reklama

Witaj szkoło

W numerze

Witaj szkoło

Pogoda raczej nie rozpieszczała, a mimo to na plażach i górskich szlakach były tłumy turystów, chcących skorzystać z letniego wypoczynku. Wszystko co dobre szybko się jednak kończy i oto z początkiem kolejnego tygodnia uczniowie wracają do swoich szkolnych murów, by kontynuować kształcenie.

Zgodnie z decyzją pani minister, rok szkolny nie zacznie się tradycyjnie 1 września, lecz dopiero po weekendzie, czyli 4 września. Dlaczego? Być może chodziło o wyjście naprzeciw tym, którzy do ostatniej chwili wypoczywają poza miejscem zamieszkania, by nie musieli kończyć swojego wyjazdu z ostatnim dniem sierpnia, ale mogli go kontynuować do końca tygodnia. Z drugiej strony samo rozpoczęcie roku szkolnego w piątek byłoby - moim zdaniem - dobrym rozwiązaniem, gdyż normalne zajęcia lekcyjne zaczęłyby się wraz z początkiem tygodnia i mielibyśmy pełny tydzień nauki. Ten niezbyt istotny detal wpisuje się jednak w tendencję ostatnich lat, kiedy rok szkolny obfituje w niemałą liczbę dni wolnych od nauki. Jest to spowodowane m.in. egzaminami uczniów ostatnich klas, w czasie których wykorzystywane są zwykle tzw. dni dyrektorskie. Czasami dochodzi jednak do sytuacji, kiedy np. wskutek bliskości świąt wielkanocnych i terminów egzaminów uczniowie pozostałych klas mają de facto nawet ok. dwóch tygodni wolnego. Wszystko odbywa się oczywiście w zgodzie z przepisami, natomiast władze na szczeblu ministerstwa powinny chyba jednak poddać analizie taką sytuację i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Nasuwają się przecież oczywiste pytania: czy programy nauczania są w pełni realizowane (nie wspominając o ich jakości), czy poziom kształcenia w naszych szkołach, jak również wyniki egzaminów szkolnych są tak wysokie, że możemy sobie pozwalać na tyle dni wolnych od nauki w trakcie roku szkolnego? Mam wiele wątpliwości co do tych kwestii.

Warto zwrócić uwagę, że najbliższy rok szkolny będzie początkiem widocznego wygaszania gimnazjów. W szkołach tego typu pozostaną już tylko dwa roczniki uczniów, zaś jeden dodatkowy (klasa VII) przybędzie w podstawówkach. Wiąże się to z różnego rodzaju konsekwencjami. Nauczyciele muszą bardziej elastycznie podchodzić do swoich obowiązków i czasami łączyć nauczanie w kilku szkołach, by osiągnąć pożądaną ilość godzin pracy. Z jednej strony można powiedzieć, że w ten sposób grono pedagogiczne doświadcza warunków pracy nieobcych wielu innym uczestnikom rynku pracy, którzy pracują na kilku etatach. Z drugiej strony, jeśli szkoła ma wychowywać, ma być pewną wspólnotą, żywym organizmem, w którym nawiązują się specyficzne relacje międzyludzkie, to takie nauczycielskie "bieganie" między różnymi szkołami nie służy stronie wychowawczej. Ciężej na pewno zachować wtedy te pożądane relacje pomiędzy pedagogiem a uczniem.

Problemów i wyzwań związanych z bieżącą reformą oświaty jest wiele, ale to specyfika każdego procesu zmian. W Starachowicach jednym z takich wyzwań będzie m.in. zagospodarowanie budynków po likwidowanych gimnazjach. Choć do pełnej likwidacji pozostały jeszcze dwa lata, to już teraz konieczne jest przygotowanie do tej sytuacji. Gdyby liczba dzieci była taka sama jak przy reformie wprowadzającej gimnazja, to nie mielibyśmy problemów. W Starachowicach znaczącą jednak ona spadła w ciągu ostatnich lat i za dwa lata dzisiejsze gmachy gimnazjalne będą stały częściowo bądź w całości puste. Temu wyzwaniu musimy stawić czoła.

Michał Walendzik

Radny Rady Miejskiej

radny.mw@gmail.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ