reklama

Starachowickie sportsmenki

Startują w dyscyplinach zdominowanych przez mężczyzn

Informacje sportowe

Starachowickie sportsmenki

Startują w dyscyplinach zdominowanych przez mężczyzn

 

Określenie "słaba płeć" zupełnie do nich nie pasuje. Dominika Czernikiewicz, Alicja Siebyła, Aleksandra Surus i Karolina Staszewska - zawodniczki Dragona i Wikinga, wybrały bowiem dyscypliny zdominowane przez mężczyzn.

Dziewczęta chcące uprawiać sport zazwyczaj wybierają "neutralne" dyscypliny, jak pływanie, koszykówkę, siatkówkę, taniec, strzelectwo czy jakikolwiek inne, w których kobiety od lat są obecne. Nie brakuje jednak takich sportsmenek, które wychodzą poza wyznaczone ramy i wkraczają w świat do niedawna zarezerwowany tylko i wyłącznie dla mężczyzn. I nie chodzi tu o piłkę nożną, która wśród kobiet jest coraz bardziej popularna, a o sporty, w których kobietom po prostu nie wypadało występować. Wszystko się zmienia i teraz widok kobiety w ringu nikogo nie dziwi. W Starachowicach również mamy zawodniczki, które przełamują stereotypy i udowadniają, że wcale nie są przedstawicielkami słabej płci.

"Starachowickie Smoczyce"

Ostatnie lata są niezwykle udane dla starachowickiego Dragona, którego zawodnicy wyrobili sobie markę i należą do czołowych zawodników w Polsce. O sile klubu stanowią również dziewczęta, a występy Alicji Siebyły i Dominiki Czernikiewicz dostarczają klubowej gablocie medali. Skąd pomysł, aby uprawiać kickboxing?

- To że trenuję, to zasługa mojego brata Roberta, który w klubie był już wcześniej. Przyjeżdżałam razem z nim na treningi i tak mi się to spodobało, że chciałam sama spróbować. Mama była do kickboxingu przyzwyczajona, bo widziała Roberta na zawodach i wiedziała, że nic nam się nie może stać, mamy ochraniacze, tak więc z tym nie było problemu – mówi GAZECIE Alicja Siebyła, która w kadetkach w swojej kategorii wagowej nie ma sobie równych.

- Jak byłam mała, moja mama przychodziła do trenera na aero- kickboxing, wtedy jeszcze treningi odbywały się w spółdzielni mieszkaniowej, ale tak naprawdę nie wiem, czy to był powód tego, że trenuję. Od małego ćwiczyłam, może to przez geny... Mój tata, który zmarł jak miałam 2 lata, trenował kiedyś boks i to może właśnie przez to, że zamiłowanie do sportu mam we krwi – twierdzi 17-letnia Dominika Czernikiewicz, która trenuje w Dragonie od 8 roku życia.

Dominika przyznaje, że nikt z jej najbliższych nie ma najmniejszego problemu z tym, że uprawia właśnie taki sport. Sama również nie boi się siniaków, ale przyznaje, że nowi znajomi często są zdziwieni, kiedy dowiadują się jaką dyscyplinę uprawia.

- Mama sama mnie zagoniła na treningi, a nawet się cieszy, że nie siedzę w domu. To jest jednak bicie się po buzi i myślę, że wielu rodziców ma z tym problem, ale moja mama nie miała z tym żadnego problemu. Znajomi trochę się dziwią i na początku jest zawsze "wow", ale nie traktują mnie jakoś specjalnie inaczej. Natomiast siniak zdarzył mi się tylko raz, ale wszystko da się ukryć pod makijażem – dodaje D. Czernikiewicz.

Alicja, która dopiero skończyła pierwszą klasę gimnazjum, nie ma sprecyzowanych planów na przyszłość, na razie chce dalej trenować i zdobywać trofea. Natomiast Dominika podjęła ostatnio jedną z ważniejszych decyzji, która będzie miała na pewno wpływ na jej przyszłość, zarówno zawodową, jak i sportową.

- Po pierwszym roku w liceum zmieniłam szkołę i przenoszę się do Gdańska. Chciałabym studiować oceanografię i w Gdańsku jest jedyny taki wydział, więc tam będę miała lepszy start na studia. Niemniej chciałabym dalej trenować, bo jest to moja pasja i będę o tym rozmawiała z trenerem, gdyż nadal chcę reprezentować barwy Dragona – zapewnia 17-letnia zawodniczka Dragona.

- Na razie nie wiem co będzie w przyszłości, czy chcę postawić na kickboxing, ale wiem na pewno, że chciałabym spróbować walki zawodowej. Na razie chcę dalej trenować i zobaczymy jak to będzie po skończeniu gimnazjum. Natomiast co do najbliższej przyszłości, to liczę na udany występ na Mistrzostwach Europy, a w przyszłym roku chciałabym powalczyć o medal Mistrzostw Świata – dodaje 14-letnia Alicja Siebyła, która na swoim koncie ma trzy Mistrzostwa Polski, Pucharu Polski i Puchary Europy, a obecnie jest członkiem kadry narodowej.

Ich siłą jest... siła

Zaprzeczeniem stwierdzenia "słaba płeć" są też Karolina Staszewska i Aleksandra Surus, zawodniczki starachowickiego Wikinga. Trenują trójbój siłowy i crossfit - dyscypliny, które wymagają siły i wytrzymałości, a zawodnicy mierzą się z setkami kilogramów.

- Od zawsze siedziałam w jakimś sporcie, najpierw trochę tańczyłam, później jeździłam konno, była gimnastyka, a także kickboxing i trójbój siłowy. Ciężki trening nie jest dla mnie czymś nietypowym, bo jestem zdyscyplinowaną osobą. Z każdym treningiem jest coraz lepiej - mówi Aleksandra Surus, która w szczególny sposób łamie stereotypy, bowiem sporty siłowe trenuje od października zeszłego roku, a wcześniej była zawodniczką... Dragona.

W przypadku Karoliny Staszewskiej, która z Wikingiem związana jest od wielu lat, zamiłowanie do sportów siłowych zawdzięcza ówczesnemu chłopakowi, a teraz już mężowi Arkadiuszowi Staszewskiemu. Poznali się jednak w szkole, a nie na siłowni.

- Znaliśmy się ze Szkoły Podstawowej nr 13 i to Arek zaciągnął mnie na siłownię, chociaż wcale tego nie chciałam. Mówiłam, że tu są same chłopy i nie chcę iść.. Jednak poszłam i mi się spodobało. To było jakieś 12 lat temu. Na początku trenowałam kulturystykę czy fitness, ale pojawił się także trójbój siłowy – wspomina Karolina Staszewska.

Treningi na siłowni okazały się strzałem w przysłowiową dziesiątkę, bowiem Karolina Staszewska wywalczyła kilka medali Mistrzostw Polski w trójboju siłowym, a także zajęła czołowe lokaty na Mistrzostwach Europy w Ostrawie i Pilznie. Teraz zawodowo trenuje crossfit.

- Jak każda kobieta w pewnym wieku stwierdziłam, że chcę super wyglądać, dlatego zajęłam się crossfitem, który w Polsce nie był jeszcze 5 lat temu popularny. Najprościej mówiąc, jest to trening całego ciała, jeśli ktoś chce to robić wyczynowo, to musi się nauczyć kilku elementów. To są różnego rodzaju ćwiczenia połączone ze sobą, a efektem ubocznym tych treningów jest fajny wygląd. Niemniej trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia i silnej woli. Treningi są krótkie, ale bardzo intensywne – opowiada K. Staszewska.

Jak przyznają zawodniczki Wikinga, wśród znajomych i rodziny było i nadal zdarza się pewne zdziwienie, że akurat tę dyscyplinę sportu uprawiają, ale są to tylko chwilowe reakcje.

- Na pewno na początku wszyscy się dziwili, mówili, że ciężary i kobiety, to będzie dziwnie wyglądać. Niemniej nie było jakiś specjalnych sprzeciwów – zapewnia Karolina Staszewska.

- Zabawne jest kiedy faceci dowiadują się, że trenowałam kickboxing, a teraz trójbój. Trochę się wycofują i są ostrożni, ale to jest zabawne. Dla mnie sport jest czymś bardzo ważnym, ale nie wiem czy to moja przyszłość. Myślę o anglistyce albo dietetyce, to się jeszcze zobaczy – dodaje A. Surus.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ