reklama

Sprzeciw ulicy

Mimochodem

 

Już czarny protest na rynku pokazał, że i w Starachowicach nieśmiało rodzi się społeczeństwo obywatelskie. Podobnych zgromadzeń ostatnimi czasy było w mieście kilka. Na pewno niezbyt liczne i z przewagą... seniorek. Dopiero w lipcu br., kiedy część Polaków wyszła na ulice w dużych aglomeracjach, pokazali się wśród nich również u nas ludzie młodzi. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia w "GS". To już nie 70 – latkowie, których też się widzi, lecz głównie 40-, 50- latkowie i jeszcze młodsi. 

Średnia liczba zgromadzonych osób pod Sądem Rejonowym oscylowała wokół setki. Wcale nie codziennie tych samych, bo protest był rozłożony w czasie. I – co ciekawe – choć nikt nikogo nie namawiał do wystąpień publicznych, głosów protestu nie brakowało. Głośno okazywali swój niepokój – co tu dużo mówić – o własną przyszłość ci, którzy mają najwięcej do stracenia. Właśnie młodzi rodzice i ich dzieci. Nie ma się co dziwić, że jednej z mówczyń wewnętrzny szloch nawet nie pozwolił na dokończenie wypowiedzi.

Zebrani nie protestowali przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości jako takiej, bo zmiany są potrzebne, lecz mieli za złe pospieszne stanowienie prawa. Bez jakichkolwiek społecznych i eksperckich konsultacji. Stąd bardzo wyważone hasła, zarówno te samodzielnie wymalowane na transparentach, jak i wznoszone. Bo przecież wołanie o weto do prezydenta oraz skandowanie : WOLNE SĄDY czy WOLNOŚĆ - RÓWNOŚĆ - DEMOKRACJA mową nienawiści nie są. Za obrazę nie uznałabym nawet tablicy z napisem: "2 x Andrzej, 1 x Adrian", czy jakoś tak. Natomiast bardzo groźnie zabrzmiał tupot nóg kilkuosobowego komanda (ONR – owskiego?) z wrzaskiem na ustach: "A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści". Zwyczajem kojarzonym z filmowymi oddziałami Indian, grupa młodzieży wykonała przy tym okrążającą starachowickich demonstrantów rundkę, okraszoną właśnie buńczuczną rymowanką. Na co zgromadzeni rezolutnie zareagowali: "Chodźcie do nas!" Ale zaproszenie zostało zignorowane.

Jak powiedział jeden z przyjezdnych manifestantów, spędzający akurat weekend w Starachowicach, to nie sztuka wyjść na ulicę w dużym mieście, gdzie się jest anonimowym. Sztuką jest stanąć pod starachowickim sądem w gronie setki podobnie czujących i myślących sobie osób, które bez trudu można zidentyfikować i sprawdzić. Co racja, to racja. - Tym większe chapeau bas dla wszystkich swoją twarzą firmujących starachowicki protest – powiedział krakowianin.

Osiedle "Majówka" z położonymi w tej samej linii dzielnicami "Stadion","Las", "Skałka" to setki mieszkańców. Niekoniecznie jednak sympatyzujących z demonstrującymi pod sądem. Co dało się odczuć. Lokatorzy pobliskich bloków bowiem ostentacyjnie zamykali okna na dźwięk śpiewanego "Mazurka Dąbrowskiego". Ktoś, kto tego nie zrobił, włączył jednak na cały regulator hip - hopową muzykę, by zagłuszyć protestujących. Jego prawo, bo godziny 22.00 jeszcze nie było. Zresztą ładu strzegła przejeżdżająca, jak i ta w pewnym momencie chroniąca (chyba?) zgromadzenie w stojącym nieopodal samochodzie, policja. Świadków w razie czego też by miała. Okoliczne kafejki (przynajmniej dwie w pobliżu tzw. filarów) nie świeciły pustkami, a i ławki na pasażu Staszica też były częściowo zajęte, choćby przez wyprowadzających wieczorem psy. Rozwój sytuacji niektórzy starachowiczanie obserwowali więc z daleka. Emocje zachowali dla siebie. Uzewnętrzniali je jedynie ci pod sądem. Na koniec z trzymanych w rękach wkładów do zniczy – nikt ich nie fundował, każdy kupił sobie sam – dzień po dniu układali słowo VETO, będące ich własnym osądem w sprawie proponowanej społeczeństwu reformy sądownictwa. I gdyby nie kilkoro dzieci, rzecz by można umniejszyć. To ich obecność jednak – jeden z chłopców w wieku szkolnym nawet odważył się podać powód swojego przyjścia na protest; skłoniła go do tego obawa przed zabraniem wolności przede wszystkim jego pokoleniu – pozwala na stwierdzenie, że ludzie chcą rzeczywiście stanowić o sobie, a nie biernie się zgadzać, by za nich decydowano.

Za chwilę rządzący zaczną reformować media i organizacje pozarządowe. Poza tym już planuje się wyciąć 600 tysięcy kolejnych drzew pod budownictwo plus. Czy setka demonstrujących starachowiczan wystarczy, by nie dopuścić do bezpardonowych działań wbrew woli części społeczeństwa?

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ