reklama

Sukcesy jednych są porażką drugich...

Co robią byli prezydenci

Na okładce

Sukcesy jednych są porażką drugich...

Co robią byli prezydenci

Był samorządowcem, który wizualnie zmienił Starachowice. Prezydentem, który wybory wygrał w pierwszej turze. Pasmo sukcesów przerwało jedno wydarzenie...

Planując spotkanie z Wojciechem Bernatowiczem, postanowiłam zapytać mieszkańców Starachowic, jak wspominają byłego prezydenta naszego miasta. Byłam ciekawa, czy mają w pamięci tylko te ostatnie wydarzenia z życia Bernatowicza, czy pamiętają też jego pierwszą kadencję i rok drugiej. Odpowiedzi brzmiały podobnie: „Starachowice wyglądają tak jak wyglądają, bo Bernatowicz miał pomysł, jak je zmienić”.

Nie do końca byłam pewna, czy były prezydent zgodzi się na spotkanie ze mną. Wiedziałam, że unika kontaktu z mediami, ale nie dlatego, że ma coś do ukrycia. Powód jest prozaiczny, a jednocześnie bardzo ważny, chroni swoje dzieci. Zapewniłam go, że o rodzinie napiszę to, co on sam mi powie. Ostatecznie odpowiedź była pozytywna. Zapraszam na pierwsze, po dłużej przerwie, spotkanie z byłym prezydentem Wojciechem Bernatowiczem.

- Znajdujemy się w ogrodzie w domu Wojciecha Bernatowicza. Każdy element tej przestrzeni jest dopieszczony. Co pan teraz porabia?

- Jeśli chodzi o moją przyszłość, to mam kilka propozycji. I swoich, i z zewnątrz. Brzmi to bardzo enigmatycznie, ale to moje, bardzo prywatne sprawy, o których na tę chwilę nie chcę mówić (...). Generalnie działam, jeśli chodzi o moją przyszłość na różnych płaszczyznach i mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Mówię o pracy. Z drugiej strony zgłaszają się do mnie różne osoby z prośbą o pomoc w organizacji imprez charytatywnych. Jeśli tylko mogę, to doradzam, staram się pomóc.- Czyli poświęca pan czas rodzinie?

- Tak. To zawsze był dla mnie numer jeden na mojej liście. Był i będzie. To jest mój priorytet i tego się trzymam.

- Ten czas, kiedy pana nie było, oddaje pan teraz rodzinie?

- Wie pani... Ten czas, kiedy mnie nie było z rodziną, to czas od 1 grudnia 2006 roku. Wtedy się zaczął ten notoryczny brak czasu. Więc tak, teraz go jej oddaję.

Jak Wojtek stał się Wojciechem

Wojciech Bernatowicz urodził się 44 lata temu w Starachowicach. Razem z rodzicami początkowo mieszkał na Górnikach przy ulicy 6 Września, potem rodzina Bernatowiczów zamieszkała przy ulicy Krywki, a następnie przy ulicy Górnej. Jest absolwentem Szkoły Podstawowej nr 9 i II Liceum Ogólnokształcącego w Starachowicach. Po zdaniu matury młody Wojtek dostał się na studia na Uniwersytecie Łódzkim, na Wydział Biologii i Nauk o Ziemi. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że zainteresowanie biologią odziedziczył po swoim dziadku Stanisławie, który był słynnym profesorem nauk przyrodniczych.

Po studiach Wojciech Bernatowicz wstąpił do wojska. Jak sam podkreśla, nikt go do tego nie zmuszał, po prostu chciał. Do armii zgłosił się jako ochotnik w styczniu 2000 roku. Został skierowany do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Logistycznych w Poznaniu. Następnie zdał egzamin oficerski w Jednostce Wojskowych Sił Pokojowych ONZ w Kielcach. Bernatowicz jest oficerem Wojska Polskiego w stopniu plutonowego podchorążego. A w razie wojny w stopniu podporucznika.

W czerwcu 2000 roku powrócił do Starachowic, gdzie czekała na niego żona i maleńka córeczka Marta.

- Dostałem propozycję wyjazdu wojskowego w ramach misji pokojowej ONZ na Wzgórza Golan - opowiada Wojciech Bernatowicz - ale żona wybiła mi ten pomysł z głowy. Urodziła nam się córka, wtedy wiadomo, plany zmieniają się diametralnie.

Po powrocie do Starachowic, Bernatowicz zaczął pracować jako asystent w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, w dziale kontroli żywności. Do 2006 roku.

"Chciałem zmienić Starachowice", czyli pierwsze inwestycje I kadencji (2006 - 2010)

W Starachowicach trwa pierwsza kadencja prezydenta Sylwestra Kwietnia, polityka lewicy. W kraju, w 2005 roku następuje zmiana partii rządzącej, wybory przegrywa lewica, władzę przejmują politycy Prawa i Sprawiedliwości. Wojciech Bernatowicz ma wtedy 33 lata, posiada legitymację partyjną PiS. Samorządy szykują się do wyborów w 2006 roku. Wzorem polityka dla Bernatowicza wtedy i dziś są dwie osoby, nieżyjący prezydent RP prof. Lech Kaczyński oraz wicepremier, poseł ziemi świętokrzyskiej Przemysław Gosiewski.

- Został pan namówiony do startu na urząd prezydenta w zbliżających się wtedy (2006 - przyp. red) wyborach samorządowych?

- Zostałem wytypowany przez członków Prawa i Sprawiedliwości do startu w wyborach (...). Argumentem było to, że potrzebny jest ktoś młody, kto jest ze Starachowic, kto będzie miał nowe spojrzenie na miasto.

- Długo pan zastanawiał się nad propozycją?

- Nie. Ja lubię wyzwania. Decyzję podjąłem bardzo szybko.

Wystartowała kampania wyborcza. Wojciech Bernatowicz konkurował ze znanymi starachowiczanom samorządowcami. Wśród kontrkandydatów byli m.in ówczesny prezydent Sylwester Kwiecień i były prezydent miasta, były poseł Grzegorz Walendzik.

- Z jakimi pomysłami startował Wojciech Bernatowicz? Co skusiło mieszkańców, by zaufać młodemu kandydatowi?

- Nie będę ukrywał, że trochę pomogło moje nazwisko, które zawdzięczam rodzicom i temu, jaką opinią się cieszyli. Tata popierał moją decyzję startu w wyborach, mama była sceptyczna - opowiada W. Bernatowicz. - To była mordercza kampania. Dla mnie to była nowość, być przez ten czas na świeczniku, bywać, spotykać się z wyborcami (...). Co skusiło? Mówiłem szczerze, co chcę zrobić, co leży mi na sercu jeśli chodzi o Starachowice.

Wojciech Bernatowicz zaczął przekonywać wyborców, że należy zwrócić uwagę na drobne rzeczy, takie jak chodniki, uliczki, wizerunek miasta. Jako jedyny podczas debaty powiedział, że Starachowice muszą mieć galerię handlową, że takie miejsce jest potrzebne.

- Nie bałem się mówić - opowiada Bernatowicz - inni kandydaci, miałem wrażenie, obawiali się mówić o pewnych rzeczach, by nie drażnić poszczególnych grup (...). Chyba tym zwróciłem uwagę wyborców, tym, że mówiłem o inwestycjach, na które ludzie czekali od lat. Mówiłem o likwidacji "Manhattanu", o budowie basenu, o inwestycjach drogowych, o koncertach.

Wybory samorządowe odbyły się w listopadzie. W pierwszej turze nieznacznie wygrał Sylwester Kwiecień. Obaj panowie weszli do II tury, a wynik zaskoczył obie strony. Wojciech Bernatowicz wygrał różnicą ponad 10 punktów procentowych. Wygrana była dla niego dużym zaskoczeniem, nie spodziewał się, że uda mu się wygrać tę drugą turę.

- To jaki wniosek możemy wyciągnąć z tamtego okresu panie prezydencie?

- Chyba taki, że starachowiczanie chcieli kogoś nowego jako prezydenta.

Rozpoczyna się 4-letnia kadencja Wojciecha Bernatowicza na stanowisku prezydenta miasta. Początkowo Rada Miejska, w której PiS ma większość, wspiera "swojego", po lewej stronie Bernatowicz trafia na silną opozycję w postaci lewicy, z Sylwestrem Kwietniem na czele.

- O tak, to były szorstkie początki znajomości. To były twarde spotkania na sesjach rady miasta - wspomina prezydent Bernatowicz. - Ale wie pani co, to było wszystko robione po męsku, nie jakieś dziwne podchody. Każdy przedstawiał swój punkt widzenia, przy którym twardo stał. Czas pokazał, że wszystko można obgadać, dla dobra starachowiczan.

Pierwszą decyzją, jaką podjął Wojciech Bernatowicz przejmując przysłowiowe klucze do miasta, była organizacja Sylwestra pod gwiazdami. Skąd ta decyzja?

- Tego do tej pory nie było. Starachowiczanie zasługiwali na taką imprezę (...). Sylwester się odbył, myślę że z dużym powodzeniem wśród mieszkańców (...). Było mi wtedy bardzo miło, że ludzie przyszli. To był mój pierwszy kontakt z mieszkańcami po wyborach, taki oficjalny. Mogłem im wtedy podziękować za zaufanie.

"Sylwester pod gwiazdami" był podziękowaniem, a w Urzędzie Miejskim podejmowano decyzje, które diametralnie zaczęły zmieniać Starachowice. Zaczął być realizowany program wyborczy Wojciecha Bernatowicza. Do kluczowych zadań należała likwidacja znajdującego się w centrum miasta placu handlowego, zwanego potocznie Manhattanem.

- Na początku kadencji powiedziano mi, że nawet mam się za to nie brać, że się nie uda. Niektórzy chcieli się ze mną wręcz zakładać, że likwidacja Manhattanu nie przejdzie, że będą zbyt duże protesty i że ten pomysł nie ma szans na powodzenie.

- Skoro to miało się nie udać, to skąd tyle samozaparcia?

Wojciech Bernatowicz pamięta to miejsce z czasów, gdy pracował w inspekcji sanitarnej. Oczywiście nadal obowiązuje go tajemnica, więc nie może ujawniać szczegółów.

- Przede wszystkim to miasto potrzebowało centrum. Wcześniej w Starachowicach wskazać takie miejsce, miejsce odpoczynku dla ludzi, było bardzo ciężko - wspomina były prezydent.

Likwidacja placu handlowego była ściśle związana z pomysłem zagospodarowania całego otoczenia Skałek, stworzenia tam miejsca rekreacji dla starachowiczan. By móc zacząć realizować ten pomysł, trzeba było zapewnić kupcom miejsce do prowadzenia działalności. Powstała galeria "Skałka", do której wyprowadzili się sprzedawcy.

Zagospodarowanie terenu wymagało projektu architektonicznego i ogromnych funduszy. Zaczęto od podstawy, uporządkowania i wyrównania terenu. Następnie tworzono alejki. Nie wszyscy w RM byli zadowoleni z tego, że miasto się zmienia, wynajdowano preteksty, by powstrzymać budowę. Przykładem była budowa fontanny, którą trzeba było chwilowo wstrzymać, gdyż próbowano udowodnić, że jest to miejsce pochówku zmarłych. Badania tej okolicy pokazały jednak, że jest inaczej.

- Udało się to zrobić. Teraz, gdy przejeżdżam w tamtej okolicy i widzę te uśmiechnięte dzieciaki i dorosłych wypoczywających na ławkach, za każdym razem się uśmiecham - mówi Bernatowicz.

Jednymi z działań Wojciecha Bernatowicza było zakończenie projektów rozpoczętych za czasów jego poprzednika Sylwestra Kwietnia

- Projekty ronda przy 1 Maja czy basenu rozpoczął Sylwek Kwiecień i to muszę mu oddać. Za jego kadencji to się zaczęło, za mojej było kontynuowane - przyznaje były prezydent.

Ideą, która przyświecała kadencji Wojciecha Bernatowicz było to, by remontować wszystko, co się da. Dlatego ruszyły remonty uliczek i parkingów, czyli miejsc najbliższych mieszkańcom.

- Stwierdziłem, że Starachowice nie mogą być w takim stanie, że trzeba to zmienić. Znałem to miejsce od młodości, zjechałem je rowerem, znam te uliczki i poznałem problemy ludzi. Również podczas kampanii.

- Jak wyznaczaliście priorytety inwestycyjne?

- Zaczęliśmy od inwestycji, których potrzebują wszyscy mieszkańcy, tj. basen, główne ulice miasta, to, co przyniesie korzyść całemu miastu. Później mogliśmy pomyśleć o drobniejszych, ale potrzebnych inwestycjach, czyli uliczki osiedlowe, miejsca postojowe, place zabaw, boiska.

- Ile było tych ulic?

- Naprawdę nie jestem w stanie ich wymienić. Nie chcę się chwalić, ale było ich bardzo dużo.

- Skąd braliście pieniądze?

- Na te duże inwestycje, na które można było pozyskać pieniądze unijne, to występowaliśmy o dotacje. Skąd mogliśmy, to braliśmy pieniądze. Naprawdę, udało nam się pozyskać ogromne pieniądze. A reszta to były kredyty i dochody własne gminy (...). Muszę coś podkreślić, nie dokonałbym tego wszystkiego, gdyby nie pracownicy Urzędu Miejskiego i inni współpracownicy.

Postanowiliśmy podsumować z prezydentem Wojciechem Bernatowiczem tę pierwszą kadencję pod względem inwestycji. Są to: dwa projekty zaczęte przez Sylwestra Kwietnia, czyli basen i rondo 1 Maja, następnie przeniesienie Manhattanu, zagospodarowanie terenu wokół Skałek, uliczki osiedlowe, miejsca postojowe, place zabaw, orliki, inwestycje w sale multimedialne w szkołach, remont Urzędu Miejskiego, sprowadzenie nowego taboru do MZK. Do tego należy dodać imprezy dla mieszkańców, od Sylwestra poprzez pikniki i inne. Dużą inwestycją była również modernizacja sieci wodociągowej.

O tym dlaczego konserwatysta nawiązał współpracę z lewicową opozycją

Wojciech Bernatowicz prezydentem Starachowic został będąc kandydatem Prawa i Sprawiedliwości. Jednak między nim a radnymi klubu PiS zaczęły się problemy związane z podejmowaniem wspólnych decyzji..

- Pewne osoby zaczęły narzucać mi działania. To znaczy, że miałem wykonywać ich polecenia, ale cała odpowiedzialność spadałaby na mnie. Gdyby coś wyszło nie tak, nikt by się do tego nie przyznał.

- Zdradzi pan szczegóły?

- Jeszcze nie pora i nie czas...

Bernatowicz nie zgodził się na ustępstwa, zaprotestował.

- Najgorsze co może być, to jak polityka wchodzi do samorządów. Wtedy mieszkaniec schodzi na drugi plan. Tak nie może być. Samorząd powinien zajmować się tym, czego miasto i mieszkańcy potrzebują. A nie politycznymi układami czy gierkami - mówi wyraźnie zirytowany Wojciech Bernatowicz. - A nawet pierdołami, na które nie ma czasu... - dodaje.

Postawa ta kosztowała prezydenta Bernatowicza utratę poparcia jego partii. Rozłam nastąpił dość szybko, w połowie kadencji.

- Czegoś tu nie rozumem panie prezydencie. Tym osobom nie podobały się inwestycje, które miały zmienić Starachowice? - zapytałam.

- Im się nie podobało, że Bernatowicz odniesie sukces...

- Ale przecież był pan ich kandydatem, ich prezydentem?

- No, byłem...

Po tej wypowiedzi nastała cisza.

- Panie prezydencie, samorządowiec z poglądami z prawej strony, konserwatysta, zwraca się z propozycją rozmów do opozycji, do lewicy. Trudno było?

- Chodnik, ulica, plac zabaw, basen, koncert... cokolwiek... One nie mają barw politycznych, nie mają przekonań. Po kampanii wyborczej zaczyna się kolejna kampania, czyli praca, z której rozliczają nas wyborcy...

Wojciech Bernatowicz potwierdził słowa Sylwestra Kwietnia, że wzajemne zaufanie w sferze współpracy przyszło wtedy, gdy zaczęto realizować wzajemne inwestycje. Wspólną inwestycją była ta największa, czyli rewitalizacja Rynku wraz z całym otoczeniem oraz sprawa budowy w Starachowicach galerii handlowej.

Z PiS Bernatowicz nie wystąpił. Uważał, że poglądy tej partii są mu najbliższe. Z legitymacją partyjną pożegnał kilka lat później.

Druga kadencja (2010 - 2014)

Do startu na kolejną kadencję Wojciecha Bernatowicza nie musiał nikt namawiać. Choć nadal był członkiem Prawa i Sprawiedliwości, do wyborów stanął na czele lokalnego komitetu wyborczego. Rok 2010, to historyczny rok, jeśli chodzi o wybory samorządowe w Starachowicach. Po raz pierwszy i na razie jedyny w historii wyborów samorządowych kandydat na prezydenta wygrał w pierwszej turze. Bernatowicz zdobył ponad 60 procent głosów poparcia. Najważniejszą inwestycją, która miała być realizowana w następnych czterech latach była rewitalizacja Rynku, modernizacja uliczek i chodników, galeria.

Zastępcą Wojciecha Bernatowicza został Sylwester Kwiecień. Bernatowicz od razu był przekonany, że dawny jego kontrkandydat będzie jego zastępcą. Ufał doświadczeniu prezydenta Kwietnia.

- Miałem dużo pomysłów, pewnie sporo udałoby się nam razem zrealizować - zaczyna swą wypowiedź Wojciech Bernatowicz i zawiesza głos.

- I wtedy następuje ta data, którą zapamięta pan do końca swojego życia?

- Tak, koniec sierpnia 2011 roku...

29 sierpnia 2011 roku doszło do wydarzeń, które przez media zostały okrzyknięte II aferą starachowicką. Tego dnia Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało urzędującego prezydenta miasta Starachowice w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa, jakim jest przyjęcie łapówki. Kariera młodego samorządowca z dnia na dzień została przerwana. Prezydent w 2013 roku został skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności.

- Panie Wojciechu, pan wie, że dla większości starachowiczan to był szok?

- Dla mnie też...

- Porozmawiamy o tamtym dniu? Zechce pan opowiedzieć o tym starachowiczanom?

- Zechcę... Ale nie teraz. Jeszcze przyjdzie taki czas, że do tematu w jakiś sposób się odniosę (...). To co przeczytali mieszkańcy w mediach to jest jedna rzecz, a życie to jest życie. Na teraz tak powiem: przyjdzie taki czas, że odniosę się to tamtego wydarzenia szerzej.

Wiem, że nie mogę naciskać. Widzę, że Wojciech Bernatowicz nie chce rozmawiać na ten temat. Ufam w to, co mówi, że przyjdzie pora, kiedy opowie o tamtym dniu, tamtych wydarzeniach mieszkańcom Starachowic, swoim wyborcom.

Wojciech Bernatowicz sam nie zrzekł się mandatu prezydenta miasta. Nie został z tej funkcji również odwołany głosami starachowiczan podczas referendum. Prezydentem przestał być dopiero po uprawomocnieniu się wyroku skazującego.

Życie po powrocie do domu

- Przyjaciele opuścili pana po tych wydarzeniach, czy pozostali przy panu?

- Wie pani, ja w ogóle zastanawiam się, czy kiedykolwiek miałem prawdziwych przyjaciół... Chyba nie miałem, nie mam i nie chcę mieć... Natomiast bardzo miłe jest to, że do tej pory mam kontakt z niektórymi pracownikami urzędu.

- Sylwester Kwiecień?

- On nigdy się nie odwrócił. Widzi pani, to jest tak, że prawdziwego faceta poznaje się po tym, jak zachowa się w konkretnej sytuacji. Sylwek pokazał, zresztą nie tylko ja go tak oceniam, że jest facetem z charakterem. Że nie zmienia zdania, jak wiatr zawieje...

Wojciech Bernatowicz podczas naszego spotkania powiedział, że wielu ludziom bardzo łatwo przyszła ocena całej sprawy z nim związanej. Bez poczekania na jakiekolwiek ustalenia. Bez wykazania jakiejkolwiek chęci z nim rozmowy.

Ocena Starachowic

- Zmiany wizualne Starachowic nastąpiły za pana pierwszej kadencji, a potem były kontynuowane przez pana zastępcę Sylwestra Kwietnia. Jak pan ocenia miasto teraz, w 2017 roku?

- Mała kontynuacja moich działań jest nadal prowadzona. Czekam na duże inwestycje.

- Ocena?

- Jako osoba, która kocha to miasto, zawsze wystawię mu piątkę. Moim znajomym polecam przyjazd do Starachowic. To jest fenomenalne miejsce do odpoczynku.

Rodzina jest enklawą

Na początku tego artykułu napisałam, że Wojciech Bernatowicz bardzo chroni swoją rodzinę. I rzeczywiście, o swojej rodzinie mówi to, co chce powiedzieć.

- Panie prezydencie, z dziennikarskiego obowiązku zapytam, a raczej stwierdzę, pan jest dorosłym facetem, a ta cała sytuacja chyba najbardziej odbiła się na pana dzieciach, na pana najbliższych.

- Tak... Ale wie pani, nie będę o tym mówił. To jest cały aspekt tej sprawy. Jak sobie pomyślę o tym, ile za nic wycierpiała moja rodzina, to skacze mi ciśnienie. I tyle na ten temat...

Za Wojciechem Bernatowiczem rodzina stanęła murem. Były też osoby z zewnątrz, które wspierały go wtedy i nadal go wspierają.

- To jest tak, że sukcesy niektórych są porażką innych... I ta pierwsza tura wygrana w drugich wyborach i sukces pierwszej kadencji, to ich bolało i boli cały czas...

Pobyt w areszcie, a potem w zakładzie karnym Wojciecha Bernatowicza nauczyły cierpliwości. Sam o sobie mówi, że jest osobą energiczną, dlatego:

-... oczekiwanie w jednym miejscu na rzeczy, na które nie miałem żadnego wpływu, było straszne. Ale... proszę uwierzyć, charakter stwardniał mi jeszcze bardziej (...). Znalazłem się w kompletnie dla mnie nowej sytuacji, z ludźmi, z którymi pewnie nigdy nie miałbym styczności. Będąc w zakładzie pracowałem jako wolontariusz z dziećmi, które są podopiecznymi sióstr zakonnych. Tam za obiad pomagaliśmy tym siostrom. Musiałem coś robić.

- Będąc tam najgorsza i najbardziej okrutna była tęsknota?

- To jest nie do opisania, nie do opowiedzenia...

- Powiedział pan, że kiedyś, jak przyjdzie na to pora, opowie pan o wydarzeniach z 2011 roku, dlaczego?

- Zrobię to dla swoich dzieci. Jestem im to winien. Dzieciom, najbliższej rodzinie i jeszcze kilku osobom.

- Reakcje po powrocie do Starachowic? Pytam o prozę życia... Ktoś panu ręki nie podał?

- Nie, nie zdarzyła się taka sytuacja.

- Czuł pan spojrzenia na sobie?

- O tak... Spojrzenia cały czas czuję, wzbudzam zainteresowanie swoją osobą. Ale, żeby doszło do jakiejś nieprzyjemnej wymiany zdań, nie, tego nie było.

Postscriptum

Nie znałam Wojciecha Bernatowicza ani za jego prezydentury, ani po jego zatrzymaniu. Wtedy mieszkałam w Krakowie. O jego charyzmie i zaangażowaniu w działalność samorządową słyszałam od rodziny lub czytałam w prasie. Wiem jedno, w 2017 roku mam przed sobą człowieka bardzo wyciszonego. Podczas naszej rozmowy ani razy nie uniósł się, nie zdenerwował. Głos zadrżał mu jedynie wtedy, gdy ten jeden czy dwa razy powiedział o dzieciach. Jakie ma plany na daleką przyszłość? Tego też się nie dowiedziałam. Prezydent Bernatowicz cały swój obecny czas poświęca rodzinie. Razem planują wyjazdy, razem wyjeżdżają, choćby na ukochane Mazury.

(zaz)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ