reklama

Aneksowane umowy z Almaxem w opinii biegłych

Sprawa "śmieciowa" odroczona do grudnia

Bezpieczeństwo

Aneksowane umowy z Almaxem w opinii biegłych

Sprawa "śmieciowa" odroczona do grudnia

Miały być kolejnymi dowodami w sprawie "śmieciowej", pojawiły się jednak wątpliwości i sędzia Joanna Kucy zleciła wykonanie kolejnej opinii.

Na ławie oskarżonych - przypomnijmy - zasiadają dwaj byli prezydenci Starachowic Wojciech Bernatowicz i Sylwester Kwiecień (zgodzili się na podanie ich personaliów) oraz miejscy urzędnicy: Marcin G. i Małgorzata K. Oskarżeni są o to, że w latach 2008-2012 poprzez aneksowanie umów z firmą Almax, która zajmowała się wywozem śmieci, gmina Starachowice miała stracić około 3,5 miliona złotych. Oskarżeni i ich obrońcy zapewniają, że o żadnym złamaniu prawa nie może być mowy, bowiem prezydenci wykonywali decyzję miejskich radnych, którzy każdą podwyżkę podejmowali w drodze uchwały.

Sąd przesłuchał już kilkudziesięciu świadków, wśród których był m.in. obecny prezydent Starachowic Marek Materek, obecni i byli radni miejscy, a także przedstawiciele firmy Almax. Większość radnych - niezależnie od opcji politycznej - przyznała, że Starachowice były wówczas pierwowzorem rozwiązań gospodarki odpadami, jakie w tej chwili obowiązują w całym kraju. To właśnie w Starachowicach po raz pierwszy wprowadzono takie rozwiązania. Na sali rozpraw z ust radnych padły także słowa o dumie, że nasze miasto jako pierwsze w całym kraju zdecydowało się na innowacyjne rozwiązania. Nieco inne zdanie w tej sprawie mieli świadkowie oskarżenia, m.in. ówczesna przewodnicząca Komisji Rewizyjnej Lidia D., na wniosek którego to gremium prokuratura zajęła się sprawą.

W środę, 9 sierpnia, jako pierwszy zeznawał także były radny, a obecnie prywatny przedsiębiorca. Przyznał, że wszystkie podwyżki cen poprzedzone były wieloma analizami i spotkaniami, także z przedstawicielami firmy Almax. Również, że wówczas Starachowice płaciły za wywóz śmieci najmniej w regionie, a takie rozwiązanie w Polsce jeszcze nie funkcjonowało. Sąd wysłuchał też opinii biegłych Sądu Okręgowego w Kielcach. Wynikało z nich, że doszło do działania na korzyść firmy, przez co gmina miała stracić miliony złotych, ale obrona poddała w wątpliwość sposób ich wyliczeń. Chodziło o to, że biegłe w wyliczeniach przyjęły, że gmina wywoziła tylko 500 ton śmieci miesięcznie, tymczasem dane gminy wskazywały na ilości ponad dwa razy większe - 1100 ton. Biegłe przyznały, że w opinii oparły się na śmieciach wywożonych na wysypisko do Janika.

- Analizowałyśmy różne rodzaje śmieci. Zgodnie z pierwszym aneksem zawartym do umowy mowa była o wzroście cen na wysypisku w Janiku - mówiły biegłe.

Obrona zaznaczała, że wzrost opłaty marszałkowskiej dotyczył ogółu śmieci, a nie tylko jednego wysypiska i nie można przyjmować tego typu sposobu wyliczeń, nawet gdyby aneks był nieprecyzyjnie skonstruowany i mówiący tylko o wzroście cen w Janiku.

- A gdyby objąć całość odpadów, to jakie byłyby pań wyliczenia - pytał jeden z adwokatów oskarżonych.

- Nie jesteśmy w stanie tego teraz wyliczyć. Ta różnica byłaby na pewno mniejsza - odpowiedziały.

O opinie dotyczącą aneksu sygnowanego przez prezydenta Kwietnia, zapytał ekspertki siedzący na ławie oskarżonych... Sylwester Kwiecień.

- Sam aneks nr 5 nie złamał zapisów umowy, ale ten aneks, jak i wcześniejsze powielał nieprawidłowości zawarte w pierwszym aneksie - odpowiedziały biegłe.

- Skoro nie doszło do złamania prawa, to co ja tutaj robię... - stwierdził S. Kwieceń.

Wątpliwości obrony do wyliczeń biegłych podzieliła sędzia Kucy i zdecydowała zlecenie kolejnej ekspertyzy uwzględniającej wszystkie dane. Wyznaczyła biegłym czas do 15 grudnia br.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ