reklama

Olech zawsze najlepszy!

Trzeci "medal olimpijski" z rzędu!

Informacje sportowe

Olech zawsze najlepszy!

Trzeci "medal olimpijski" z rzędu!

Jest jednym z najbardziej utytułowanych sportowców świata. O szczegółach swojego ostatniego sukcesu - złotego medalu World Games - opowiedział GAZECIE.

Żaden inny polski sportowiec nie może pochwalić się 15 tytułami Mistrza Świata, zdobytymi rok w rok, a dokonał tego starachowiczanin, zawodnik Wikinga Starachowice, Jarosław Olech. Na igrzyskach sportów nieolimpijskich World Games 2017, rozegranych we Wrocławiu, wywalczył trzeci z rzędu złoty medal!

- Igrzyska sportów nieolimpijskich to jest coś wyjątkowego, nie da się tego porównać z niczym innym. Medale Mistrzostw Świata również cieszą, są bardzo ważne, ale jednak World Games to coś innego. Rzeczywiście zakręciła mi się łezka w oku, zwłaszcza dlatego, że było to w Polsce. Dopingowało mnie wielu polskich kibiców, byli także moi przyjaciele z Wikinga i ze Starachowic, dlatego te emocje były ogromne - nie ukrywa radości Jarosław Olech.

15-krotny Mistrz Świata przyznaje, że liczył na doping polskiej publiczności, bo wrzawa na trybunach dodaje mu sił. Przyznaje również, że z tego powodu nie odczuwa nadmiernej presji, nawet jeśli na widowni siedzi jego rodzina.

- Mnie taki doping pasuje. Ja lubię czuć, że kibice głośno krzyczą i mnie dopingują, a ja staram się to przełożyć na jeszcze lepszy wynik. Kiedy wchodziłem na podest kątem oka widziałem kibiców, a ich głośnego dopingu nie dało się nie słyszeć, niemniej musiałem być skupiony, bo ważna jest także technika podczas podejść. Na widowni obecna była także moja córka, ale nie powodowało to u mnie dodatkowej presji - dodaje.

Lider od początku

Rywalizacja sportowa w trójboju siłowym zaczyna się od przysiadu. Nasz mistrz zdecydował się wystartować z ciężarem 340 kg i tę próbę zaliczył bez większego problemu. Poradził sobie także z ciężarem większym o 15 kg, a w ostatniej próbie atakował 365 kg, czyli wynik zbliżony do jego rekordu życiowego (367,5 kg).

- Pierwsze podejście to zawsze jest mały stres, ale jak już się zaliczy, to powoli dokłada się kilogramy. W drugiej próbie zdecydowaliśmy się dołożyć 15 kilogramów i również udało się pewnie zaliczyć. Gdyby kolejny ciężar udało się zaliczyć, to miałbym największy ciężar z całej grupy. Niestety, sędziowie uznali, że był "niedosiad" i werdyktem 2:1 nie zaliczyli mi tego podejścia. Mnie osobiście to ciężko ocenić, bo tego nie widzę podczas startu - ocenia J. Olech.

Po przysiadzie starachowiczanin wyszedł na prowadzenie, a przypomnijmy, że o pozycji decydował przelicznik Wilks`a, czyli stosunek wagi ciała do osiągniętego wyniku. W swojej kategorii Olech miał cięższych rywali, którzy osiągali wyższe wyniki, ale po przeliczeniu byli daleko w tyle. Po drugiej konkurencji - wyciskaniu sztangi leżąc - jeszcze bardziej umocnił się na pozycji lidera.

- Pierwsze podejście zaliczyłem bez większych problemów. Drugiego, 212 kg, niestety nie zaliczyłem i pojawił się stres. Przed trzecim podejściem poprawiliśmy koszulkę, naciągnęliśmy ją pół centymetra i w trzeciej próbie zrobiłem już wszystko "na spokojnie". Mogłem co prawda spróbować zaatakować jeszcze większy ciężar, ale zazwyczaj, jeśli spali się podejście, to później powtarzamy ten sam ciężar, aby zbierać kilogramy, bo gdyby za drugiem razem się nie udało to byłoby już ciężej - dodaje.

Martwy ciąg był popisem naszego zawodnika. Zaczął spokojnie od 290 kg, a pod drugiej próbie był już na 99,9 proc. pewny zwycięstwa. Ostatnie podejście to ukłon w stronę kibiców i potwierdzenie, że jest najlepszym trójboistą na świecie.

- W trzeciej próbie atakowałem 315 kg, by rywale startujący po mnie nie mogli już mnie wyprzedzić. Martwy ciąg wyszedł mi w sumie najlepiej, chociaż przysiady też były dobre - ocenił Jarosław Olech.

Ostatecznie rywalizację wygrał z dużą przewagą 17,5 punktu, co w przybliżeniu można przeliczyć na 30 kg różnicy. Jak to w sporcie, nigdy niczego nie można być pewnym na sto procent, ale jeszcze przed zawodami reprezentant Wikinga uznawany był za głównego faworyta do złota. Na oficjalnej stronie zawodów przedstawiano go jako najbardziej utytułowanego polskiego sportowca w historii.

- Miło i fajnie coś takiego o sobie przeczytać. Każdy sportowiec chciałby na pewno być tak oceniany, ale niestety nie idą za tym finanse. Za medalem World Games również. Robię to wszystko dla siebie, dla klubu i dla miasta i w sumie tyle z tego jest. Może dostanę zaproszenie do Polskiego Komitetu Olimpijskiego, tak jak cztery lata temu, kiedy w nagrodę otrzymałem... plecak - mówi 15-krotny Mistrz Świata i złoty medalista World Games.

Zdaniem trenera

Na World Games Jarosława Olecha prowadził trener kadry narodowej oraz klubowy szkoleniowiec Arkadiusz Staszewski. Przyznaje, że przygotowania do tego startu trwały od wielu miesięcy.

- Byłem tym zaniepokojony, bo musieliśmy u Jarka zejść z wagi 74 kg na 71,5 i zastanawiałem się jak jego organizm zareaguje. Chodziło o potencjalne problemy ze skurczami i tym, że będzie po prostu słabszy bo zbiciu wagi. Do tego dochodziła jeszcze sprawa sprzętu, który był idealnie dopasowany do jego tradycyjnej wagi. W momencie, gdy zszedł z wagi sprzęt automatycznie stawał się luźniejszy i mógł nie do końca tak wspomagać jakbyśmy sobie tego życzyli. W utrzymywaniu wagi zastosowaliśmy metodę znaną z kulturystyki i na szczęście wszystko się udało. Później czekaliśmy na to ile oficjalnie ważyć będą rywale, bo to było kluczowe, gdyż nie wiedzieliśmy jak zachowa się reszta świata. My postawiliśmy na to, żeby ciężary były nieco mniejsze, ale nadrabialiśmy niższą wagą ciała i mieliśmy lepszy przelicznik Wilks`a - mówi Arkadiusz Staszewski.

Radości z wywalczonego medalu nie ukrywa, ale sam przyznaje, że podczas rywalizacji popełnione zostały błędy, na szczęście nie zaważyły one na wyniku.

- Mój błąd polegał na tym, że nie dopilnowałem odpowiedniego rozgrzania się do ławki. Rozgrzewka była zbyt krótka i teraz to widzę. Mogliśmy zdecydowanie lepiej dopasować koszulkę i dopiero po poprawie trzecie podejście udało się zaliczyć. Szkoda trochę, że trener kadry nie dopilnował tego trzeciego podejścia w przysiadzie, który uznano za spalony. Moim zdaniem można było od razu złożyć protest do jury, które mogło uznać próbę za prawidłową. Na żywo miałem nieodpowiedni kąt, żeby to ocenić, ale po zdjęciach uważam, że było wszystko prawidłowo i to podejście powinno zostać zaliczone - komentuje trener Wikinga.

Klubowy trener złotego medalisty przyznaje, że, mimo iż jego podopieczny od razu został liderem, cały czas był stres, że coś może pójść nie tak. Na szczęście wszystko się udało.

- Pewne wątpliwości pojawiły się już po pierwszym przysiadzie. Pod te zawody wypuszczono nowy rodzaj sztangi, która była zdecydowanie za bardzo elastyczna i ciężko było ją ustabilizować. Każda sekunda to ogromna strata sił, dlatego liczy się każda chwila - dodaje trener Staszewski.

"Operacja" Mistrzostwa Świata

Jarosław Olech już przygotowuje się do listopadowych Mistrzostw Świata w Pilznie. Na odpoczynek nie ma czasu, ale przyznaje, że teraz będzie nieco spokojniej, bo nie będzie tak restrykcyjnych wymagań wagowych.

- Już teraz zacząłem trening do Mistrzostw Świata. Startując w nich muszę mieć swoją naturalną wagę i tak naprawdę mogę jeść co chcę, bo i tak to spalę na treningach. Chciałbym bardzo obronić tytuł, ale to jest tylko sport. Na pewno groźny będzie Rosjanin, który z roku na rok robi coraz lepsze wyniki. Na World Games reprezentacji Rosji nie było, bo byli wykluczeni z wcześniejszych Mistrzostw Świata i nie przeszli kwalifikacji. To jest zawodnik, który może mi najbardziej zaszkodzić, ale myślę, że podium powinno być. Chciałbym oczywiście wywalczyć złoty medal, ale łatwo na pewno nie będzie i żeby wygrać muszę zbliżyć się do rekordu świata - zapowiada.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ