe, np. właśnie na terenie zakładu FSC. Pan Imiela tłumaczył to w ten sposób, że dlatego tworzył struktury w siedzibie PAX, bo chciał zebrać 1000 deklaracji członkowskich.

- Udało mu się?

- Tak, udało mu się zebrać te deklaracje, szło to powoli. Gdyby robił to na terenie zakładu, to przecież szybciej miałby te 1000 członków. Powiadomiono dyrekcję FSC, że powstał komitet założycielski i 6 października 1980 roku zostało podpisane porozumienie między dyrekcją a komitetem założycielskim.

- Co to oznaczało w praktyce?

- Związek dostał siedzibę, telefon, maszynę do pisania. Można było zacząć działać legalnie. Związek zaczął się dynamicznie rozwijać. Na każdym wydziale byli przedstawiciele, ludzie zaczęli przystępować do Solidarności. A np w Ośrodku Badawczo - Rozwojowym, który choć miał swojego dyrektora i kadry, ale wchodził w skład FSC, struktury związku zakładał Andrzej Markowski (...). Do związku przystąpiło tam ponad 90 procent załogi. Oprócz tego powstał związek w Zakładzie Transportu Samochodowego, tam związek tworzył Leszek Nowak i Józef Wikierski. Tak więc w jednym miejscu, tj. w FSC, działały trzy związki. Po czasie (ok. listopada 1980) dogadano się ze sobą, stworzono jednolitą organizację związkową: Komisję Fabryczną Solidarności FSC. 2 lutego 1981 roku odbyło się zebranie delegatów, wybrano członków Komisji Fabrycznej. Ta komisja wybrała swoje prezydium będące najwyższą władzą związku w FSC. Przewodniczącym został Edward Dajewski.

- Ile członków wtedy liczyła Solidarność, która funkcjonowała przy FSC?

- Związek się bardzo szybko rozrastał. W szczytowym okresie liczył ponad 13 tysięcy członków. W 1981 roku prowadziliśmy bardzo dużo inicjatyw. Pierwszą była walka o wolne soboty, udało się je wywalczyć. Były też pogotowia strajkowe. U nas, w Starachowicach, był też strajk podczas, którego domagaliśmy się odwołania Zygmunta Religi, dyrektora starachowickiego szpitala. Solidarność służby zdrowia nie mogła strajkować, więc my w FSC zastrajkowaliśmy domagając się jego odwołania z funkcji. I to się udało. Były też strajki ostrzegawcze. Chciałbym wspomnieć dwie osoby, które bardzo dużo zrobiły w tamtym okresie. Bardzo ważną rolę odgrywał Jerzy Nobis, sekretarz komisji fabrycznej, który nadawał ton temu związkowi i Jacek Sadowski, rzecznik prasowy.

- 13 grudnia 1981 rozpoczął się w Polsce stan wojenny...

- W nocy biuro związkowe zostało rozwalone. Nasi działacze zostali internowani. Z zakładów FSC zostało internowanych 11 osób, w tym całe prezydium Komisji Fabrycznej. Byli przewiezieni do Kielc, potem w Bieszczady (...). To był ogromny strach. W fabryce wisiały na tablicach ogłoszeniowych wielkie płachty informujące o stanie wojennym. Nikt nie rwał się do strajkowania. Dyskutowaliśmy w zaufanym gronie.

- Czyli zapanowała stagnacja?

- Nie do końca. Np. Edward Dudek zorganizował taką grupę, która zajęła się kolportażem ulotek, gazetek. Ta grupa rozwinęła działalność na zakładzie, i dolnym, i górnym. Była ona od początku inwigilowana przez tajnego współpracownika TW Znak. Działała do połowy sierpnia 1982 roku. Kilka osób zostało wtedy aresztowanych, dostali wyroki za tę podziemną działalność.

- Kiedy wyszło, że w swoim gronie mieliście tajnego współpracownika?

- Kiedy Edward Dudek dostał dokumenty z IPN. To było dla nas ogromne zaskoczenie. Nigdy nie podejrzewalibyśmy, że Szymon był TW (...). Po czasie, bo znałem bardzo dobrze Szymona, uważam że SB miało na niego jakiegoś haka (...).

- Kiedy na nowo zaczęliście odbudowywać struktury Solidarności w FSC?

- Na nowo związek zaczęliśmy tworzyć pod koniec 1988 roku (...) Zaczęliśmy się spotykać w kościele Wszystkich Świętych. Struktury tworzył Zbigniew Rafalski. Przychodził tam Adam Krupa, Franciszek Michałek, przychodził też tam kolejny TW o kryptonimie Ryś. On tworzył sprawozdania z tych naszych spotkań (...). Po Okrągłym Stole mogliśmy już działać oficjalnie, ale to już nie było to, co w `80 roku.

- Co się stało?

- Ludzie zaczęli mieć obawy, czy się zapisać, czy nie. Była grupa, która wyrosła z Solidarności i chciała odtworzyć ten związek. Zwykli pracownicy mieli obawy, że może znowu coś się wydarzyć. Ale powoli zaczęliśmy się budować na nowo. Nie z takim zrywem, jak wtedy, ale udało się.

- Po przemianach 1989 roku w fabryce zaczęło się dziać źle. Co wy, jako Solidarność robiliście w tamtym okresie, chodziło przecież o miejsca pracy?

- W 1991 roku zorganizowaliśmy strajk. To było 33 dni strajku okupacyjnego, kilka tysięcy strajkujących. Odsunęliśmy w czasie widmo likwidacji firmy. Rząd dał pieniądze, podpisali jakieś tam kontrakty, tak że firma mogła istnieć jeszcze przez jakiś czas. Jednak przemiany gospodarcze doprowadziły FSC do likwidacji (...). Potem przyszedł MAN, początkowo trudno szły rozmowy, w pewnym momencie pracowało tu trochę ponad 500 osób. Na szczęście Zarząd MAN w Niemczech podjął decyzję o tym, że będziemy produkować autobusy. I to nam dodało skrzydeł.

- Czy teraz, z perspektywy lat, jest pan zadowolony, że MAN wszedł do fabryki?

- Jestem bardzo zadowolony. Choć bardzo brakuje mi nazwy STAR. No ale, MAN daje utrzymanie 2,5 tysiącom pracowników.

- Mamy 2017 rok, jak obecnie wyglądają struktury Solidarności w MAN-ie?

- Nazywamy się Międzyzakładowa Organizacja Związkowa, w jej struktury wchodzą trzy zakłady: MAN BUS, PKC Group i Gegenbauer. W sumie mamy 1010 członków. W większości to młodzi ludzie.

- Czy Solidarność jest jeszcze potrzebna?

- Gdyby nie było Solidarności pracodawca miałby wolną rękę. Mamy przykład zakładów, w których struktur związkowych nie ma. My cały czas dbamy i występujemy w obronie pracowników. Negocjujemy podwyżki płac, rozwiązujemy problemy, dbamy o zaplecze socjalne.

- Jak pan postrzega zamieszanie wokół jednego z twórców Solidarności, Lecha Wałęsy?

- Na pewno prowadził działalność TW. Dokumenty to potwierdzają. Gdyby od razu, gdy to wszystko wyszło, uderzył się w pierś, powiedział przepraszam. A tak... Teraz jest już za późno. On nadal brnie w kłamstwa. A kiedyś był dla mnie idolem, jego zdjęcie wisiało w moim pokoju.

- Dlaczego angażujecie się, jako Solidarność w bieżącą politykę?

- Całkiem neutralnym być nie można. Żeby załatwić pewne sprawy, trzeba rozmawiać z partiami, które mają przełożenie podczas głosowań w Sejmie. Wchodzić w to bardzo nie można, przykład AWS, to było fatalne w skutkach. W politykę nie można brnąć, ale trzeba utrzymywać kontakty.

Jan Seweryn - W roku 1980 uczestniczył w tworzeniu „Solidarności” w wydziale S4 FSC. W stanie wojennym zajmował się rozprowadzaniem ulotek i gazetek podziemnych. W roku 1988 brał udział w odtwarzaniu”Solidarności” w FSC. Od 1989 roku członek Komisji Wydziałowej NSZZ „Solidarność” wydziału S4, a od 1991 również członek Komisji Fabrycznej NSZZ „Solidarność” w FSC. W roku 2000 został wybrany wiceprzewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w MAN STAR TRUCKS & Busses, a od roku 2003 jest jej przewodniczącym.

(zaz)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ