reklama

"Aby osiągnąć więcej muszę wyjechać"

Chce postawić na zawodowstwo

Informacje sportowe

"Aby osiągnąć więcej muszę wyjechać"

Chce postawić na zawodowstwo

Dawid Kasperski to jeden z najbardziej znanych i utytułowanych polskich kick-boxerów. Wychowanek Dragona Starachowice, który ostatnie kilka lat spędził w klubie Puncher Wrocław, podczas ostatnich World Games pewnie wywalczył złoty medal. W rozmowie z GAZETĄ opowiedział o swoim sukcesie, codziennej pracy i planach na przyszłość.

- Jakie to uczucie wystąpić na Igrzyskach Sportów Nieolimpijskich - The World Games, najważniejszej imprezie dla każdego sportowca, równoważnej z Olimpiadą?

- Otoczka wokół World Games różni się od tego jak to wszystko wygląda podczas Mistrzostw Świata czy Mistrzostw Europy. To była impreza bardziej medialna, o znacznie większym rozgłosie. Dzięki temu mogliśmy poczuć się zupełnie inaczej, wręcz jak bohaterzy narodowi. Na dodatek zawody odbywały się we Wrocławiu, a ja mieszkam w tym mieście od sześciu lat, dlatego dla mnie było to wyjątkowe. Tym bardziej że dzięki temu mogłem liczyć na mocny doping. To było coś niesamowitego, zupełnie coś innego niż na międzynarodowych zawodach nawet rangi Mistrzostw Świata czy Mistrzostw Europy, mimo że walczę z tymi samymi przeciwnikami.

- Przyzwyczaiłeś nas do tego, że jesteś perfekcjonistą w każdym calu i nie mówię o treningu, ale całym twoim życiu...

- Staram się udoskonalać swoje przygotowania w najdrobniejszych szczegółach. Ważną rolę, wręcz kluczową, odgrywa zdrowe prowadzenie się na co dzień. Chodzi o odpowiednie odżywianie, samodyscyplinę czy odpoczynek. Mam tak zaplanowany cykl dnia, żeby zjeść dany posiłek o konkretnej porze bez względu na wszystko. To co najważniejsze dzieje się podczas odpoczynku. Jeśli jest zbyt krótki, organizm nie zdąży dojść do siebie. Trzeba umieć ciężko trenować, ale także umieć odpowiednio odpocząć i oczywiście odpowiednio się odżywiać. Od lat staram się to wszystko udoskonalać, aby systematycznie poprawiać te umiejętności i szczebelek po szczebelku podnosić je wyżej. Prawdą jest, że im dłużej uprawia się jakąkolwiek dyscyplinę sportu, to z biegiem czasu trzeba coraz mocniej skupiać się na szczegółach.

- Przed startem w World Games byłeś jednym z faworytów, o ile nie faworytem swojej kategorii wagowej. Czy chociaż przez chwilę pojawiła się myśl, że coś może się nie udać?

- Jechałem na zawody ze 100-procentową pewnością. Jestem takim zawodnikiem, który rano się budzi i ma wytyczony najdalszy cel, do którego dąży. Te wszystkie turnieje czy walki, w których biorę udział, to jest droga, która ma mnie doprowadzić do mojego celu. Nie dopuszczam do siebie myśli, że coś może się nie udać, zawsze jadę na zawody z przeświadczeniem, że jestem faworytem. Wszystko robię na 100 procent i mam wokół siebie ludzi, którzy zachowują się podobnie. To odpowiednio mnie motywuje do pracy i walki. Mam swoją pewną historię życiową, która daje mi powody, żeby to wszystko tak właśnie robić, niezależnie od tego, co będzie się działo. Moja pewność siebie jest zupełną odwrotnością mnie z czasów nim zacząłem trenować. Sport mnie uratował z sytuacji, w jakiej znalazłem się jako nastolatek. Obecny trening jest dla mnie przebijaniem się przez lęki i walką z demonami przeszłości.

- Zdradzisz nam swój główny cel, do którego aktualnie dążysz?

- Na razie o tym nie powiem, bo to jest jeszcze takie bardzo „moje”. W momencie, gdy poczuję pewność, będę mógł się tym podzielić z innymi. Na razie jestem na takim etapie, że ten cel jest tylko dla mnie.

- We Wrocławiu przez wszystkie swoje walki przeszedłeś jak burza. Nie było rywala, który postawiłby ci wysoko poprzeczkę...

- World Games to było wyjątkowe wydarzenie, ale ja odbierałem to jako kolejne moje zawody. Trenerzy w klubie przygotowując mnie i moich kolegów odpowiednio nas ukierunkowali. Chcieli, żebyśmy nie odczuwali presji z uwagi na rangę zawodów i traktowali je jako kolejny start. Natomiast jeśli chodzi o same walki, to już jestem po tylu latach ciężkiej pracy i wielu stoczonych walkach, że rywale nie postawili mi się za bardzo. Uważam, że za pracę, jaką przez lata wykonałem, po prostu mi się to należało.

- Na zawodach wystąpiło dwóch starachowiczan, ty i Jarosław Olech. Obaj byliście bezkonkurencyjni i sięgnęliście po złote medale. To dowodzi, że z mniejszej miejscowości można się wybić i osiągać sukcesy rangi międzynarodowej...

- Z mniejszych miejscowości często pochodzą ludzie wybitni, z charakterem, bo małe miasta nie stwarzają wielu możliwości, które mogą rozpraszać sportowców. Znam wielu sportowców, czy to z dużych czy z małych miasteczek i da się zauważyć, że ci z mniejszych miejscowości są bardziej żywiołowi i widać u nic zacięcie. W małych miastach wiedzie się nieco inne życie. Ja od dziecka pracowałem z rodzeństwem i z tatą i to na pewno pozwoliło mi wypracować charakter od małego.

- Złoto World Games to zwieńczenie twojej dotychczasowej kariery. Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

- We wrześniu planuję już na stałe zamieszkać w Holandii i postawić całkowicie na zawodowstwo. Na amatorskich arenach wykonałem już dużą pracę i zdobyłem praktycznie wszystko. Teraz chcę, żeby moje decyzje związane z przyszłością przynosiły wymierne efekty. Chcę walczyć zawodowo. Amatorka zaczęła mnie już trochę psuć, bo są pewne ograniczenia, a zupełnie inaczej wygląda to w zawodowstwie. Amator walczący z zawodowcem na regułach amatorskich ma szanse, ale już gdyby walka odbyła się na zasadach walki zawodowej, to tych szans praktycznie nie ma.

.- Czy wyjazd do Holandii wiązałby się ze zmianą barw klubowych?

- Tak. Holandia jest jednym z najlepszych na świecie ośrodków kick-boxingu. To jest światowa stolica tej dyscypliny sportu, tam wymyślali metodykę i są bliżej „dużych” walk. Tego nie mogę dostać mieszkając w Polsce. Limit osiągnięty w naszym kraju zmusił mnie do tego, że aby osiągnąć jeszcze coś więcej muszę wyjechać. Tak jak kilka lat temu musiałem zamienić Starachowice na Wrocław, tak teraz Wrocław zamieniam na Holandię.

- W kick-boxingu osiągnąłeś już dużo, mówisz, że czas na kolejny krok i zawodowstwo, a w ostatnich latach ta dyscyplina nie jest tak popularna czy też medialna jak choćby MMA, na którą jest boom. Czy zastanawiałeś się nad zmianą stylu?

- Na tę chwilę chcemy „pchnąć” kick-boxing wyżej niż MMA. Rozmawiamy z pewną organizacją, która działa bardzo sprawnie i jesteśmy na etapie finalizowania kontraktu, który pozwoli mi brać udział w walkach transmitowanych przez telewizję. Swoje zrobił World Games, bo zawody odbiły się szerokim echem praktycznie wszędzie. Chcę to teraz wykorzystać, aby promować kick-boxing.

- Kiedy zatem będziemy mogli w telewizji obejrzeć twoją walkę zawodową?

- Prawdopodobnie odbyłaby się 27 października, ale na tę chwilę wszystko jest jeszcze dopinane i nie ma szczegółów.

- Czego w takim razie można ci życzyć?

- Przede wszystkim zdrowia, ale też tego, żebym cały czas trzymał się swojego kursu.

- Dasz radę! Dziękuję za rozmowę.

Marcin Pokrzywka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ