reklama

Na innych łamach

"Gość Niedzielny" nr 29

O wyrównywaniu szans, hierarchii wartości PiS oraz kompromisie w sprawie zakazu handlu w niedziele, w wywiadzie "Tworzymy nowy kapitalizm", z wicepremierem Mateuszem Morawieckim rozmawiali ks. Marek Gancarczyk i Bogumił Łoziński.

Ponieważ prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział powrót do 50- proc. kosztów uzyskania przychodów bez limitów dla twórców, wicepremier właśnie szuka pieniędzy na realizację tej propozycji, skądinąd ważnej dla środowisk twórczych. Gorzej idzie z podatkiem od supermarketów. Zgodnie z regulacjami UE taki podatek musiałby być liniowy. Ale straciłyby na tym małe sklepy. Tymczasem idea była taka, żeby więcej płacili lepiej zarabiający. "Zresztą przygotowaliśmy projekt zmian w prawie podatkowym, który zakłada publikowanie danych finansowych przez 4,5 tys. większych firm w Polsce. Takie regulacje występują w krajach skandynawskich. Wtedy każdy będzie /.../ mógł ocenić, który podmiot płaci daniny uczciwie i w proporcji do swoich obrotów, a który korzysta z najróżniejszych tzw. optymalizacji i szwajcarskich albo cypryjskich rajów podatkowych. /.../ Nie ma normalnego i sprawnego państwa bez dobrego i sprawiedliwego systemu podatkowego." Mafia musi zniknąć. Luka w podatkach bowiem była ogromna. "System podatkowy był dziurawy jak sito, a państwo ślepe jak kret. Gdyby powstała lista 100 najbogatszych Polaków uwzględniająca również bandytów, to połowa tej setki reprezentowałaby swoim bogactwem mafie VAT-owskie. Dzięki pieniądzom odebranym przestępcom, mafiom i innym łobuzom zaprowadziliśmy większą sprawiedliwość społeczną. To dla mnie główna różnica między III RP a IV RP. W przypadku niedziel propozycja rządu jest taka, żeby na początek sklepy były zamknięte w dwie niedziele w miesiącu albo otwarte krócej, np. do godz.13.00. Jednym z głównych celów jest powstrzymanie masowej emigracji Polaków. "Polska musi być silnym gospodarczo krajem, opartym na wartościach i bogatym w ludzi. Te trzy miliony naszych rodaków, którzy opuścili ojczyznę, to jest ogromna strata. Gdyby wyjechało za chlebem kolejne trzy miliony, za 20 lat Polska popadłaby w spiralę problemów nie do wyobrażenia /.../. Zatem najpierw powstrzymajmy w wielu kluczowych obszarach drenaż Polski. Drenaż ludzki i finansowy. /.../ Na posprzątanie stajni Augiasza, jaką zastaliśmy niemal w każdej dziedzinie życia społeczno – gospodarczego, potrzebujemy więcej niż jednej kadencji." Po raz pierwszy od 28 lat wpływy do budżetu są większe niż wydatki. W drugiej połowie roku wydatki będą jednak większe, a dochody nie urosną już tak dynamicznie. Niemniej jednak deficyt w tym roku nie osiągnie zakładanego poziomu. Spadnie. I to znacząco.

"Polityka" nr 30

W obronie polskich sądów stanęli w lipcu br. także młodzi ludzie. Wyszli na ulice w masowych protestach.

Teraz więc PiS zechce przejąć również społeczeństwo obywatelskie – uważa Ewa Siedlecka w "Czasie na obywateli". Tym bardziej że partia jest przekonana, iż za protestami stoją... organizacje pozarządowe. A że nie brakuje komentarzy, jakoby NGS –y finansowały demonstracje, Sejm już pracuje nad rządową reformą, dzięki której publiczne pieniądze – nie wyłączając unijnych – będą szły na bliskie ideowo władzy organizacje. We wrześniu br. ma powstać Narodowy Instytut Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego – rola organizacji będzie się sprowadzała wyłącznie do niewiążącego opiniowania. W preambule zapisano, że "Państwo polskie wspiera wolnościowe i chrześcijańskie ideały obywateli i społeczności lokalnych, obejmujące tradycję polskiej inteligencji, tradycję niepodległościową, narodową, religijną, socjalistyczną oraz tradycje ruchu ludowego /.../." Czy zmieści się w tym działalność stowarzyszeń ateistycznych i wolnomyślicielskich na przykład? Centrum z 60 etatami, czyli biurami i całą infrastrukturą, zamierza dzielić wszystkie pieniądze, także te z Funduszy Norweskich. Tyle że Norwegowie musieliby się na to zgodzić. Pracami instytutu pokieruje zapewne wicepremier Piotr Gliński. Bo pomysł sterowanego społeczeństwa obywatelskiego jest właśnie jego. Dotacje znajdą się zatem w ręku jednego człowieka. Obawiać się przy tym należy odmów rejestracji stowarzyszeń nie podobających się władzy. Mimo że państwo powinno wpierać społeczeństwo pluralistyczne. Organizacje przecież wspierają cele będące zadaniami państwa. To m.in. pomoc socjalna, ochrona zdrowia, środowiska, pomoc ofiarom przestępstw, pomoc prawna, kultura, edukacja, sport. Dlatego nie można dyskryminować jednych i faworyzować drugich. Autorka poddaje w wątpliwość, czy np. finansowanie szkół prowadzonych przez katolickie organizacje mieści się w celach UE? Bo tak teraz dzieli się fundusze. Zamknięcie kurka publicznych dotacji w Rosji i na Węgrzech spowodowało upadek wielu organizacji. Żeby do tego nie doszło w Polsce, przyjdzie zdobywać pieniądze u ludzi. "Nieocenione jest tu przeforsowanie w 2013 r. przez ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego, z inspiracji NGO, prawa uwalniającego zbiórki publiczne od konieczności uzyskania zgody władzy (wystarczy zgłoszenie, jak przy zgromadzeniach). I uwalniające od zezwoleń zbieranie pieniędzy metodą tzw. finansowania społecznego: wpłat na konkretne cele organizacji, które zabiegają o to na specjalnie w tym celu stworzonych portalach internetowych. A także zabieganie o wsparcie organizacji wpłatą na konto."

"Newsweek" nr 31

Intelektualiści lądują w więzieniach, a władzę biorą drobni sklepikarze i uczniowie szkół koranicznych. Turecki prezydent buduje nową Turcję, więc potrzebuje nowych elit – donosi Michał Kacewicz w tekście "Tam, gdzie sędziowie robią kebaby".

W rok po zwycięstwie nad puczystami prezydent Recep Erdogan i jego Partia Sprawiedliwości i Rozwoju przyspieszają budowę dyktatury. Najpierw przejęto kontrolę nad sądami i mediami. Opozycję i organizacje pozarządowe stłamszono brutalnymi represjami. Teraz prowadzi się wymianę elit. Stare elity świeckiej Turcji zastępują wychowankowie szkół koranicznych i posłuszni przybysze z prowincji. "Kadry były przygotowywane od dawna /.../. Temu służył budowany od kilkunastu lat system szkół religijnych. Obecnie przy meczetach działa kilkanaście tysięcy szkół zwanych Imam Hatip. Początkowo kształciły w duchu muzułmańskim biedną młodzież z prowincji. Potem władze AKP zaczęły faworyzować młodzież ze szkół religijnych przy przyjmowaniu na studia. Dziś absolwenci tych szkół zasilają kadry administracji. Władze zaczynają przenosić model edukacji muzułmańskiej do szkół świeckich, gdzie coraz więcej jest lekcji religii. Niedawno ministerstwo zakazało nauki teorii ewolucji Darwina, uznając ją za sprzeczną z Koranem. Nowe kadry są wyjątkowo lojalne wobec władzy, ale boją się podejmować jakiekolwiek decyzje, więc poziom zarządzania kraju spadł na dno /.../." Nową elitę tworzą średni i drobni przedsiębiorcy powiązani z kimś z partii rządzącej. W całej Turcji powstają tysiące meczetów. Każdy lokalny przedsiębiorca chcąc się przypodobać władzy wykłada pieniądze na nowy meczet. A że za biznesmenem stoi zazwyczaj ogromna rodzina i ziomkowie, prezydentowi przybywa zwolenników. "Wystarczył rok, by zniknęły wszystkie bufory broniące obywatela przed samowolą władzy /.../." Zwalniani z pracy prawnicy dostają wilczy bilet i nigdzie nie mogą znaleźć zatrudnienia. Wolno im pracować tylko w sektorze prywatnym. Ale jak ma tam pracować ktoś, kto całe życie zajmował się prawem albo literaturą? No i boli to, że ludzie z kebabów właśnie teraz dostają stanowiska w... sądach i administracji. Podczas czystek pracę w Turcji straciło 150 tys. ludzi, w tym 12 tys. sędziów i prokuratorów. Wymiana sędziów i prokuratorów była potrzebna, by zamknąć za kratami oficerów armii i służb specjalnych, dziennikarzy i obrońców praw człowieka. Więzień nie brakuje. Budowano je od dawna. Wyglądają nowocześnie, lecz nie są humanitarne. Stosuje się tam też tortury – alarmują działacze Amnesty International. Już pewnie niedługo. Wkrótce tureckie władze, na wzór putinowskiej Rosji, zabronią bowiem finansowania organizacji pozarządowych przez zagranicę.

"Wysokie Obcasy" nr 24

Co trzecia kobieta w Europie ma nisko płatną pracę bez stałej umowy – mówi Paulinie Reiter w "Niepewności prekariuszki" Jolanta Reingarde z Europejskiego Instytutu Równości Płci (EIGE).

Mężczyzn praca prekaryjna dotyka w mniejszym stopniu. Prekaryjna czyli niskopłatna, w krótszym wymiarze, mniej niż 10 – godzinnym, i na tymczasowych kontraktach. Najbardziej narażone na złe warunki pracy są kobiety z niskim wykształceniem. Po podstawowym co druga kobieta jest prekariuszką. Z badań wynika, że liczba osób zagrożonych przez to ubóstwem wzrasta. "Poziom biedy w Europie rośnie, mamy o pięć milionów biednych ludzi więcej niż dekadę temu." Ponad 80 proc. prac prekaryjnych występuje w sektorach zdominowanych przez kobiety. Problem jest zatem systemowy. Inaczej mówiąc, niesprawiedliwie jest urządzone społeczeństwo. Pewne zawody są źle wyceniane. Głównie te związane z domeną kobiet: sprzątaczki, pielęgniarki, opiekunki do dzieci i osób starszych. Ba, w niektórych krajach także nauczyciele. Ale nie wszędzie. W Luksemburgu to np. dobrze płatna praca, bo jest wielu mężczyzn nauczycieli. Podobnie w Finlandii. Ale tam akurat system edukacji jest znakomity. Wystarczy to podpatrzeć. "Nie trzeba od nowa wynajdować koła." Z kolei Belgia i Islandia chcą wprowadzić jawność wysokości płac dla kobiet i mężczyzn w większych firmach. To może skłoni rządzących do rozmów na temat wysokości płac w ogóle. Nie może być tak, że zarobki są tabu, a ludzie boją się mówić o tym, ile zarabiają. W Komisji Europejskiej powstał właśnie dokument dający wskazówki, jak osiągnąć większą sprawiedliwość w zakresie spraw społecznych. Jedną z nich jest potrzeba podnoszenia kwalifikacji i to... przez całe życie, bez względu na wykształcenie. "Szkolenia zawodowe powinny promować umiejętności niezbędne w najszybciej rozwijających się sektorach, w których brakuje pracowników. Szczególnie w sektorze STEM (science, technology, engineering, mathematics), czyli nauk ścisłych, technologii, inżynierii i matematyki. Zmiana wymaga genderowego podejścia. Uwagi. Planowania. Tymczasem nadal wielu ludzi uważa, że świat, społeczeństwo rozwijają się "naturalnie", co w tym wypadku oznacza zawsze "tradycyjnie". Dlaczego tego nie zmienić, jeśli ten rozwój oparty jest na niesprawiedliwości? Zachęcajmy kobiety, by studiowały w sektorze STEM, a mężczyzn, by nie wstydzili się iść do sektora opiekuńczego, który jako równie istotny powinien być dobrze opłacany."

"Duży Format" nr 25

Prywatnie może się przedstawiać: "prokurator byłej Prokuratury Generalnej", na pieczątce ma dziś jednak "prokurator Prokuratury Rejonowej". To Krzysztof Parchimowicz, rozmówca Tomasza Kwaśniewskiego w "Wykopkach". Zdegradowany, choć z dotychczasowym wysokim uposażeniem.

Rewolucja wiąże się z ofiarami. Podobnych do niego jest sporo. "Nie znam danych dotyczących samej Prokuratury Generalnej, wiem, że z generalnej i apelacyjnej, bo te dwie jednostki zostały dotknięte czystką, 114. Czyli jedna szósta wszystkich prokuratorów Prokuratury Generalnej i apelacyjnej. A nim zaczęli czyścić, około dwustu prokuratorów przeszło w stan spoczynku. Doświadczonych, którzy mogliby jeszcze kilka lat popracować. I oni przeżywają dziś wielką traumę, nie są przygotowani do bezczynności." Odeszli bojąc się degradacji. Dlatego stowarzyszenie Lex Super Omnia, którego jest członkiem, opowiada się za zbudowaniem niezależnej prokuratury gwarantującej niezależność prokuratorów. By w interesie obywateli rozstrzygali sprawy zgodnie z własnym sumieniem, a nie ze strachu czy dla nagród. Tyle że trzeba skończyć "ze schizofrenią, że prokuratorem generalnym jest minister sprawiedliwości. Bo jak ta prokuratura ma być niezależna, apolityczna, kiedy kieruje nią polityk? Trzeba oddzielić prokuraturę od władzy wykonawczej. Przemyśleć jakiś system odpowiedzialności prokuratora generalnego przed inną władzą. Na przykład Sejmem. Zagwarantować prokuratorom swobodę w podejmowaniu decyzji. Oraz stworzyć warunki pracy umożliwiające im podejmowanie mądrych, wyważonych decyzji." Chodzi o to, żeby część najprostszych spraw przejęła policja. "Trzeba też powrócić do niezależnej Rady Prokuratorów, która będzie stała na straży niezależności prokuratorów – jak prokurator będzie czuł nacisk, to mógłby tam to zgłosić i ona by to wyjaśniła." Trudno tłumaczyć zmiany w prokuraturze ideowością nowo rządzących w niej. Za czasów poprzednika przeszli bowiem w stan spoczynku, pobierając do osiągnięcia wieku emerytalnego 100 proc. wynagrodzenia. "A teraz wrócili do prokuratury i mają zagwarantowane, że mogą wrócić w stan spoczynku na dotychczasowych zasadach. Czyli na te sto procent. I nie muszą osiągnąć ani wieku, ani stażu pracy, mogą się ewakuować w ciągu miesiąca na własne żądanie, bez względu na wszystko /.../. To są, powtarzam ci, którzy kierują dziś prokuraturą /.../."

"Angora" nr 27

"Uczeń słucha uważnie i z powagą wypowiedzi podczas uroczystości, koncertów, przedstawień, obchodów, świąt narodowych i innych zdarzeń, przyjmując postawę skupienia, samokontroli i szacunku.

Uczestnicząc w opisanych sytuacjach, wyczuwa ich nastrój i przyjmuje adekwatne do niego zachowania, np. śmieje się z usłyszanych dowcipów, zachęcony, włącza się do wspólnego skandowania, śpiewania..."Jerzy Kryszak, zapytany przez rozmawiającą z nim Halinę Retkowską, skąd pochodzi cytat, odpowiedział, że to regulamin, stworzony przez dyrektora szkoły, wyczuwającego "dobrą zmianę", któremu taka nadgorliwość właśnie się przytrafiła. Był blisko. Bo to dyrektywa dla nauczycieli zapisana w tzw. podstawie programowej dla edukacji wczesnoszkolnej. Wymyślona w MEN i obowiązująca od września br. W sieci pojawiają się komentarze, że autorzy musieli pobierać nauki w Korei Północnej. Na tę, jak i podobne zaczepki dziennikarki, aktor się zręcznie z nich wywijał. Bo przecież każdy może mieć różne skojarzenia i ma do tego prawo. Inna rzecz, że sam rzadko np. ogląda programy TVP, które – jego zdaniem – wołają o... zero abonamentu. Obecny styl audycji bardzo mu przypomina telewizję z czasów towarzysza Edwarda Gierka. "Wtedy większość widziała kota siedzącego na płocie i teraz też go tam widzi. Ale wystarczy jeden ważny gość, który zobaczy go siedzącego na wozie i ta jedna jedyna jego prawda musi zwyciężyć. Musi, bo musi, i już." J. Kryszak wyśpiewał w Sopocie piękny tekst, który na jego zamówienie napisał Marek Majewski. Śpiewany na melodię "Parasolek" Marii Koterbskiej nasuwa polityczne skojarzenia: "Marionetki, marionetki, podrygują bezrozumnie, Ktoś pociąga za sznureczki, Jak pociąga, widać umie /.../. Marionetki, marionetki – dzisiaj dla mnie cała scena. Śmieszne sztuczki, szansonetki – ku uciesze suwerena /.../." Jak spojrzeć na to z boku, jest to utwór o manipulacji. "Jesteśmy pociągani za sznurki każdego dnia. Tylko często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jeżeli ta piosenka dotarła do jednej części (polskiego społeczeństwa – przyp. ewa) bardziej, a do drugiej mniej, to niech sobie jedna z tych stron odpowie, dlaczego. Nic więcej" (tytuł rozmowy: "Czy kotek na pewno wlazł na płotek?").

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ