reklama

Mistrzowska rozmowa

Siedmiokrotny Mistrz Polski, Mistrz Świata i zdobywca Pucharu Europy oraz Polski w kickboxingu kategorii juniorów. Mowa o Filipie Zawłockim, siedemnastolatku ze Starachowic, absolwencie Gimnazjum nr 1 im. generała Antoniego Hedy "Szarego" .

Aktualnie mieszka w Warszawie, jest drugoklasistą Zespołu Szkół nr 36 im. Marcina Kasprzaka i... szuka nowego klubu. Na jego celowniku są Palestra Warszawa, S4 Fight Club lub Legia Fight Club również w Warszawie.

- Witaj Filipie, może zaczniemy od prostego pytania, co znaczą dla ciebie zdobyte tytuły?

- Niesamowitą satysfakcją oraz dowód, że wszystko można w życiu zdobyć poprzez ciężką pracę i uparte dążenie do celu. Tak postanowiłem na początku swojej drogi, kiedy stawiałem pierwsze kroki w tym kierunku, i trzymam się tego do dziś.

- Skoro zahaczyłeś o początek drogi, to od czego wszystko się zaczęło?

- Moja przygoda ze światem kickboxingu zaczęła się dokładnie 1 września 2012 roku - zapisałem się wtedy na zajęcia do jednego ze starachowickich klubów sportowych - w tym przypadku do "Dragona" . Po prostu czułem potrzebę nauczenia się prostych chwytów obronnych, szukałem wsparcia i spokoju wewnętrznego... Z czasem zrozumiałem, że z tego może wykluć się coś wielkiego, świat będzie u moich stóp, więc zacząłem traktować to jako poważną karierę przyszłego zawodowca.

- Łączyłeś szkołę, obowiązki z pasją, która pochłania jednak czas?

- Ciężko jest i było to połączyć. Wszystko zależało i nadal zależy od wyrozumiałości nauczyciela. Pamiętam jak przy całej klasie nauczyciel próbował mi uświadomić, że sport jest mi totalnie zbędny. Padły pytania w stylu: "Ile będziesz miał punktów na maturze z tej dyscypliny?", także stwierdzenie: "nigdy nie będziesz sportowcem". Nie mając jeszcze sukcesów w tym sporcie nie zamierzałem rezygnować. Wspominam też nauczycieli, którzy rozumieli moje wyjazdy na zawody, obozy bądź zgrupowania i mogłem naukę inaczej rozplanować w czasie. Bardzo im za to dziękuję.

- A był taki moment kiedy ktoś cię nieźle wkurzył i chciałeś mu przyłożyć...

- (śmiech) No, były takie momenty. Wiem jakimi umiejętnościami dysponuję, więc preferuję powstrzymanie się w takich sytuacjach oraz rozmowę. Jednakże są ludzie, do których nie da się dotrzeć inaczej, niektórzy są zbyt wulgarni lub po prostu nie wiedzą o czym mówią, ale zawsze swoje nerwy staram się trzymać na wodzy.

- Rodzina, przyjaciele dopingowali czy raczej stali z boku i się przyglądali?

- Rodzina, z wyjątkiem braci, mocno odradzała mi dążenie za tym sportem ze względu na mocne narażanie zdrowia. Podchodzili do tego zbyt sceptycznie. Wśród znajomych i przyjaciół nauczyłem się odróżniać szczerych i fałszywych ludzi. Przyszło to z czasem, na początku tego nie widziałem (śmiech), a teraz wiem, kto tak naprawdę mi kibicuje i dopinguje, a kto demotywuje i udaje przyjaciela. Cały czas to widzę.

- Były chwile słabości, kiedy stwierdziłeś, że to jednak nie dla ciebie?

- Bardzo często, na przykład teraz, kiedy rozważam zmianę dyscypliny i przenoszę się do stolicy. To są bardzo trudne chwile, ponieważ przede mną wielka zmiana, która oznacza ryzyko. Z drugiej strony jestem bardzo podekscytowany, bo wraz z przeprowadzką giną bariery prestiżowych walk i promocji. W Warszawie można się wybić na cały świat! A ja jestem na to gotowy.

- Co w życiu Filipa Zawłockiego zmieniło się przez ostatni rok?

- Muszę przyznać, że ogromnie duże zmiany zaszły w moim życiu. Są zdecydowanie na plus. Na swojej drodze spotkałem sponsorów, którzy mocno odciążają mnie, abym mógł się bardziej skupić na treningach. Poza tym ujrzałem swoją rozpoznawalność, to jest przyjemne i satysfakcjonujące.

- Szykujesz się aktualnie do jakiś zawodów?

- Przede mną życiowe zmiany, obrócenie losu do góry nogami. Rezygnacja z Mistrzostw Europy jest poparta milionem argumentów, o których nie chcę mówić...

- Rozumiem, że każdy wyjazd na zawody wiąże się z kosztami?

- Koszty wyjazdów na zawody krajowe pokrywał mi do tej pory klub, natomiast środki na wyjazdy na zawody międzynarodowe organizujemy sami. Jak wspomniałem, mam swoich sponsorów, których jednocześnie promuję i im dziękuję za wsparcie. Jednocześnie zapraszam przyszłych potencjalnych sponsorów również do kontaktu.

- Masz swoich fanów, media się interesują młodym, zdolnym sportowcem... Jesteś końcu mistrzem!

- Nie wliczając gazet, artykułów do portali, radia i telewizji moja strona na Facebooku liczy ponad 1200 osób chętnych obserwowania moich dokonań. Posty na stronie trafiają do średnio 6-7 tysięcy osób za każdym razem. Ludzie się mną interesują co bardzo mnie cieszy i motywuje.

- To już na koniec, jakie plany na przyszłość i czego byś sobie życzył?

- Mam w planach przedarcie się do największych i najbardziej prestiżowych wydarzeń sportowych na świecie. Do tego wystarczy mi tylko zdrowie i tego sobie życzę.

- Dziękuję za rozmowę, niech ci zdróweczko zawsze dopisuje.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ