reklama

Troska źle pojęta

Mimochodem

 

"Módlmy się, żeby ludzka rasa nigdy nie uciekła z Ziemi, by gdzie indziej rozprzestrzeniać swoją niegodziwość"- napisał C.S. Lewis. Tak, tak, ten od krainy Narnii. A zacytował go William Paul Young w "Chacie", książce, która wcale nie miała zostać bestsellerem. 

Tymczasem już w pierwszych miesiącach osiągnęła rekordową sprzedaż, szybko też została zekranizowana. Mimo – jak się wydaje – zupełnie nieatrakcyjnego tematu. Jest bowiem rozmową z Bogiem w trzech postaciach. Dla przeciętnego Polaka te postaci właśnie mogą być szokujące. Bogiem jest bowiem czarnoskóra kobieta, Jezusem – Arab izraelskiego pochodzenia, a Duchem Świętym – Azjatka. Podkreślam tę różnorodność kulturową, gdyż nie znajduje ona akurat uznania w oczach polskiego społeczeństwa, zachęcanego przez władzę do piętnowania polityki multi – kulti. Jakby przez wieki Polska była krajem jednorodnym narodowościowo! Co ciekawe, napisana ponoć przez niedoszłego protestanckiego pastora książka, stała się wręcz drugą Biblią dla... katolików. Bo próbuje – jak się ją anonsuje - odpowiedzieć na odwieczne pytanie: "Gdzie jest Bóg w świecie tak pełnym niewysłowionego bólu?" Ale nie o nietolerancji i mowie nienawiści oraz grzechach wobec bliźniego tym razem.

Zła na naszej planecie pod dostatkiem. Dotyka przede wszystkim ludzi, nie oszczędza również zwierząt i przyrody. Tyle że to ludzie gotują planecie i wszystkiemu, co na niej żyje, paskudny los. Gotują od dawna, jeśli zauważył to już C.S. Lewis. Niegodziwości zresztą każdego dnia przybywa.

Południe. Na osiedlu "Żeromskiego" maszyny pracowicie zacierają ślady zbrodni. Miejsce po wyciętym na trawniku jedynym drzewie. Ani dużym, ani chylącym się ku ziemi. Na pracujących w pocie czoła drwali ma baczenie słusznie zbudowany mężczyzna. Na pytanie, skąd pomysł, by usunąć jedyne dające cień i zdobiące przestrzeń drzewo, zza warkotu maszyn dobiega także warknięcie. Mężczyzna traktuje mnie z góry (również dosłownie), zbywając krótko, że nic mi do tego. Nawet jeśli gdzieś w pobliżu mieszkam. Bo teren należy do bloku i jako jego mieszkaniec on może robić, co chce. A że w czasie wiatru z drzewa poleciały gałęzie na jego auto, wydał mu wyrok śmierci. I właśnie go wykonał.

Z magistrackich informacji wynika, że w Starachowicach wniosków o usunięcie drzew wpływa całkiem sporo. Niby nie zawsze w wydziale ochrony środowiska opiniuje się je pozytywnie, lecz faktem jest, że starachowiczanie pozbyliby się większości drzew. Niektóre zasłaniają okna, ale przede wszystkim mogą uszkodzić... pojazdy ustawione nieopodal.

Zatoczka dla pojazdów na osiedlu "Żeromskiego" jest rozległa. Zmieści się tam i dwadzieścia samochodów. Zawsze więc można było wybrać bardziej odległe od drzewa miejsce w trosce o swój kawał blachy. Bo to tylko blacha! Dziś ta, jutro inna ... Drzewo nie tak łatwo zastąpić. Co z tego, że ponoć w miejsce tego jednego zostanie zasadzonych kilka innych, kiedy zanim urosną, miną lata. Po to, żeby następny słusznego wzrostu mężczyzna znów wydał na nie wyrok śmierci, bo w ich korony będzie zaplątywał się jego dron. I zrobi to równie bezwzględnie, jak mężczyzna, który bezwzględnie potraktował mnie, kiedy zainteresowałam się nagłym działaniem drwali.

Drzewa wycinano zawsze. Pamiętam awanturę wokół topoli przy budynku straży pożarnej, których też już nie ma. Nawiasem mówiąc, i ulica Radomska, i ulica Konstytucji 3 Maja tonęły niegdyś w zieleni, po czym nie został nawet ślad. Ponieważ drzew nie ma na starachowickich ulicach znów tak dużo, nad każdym wypadałoby się pochylić dłużej, zanim odda się je pod topór. Czy naprawdę najważniejsze na ulicy jest dziś byle auto? Ważniejsze od drzewa?

Pamiętam rozmaicie kolejne kadencje samorządowe. Tę, kiedy niemal w przeddzień wyborów asfaltowano aleję Armii Krajowej. Tę ze słynną "aferą starachowicką". Nie chciałabym, by obecna kojarzyła mi się z masową wycinką drzew. Zresztą nie tylko mnie, bo przynajmniej jeszcze dwóm starachowiczankom, mocno ubolewającym pewnego czerwcowego dnia w miejskim autobusie – co podsłuchałam - że Starachowice stają cię coraz mniej zielone. "Godzi się to tak?" – spytałby pewnie C.S. Lewis, nawiązując do jego, wyrażonego słowem, jak wyżej, postrzegania Ziemian.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ