reklama

W poszukiwaniu swoich korzeni

Lista pamięci

W numerze

W poszukiwaniu swoich korzeni

Lista pamięci

 

Odwiedzają Starachowice, by odszukać przodków, którzy zginęli podczas Holocaustu i poznać miejsce, gdzie mieściła się Gmina Żydowska.

Od kilkunastu lat do naszego miasta przybywają potomkowie zamordowanych podczas II wojny światowej Żydów, a także potomkowie tych, którym udało się przeżyć. Przyjeżdżają do Starachowic, by poznać miasto, w którym rodzili się i mieszkali ich przodkowie.

W przedwojennych Starachowicach, w Wierzbniku, mieszkała społeczność żydowska, i - podobnie jak gminy żydowskie w innych miastach Polski - była wpisana w krajobraz naszego miasta. Podczas II wojny światowej na terenie Wierzbnika utworzono getto, w którym zgromadzono ludność żydowską. Zgromadzono ich w jednym miejscu, by następnie część rozstrzelać, część umieścić w obozie pracy, a pozostałych wywieźć do obozów koncentracyjnych. Potomkowie zarówno pomordowanych, jak i tych, którym udało się przeżyć, zwracają się do starachowiczanina, Macieja Frankiewicza z prośbą o pokazanie miejsc, w których mieszkali ich przodkowie.

Historia poznawania historii ludności żydowskiej w Starachowicach sięga momentu, kiedy Maciej Frankiewicz rozebrał bęben odkupiony od orkiestry harcerskiej i po wewnętrznej stronie membrany odnalazł dziwne wzorki, dziwne pismo. Był to fragment zwoju Tory z tekstem z Księgi Powtórzonego Prawa. Tekst ten przetłumaczył Józef Halperin, który po powrocie do Izraela opowiedział o tym, że w Starachowicach mieszka rodzina Frankiewiczów, z którą on nawiązał kontakt. Był to okres kiedy ziomkowska posyłały swoich przedstawicieli celem zobaczenia, jak wyglądają i czy przetrwały cmentarze żydowskie na terenie Polski. Benjamin Yaari, będący właśnie takim przedstawicielem, przywiózł od ziomkostwa byłych wierzbiczan prośbę od Jakuba Snira, dawnego wierzbiczanina. Tak nawiązała się współpraca między środowiskiem żydowskim a Maciejem Frankiewiczem, który na zaproszenie ziomkostwa pojechał do Izraela. Tam na spotkaniu poznał mi.n. Hannah Tencer, Ryfkę Mincberg, której pamiętnik odnaleziono na gruzach obozu pracy na Majówce, czy córkę piłkarza z Makabi Wierzbnik, panią Lucy Josef z domu Erlichson. Do Starachowic zaczęły przyjeżdżać wycieczki ludności żydowskiej.

- To się zaczęło chronologicznie rozgrywać - opowiada Maciej Frankiewicz - zaczęły się rewizyty. Powstał taki "szlak starachowicki", potem powstała Izba Pamięci Żydów w Starachowickim Centrum Kultury.

Do Starachowic zaczęło przyjeżdżać coraz więcej grup izraelskich, w każdej z nich znajdowali się i nadal się znajdują świadkowie Holocaustu. I to oni w starachowickich szkołach opowiadają historię Żydów polskich. Przyjeżdżały rodziny indywidualnie, rodziny dawnych Żydów wierzbickich z całego świata.

- Jest to niepoliczalna liczba - mówi Frankiewicz - dziś już nie prowadzę statystyk. Te teczki dziś się uginają. Przyjeżdżali i przyjeżdżają z odległych zakątków.

Wśród goszczących w Starachowicach był zarówno raper z Izraela, jak i członek kanadyjskiego zespołu Rush.

- Matka frontmana grupy Geddy Lee, pochodziła z Wierzbnika - opowiada Maciej - on był tutaj, by poznać swoje korzenie, zobaczyć skąd pochodzili rodzice.

Czego poszukują potomkowie Żydów przyjeżdżając do Starachowic? Chcą poznać miejsca, gdzie mieszkali ich przodkowie, gdzie znajdowały się domy, gdzie była synagoga. Zwiedzają cmentarz, a właściwie jego pozostałości.

- W Holokauście jest otchłań, gdy mówisz, że miałeś przodków tutaj. Ale po tych rodzinach często nie ma nic. Poza tym, że ktoś pamięta jakieś nazwiska (...). Nie ma po nich śladu, zginęły całe pokolenia (...). Dla nich lista sporządzona przez Judenrat w 1940 roku, która przetrwała ze zniszczonego archiwum, jest jedynym śladem - mówi Maciej Frankiewicz - śladem namacalnym. Na maszynie napisane nazwiska, daty urodzenia, miejsca zamieszkania czy zawody. I to jest tylko tyle (...). Oni się z tą listą fotografują, ile razy była ona kserowana! (...) Jest to jedyny ślad obecności kogoś z rodziny (...). To są strzępy...

Ludzie, którzy odnajdują na liście czy macewach (nagrobki żydowskie - przyp. red.) nazwiska swoich przodków, płaczą ze wzruszenia, odmawiają modlitwę za zmarłych. Dla części z nich, te nazwiska to jakikolwiek, namacalny ślad ich przeszłości.

(zaz)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ