reklama

Dywersanci

Z kart historii miasta (144)

 

Sąsiadujące od północy z naszym miastem Lasy Iłżeckie są miejscem, gdzie można natknąć się na wiele leśnych mogił z lat II wojny światowej

Między innymi są tam mogiły żołnierzy kampanii wrześniowej. Dwie z nich znajdują się niedaleko naszego miasta – mniej więcej pomiędzy Starachowicami a Mircem. Oczywiście – są to mogiły bezimienne. I właśnie to sprawiło, że ilekroć o tych anonimowych żołnierzach pomyślę, przychodzi mi na myśl historia opowiedziana przez Leszka Zioło przed laty w "żółtym tygrysie" zatytułowanym "Spóźniony odwrót".

Przytaczam ją w skrócie: Dwóch spadochroniarzy niemieckich chwilę po wylądowaniu zostaje ujętych przez przechodzący w tej okolicy polski pododdział wojskowy. Dowódca rozkazał trzem żołnierzom odprowadzić jeńców do dowództwa. Mieli to zrobić Józef Garnas, Lemke i Grobicki. Garnas, jako najstarszy stopniem, objął dowództwo konwoju. Kazał skrępować obu jeńcom ręce z tyłu (nawiasem mówiąc, wiązanie rąk jeńcom było niezgodne z przepisami międzynarodowymi...) Na przedzie szedł Grobicki, dźwigający oprócz swego karabinu torby spadochroniarzy, dalej dwaj jeńcy, tuż za nimi Lemke i na końcu Garnas. W pewnym momencie Garnas zauważył, że Lemke idzie tuż obok drugiego z Niemców:

"Czyżby rozmawiali? Do uszu Józka dobiegają jakieś szeptane słowa. Poznaję niemiecki. (...) Garnas celowo ociąga się, zostaje w tyle i w pewnym momencie jednym susem skacze za pokaźny sąg drewna, naszykowanego do transportu.

- Lemke, Grobicki, rzućcie karabiny! - krzyczy.

Grupka zatrzymuje się. Odwracają się w stronę, skąd dobiega głos. Odzywa się Lemke:

- Co jest? Co się dzieje? Broń? Dlaczego?

- Za dużo pytań! Rzućcie broń i podejdźcie tutaj. Mam was na muszce!

- Za co to wszystko? - nie ustępuje Lemke.

Niespodziewanie pada strzał. Grobicki celował w lewy skraj sągu, ale pocisk odłupał tylko białą drzazgę i uwiązł w grubym polanie. Garnas bez namysłu odpowiada ogniem. Grobicki osuwa się na ziemię, a Lemke, widząc, co się dzieje, już bez dalszych ponagleń odrzuca broń i podnosi ręce do góry. Józek szybko przeładowuje broń i wychodzi zza sągu. W tej samej chwili jeden z jeńców skacze za rów. Jeszcze sekunda i zniknie pomiędzy drzewami. Garnas nie pudłuje."

Nie wiem, czy ta historia jest w stu procentach prawdziwa. Jak pisałem przed tygodniem, desanty spadochroniarzy, najczęściej nieumundurowanych dywersantów, były częścią "psychozy szpiegowskiej", która we wrześniu 1939 r. urosła do niespotykanych rozmiarów. Praktycznie każda relacja uczestnika tamtej wojny wspomina o dywersantach zrzucanych na spadochronach na tyły polskich wojsk. Niemniej, takie zrzuty się odbywały i niewykluczone, że również ta niesamowita historia się wydarzyła.

Na miejscu wydarzenia pozostałyby więc dwa ciała. Jedno w mundurze polskim, drugie po cywilnemu. Kto je i gdzie mógł pochować? Najczęściej chowanie poległych żołnierzy polskich przypadało okolicznej ludności. Chowano ich zazwyczaj w miejscu, gdzie zginęli. Niewykluczone więc, że wspólny grób niemieckiego dywersanta i polskiego żołnierza narodowości niemieckiej, który opowiedział się za Niemcami, jest dziś uważany za grób nieznanych żołnierzy Wojska Polskiego, poległych we wrześniu 1939 roku...

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ