reklama

Na innych łamach

"Newsweek" nr 29

"Wraca strach" – zauważa prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog i politolog, rozmówczyni Aleksandry Pawlickiej. "Strach jako narzędzie demoralizacji. Ludzie, gdy im dać przyzwolenie, chętnie pławią się w strachu innych".

"Byłam zaproszona przez pana Klatę na premierę "Wesela", gdy odchodził z dyrekcji Starego Teatru w Krakowie. Towarzyszyła temu demonstracja narodowców na Rynku Głównym. Czarne flagi i okrzyki: "Śmierć wrogom ojczyzny!" Dwa światy. Świat przemocy, brutalizacji, czarno – białego widzenia, wzmacniany przez PiS po to, aby osłabić ludzi pielęgnujących przyzwoitość i wewnętrzną wolność. Do czego to prowadzi? Do zaniku, a może wręcz eliminacji z życia publicznego środowisk inteligenckich." Antyelitaryzm podoba się wyborcom PiS. To najlepszy dowód na to, że tej partii udaje się niszczyć tkankę społeczną. Przecież likwidacja gimnazjów, wyrzucanie z małych miast wyższych uczelni, zawłaszczanie muzeów historycznych i mediów publicznych obniża poziom intelektualny społeczeństwa. Tego się szybko naprawić nie da. "Świadczy to jednak nie tylko o sile władzy, ale i jej kompleksach. A także o słabości obojętnego wciąż społeczeństwa. /.../ Przywołam przykład z własnego podwórka. Gdy Szyszko ciął w całej Polsce drzewa, w mojej Podkowie Leśnej nie było wycinki, bo tu nie wypada. Tu jeden drugiemu patrzy na ręce, tu większości zależy, aby utrzymać standardy. Bo jest to w interesie mieszkańców. To samo trzeba zrobić w skali całego kraju." Uświadomić ludziom, że niszczy się teraz to, na co czekali przez lata. Robimy właśnie olbrzymi krok w tył. Zdemoralizowane społeczeństwo wydobędzie z każdego z osobna najgorsze instynkty. Już ich demonstrowanie zaczyna niektórym sprawiać przyjemność. "Te wszystkie lumpy, które dostają od władzy usprawiedliwienie dla wyrażania agresji, rosną w siłę. Coraz częściej w kolejce WKD czy w autobusach – bo poruszam się komunikacją publiczną – widzę, że ludzie starszego i średniego pokolenia, którzy uważali, że bolszewickość mamy już za sobą, że przeszliśmy na jasną stronę, znów ją wyczuwają."

"Gość Niedzielny" nr 27

O mechanizmie przestępstw w aferze reprywatyzacyjnej w stolicy, odpowiedzialności prezydent Warszawy oraz o sposobie na wyjście z sytuacji mówi Bogumiłowi Łozińskiemu w "Mafii reprywatyzacyjnej" Jan Śpiewak, radny dzielnicy Warszawa Śródmieście.

Komisja reprywatyzacyjna ma już dowody na to, że państwo polskie, zwłaszcza zaś warszawski samorząd, nie występowały po stronie interesów publicznych, lecz po stronie przestępczych układów. "Według mnie władze Warszawy najbardziej obciąży nietraktowanie nieruchomości, których właściciele zginęli w czasie wojny i nie mają spadkobierców, jako własności miasta. Mamy w stolicy tysiące takich obiektów, których miasto nie przejęło." Społeczeństwu należy się wyjaśnienie, dlaczego mafia mogła przejmować nieruchomości, na czym tracili przede wszystkim lokatorzy kamienic. Zgodnie z dekretem Bieruta z 1945 r., budynki, które przetrwały wojnę można było zatrzymać, a grunty przekazać w dzierżawę, tylko trzeba było złożyć w ciągu kilku miesięcy odpowiedni wniosek. Zrobiło to kilkanaście tysięcy osób, ale większość wniosków odrzucono. Teraz występują o zwrot tych nieruchomości i gruntów, powołując się właśnie na ten dekret, i otrzymują je w naturze. Patologią jest natomiast to, że grunty zwraca się ludziom, którzy nigdy ich właścicielami nie byli. Dziś zresztą na tych terenach stoją już nowe budynki. Niestety, polskie sądy dały taką możliwość i szybko pojawili się tzw. handlarze roszczeń. Z szacunków wynika, że 10 proc. z 4 tys. decyzji wydanych przez warszawski ratusz było podjętych z naruszeniem prawa. Chodzi o majątek wart kilkadziesiąt miliardów złotych. Na niekonstytucyjnym prawie wyrósł ogromny biznes, skrzywdzono wielu ludzi. "Obecnie prokuratura prowadzi 175 postępowań w sprawie stołecznej reprywatyzacji. Działa komisja reprywatyzacyjna /.../. Jednak według mnie konieczne są rozwiązania systemowe. PiS powinien przerwać reprywatyzację Warszawy według obecnych reguł, bo istniejący chaos prawny, uznaniowość, brak transparentności pozwalają na korupcję i łamanie prawa. Wyjściem jest wypłacanie odszkodowań, na które miasto stać."

"Polityka" nr 28

Dla PiS Zachód odgrywa rolę obcego. Partia przekonuje, że upada na naszych oczach z powodu polityki multi – kulti; przyjmuje uchodźców, którzy niszczą go od wewnątrz. Ba, dopuszcza się aborcji i eutanazji. Tekst Joanny Podgórskiej i Łukasza Wójcika mógł mieć zatem innego tytułu niż "Zachód znowu zgniły". Oczywiście, bez Ameryki. Ameryka bowiem – według PiS – po zwycięstwie Donalda Trumpa do Zachodu nie należy.

"Trump – tak jak PiS – uważa, że Europa jest zniewieściała, że potrzeba jej prawdziwych mężczyzn. Swoją drogą w takim myśleniu (nie w metodach) upodabnia się do islamistów. Trudno się dziwić, że Trump widzi sojusznika we Władimirze Putinie /.../". Wszak Putin wyrasta z podobnej tradycji. Również dla niego Zachód jest mechaniczny i bezduszny. Celem życia stał się komfort, podczas gdy dla Rosji – poświęcenie. Ponieważ obecna polska władza od Zachodu odciąć się nie może, stosuje łamaniec: "że Polska jest najprawdziwszym Zachodem; prawdziwszym od tego prawdziwego." Polacy widzą całą zgniliznę Zachodu na osobliwej zasadzie – "wciąż podoba się im audi, ale już niekoniecznie małżeństwa jednopłciowe." Antyzachodnie stereotypy, lansowane przez PiS, znajdują wielu zwolenników i budzą emocje, których od dawna nie było. "Trudno zaprzeczyć, że nie mając własnych wzorów, przyjmowaliśmy z Zachodu wszystko jak leci: gejów, poprawność polityczną, ochronę środowiska, prawa zwierząt (i sprzątanie kup po nich). To okazało się cywilizacyjnie nie do przełknięcia dla wielu, szczególnie dla słabiej wykształconych i starszego pokolenia. Dlatego pakiet w końcu został odrzucony. PiS dał sygnał, że nie ma już obowiązku być Europejczykiem: dbać o rządy prawa, niezależne sądy i sprzątanie kup po swoich psach." A że zawsze było nam bliżej do autorytarnych i konserwatywnych obyczajowo krajów byłego ZSRR niż zachodniej Europy, ogłaszamy się narodem niewinnych ofiar bez skazy, przed którym Zachód powinien chylić czoła. "I płacić, bo się należy." Nasz sposób postrzegania Zachodu zmienił się wraz z dewastacją edukacji. Oduczono ludzi udziału w kulturze. Powinna im wystarczać katecheza. To stąd sączył się lęk przed zachodnią, liberalną demokracją, aż stała się czymś obcym. Co z tego, że to trąci ciemnogrodem. Ale naszym, polskim! "I nie ma do czego aspirować, bo bycie białym, heteroseksualnym Polakiem katolikiem to wystarczający powód do dumy. Darmowy i nie wymagający wysiłku."

"Angora" nr 26

"Nie jest tak, że jak się płaci składki, to będą emerytury" – nie pozostawia złudzeń Robert Gwiazdowski, rozmówca Agatona Kozińskiego. Bo nie ma pewności, że nie trafi się jakaś katastrofa gospodarcza.

Gdy zabraknie pieniędzy, emerytury pójdą w dół. I nie jest istotna wysokość świadczenia, ale ile za te pieniądze kupi się lekarstw. Emerytura nie ma tej samej siły nabywczej. Z roku na rok słabnie. Zresztą, w ZUS-ie i tak pieniędzy nie ma. "Żyjemy mirażem, że płacimy składki tylko na własne emerytury. Nieprawda. One idą na obecne emerytury, a nam pozostaje mieć nadzieję, że nasze dzieci będą też płacić składki, z których zostaną sfinansowane nasze emerytury." Jest tylko jeden szczegół: nie ma w Polsce dzieci. Zmagamy się z klęską demograficzną. Tak mała liczba dzieci w przyszłości nie da rady utrzymać rzesz emerytów z poprzedniego wyżu demograficznego. Dlatego aż prosi się emerytura obywatelska. I stworzenie systemu dobrowolnych oszczędności emerytalnych. "Jasna sytuacja – jeśli ktoś chce mieć wyższą emeryturę niż tylko minimalna, powinien na nią samodzielnie odkładać." Inwestować można dowolnie. W złoto, w obrazy, wino, cokolwiek. Jak przyjdzie krach, nic nie zostanie z emerytur państwowych. Poza tym, nie ma czegoś takiego, jak państwo. "To nie jest samodzielny byt. Państwo to my wszyscy – bo wspólnie podejmujemy decyzje o tym, kto ma rządzić krajem. Na jakiej podstawie możemy uznać, że dana osoba jest w stanie wybrać właściwą osobę do rządzenia państwem, skoro ona nie umie zadbać sama o siebie? Bo przecież emeryturami będą zarządzać urzędnicy wyznaczeni przez polityków wcześniej wybranych w wyborach." Emerytura obywatelska, choć niewysoka, będzie jednak pewna. I nawet nie chodzi o to, by w parze z minimalnym świadczeniem szła edukacja społeczeństwa. Państwo ludzi rozleniwia, więc i niczego nie nauczy. Polacy muszą nauczyć się sami. "Ludzie mają naturalne odruchy. Jak niedźwiedź, który kiedy zbliża się zima, zaczyna jeść na zapas. Skąd on wie, że musi tak zrobić, skoro nie chodził do podstawówki? Bo ma naturalny odruch." Dziś już chyba każdy widzi, że nie będzie miał kto w przyszłości zarabiać na emerytury. Pewnie, że lepiej iść za populistycznymi obietnicami. Za trzynastą emeryturą na przykład. Tyle że i Salomon z pustego nie naleje. Pewnie, że można głosować na populistów. Ale tylko po to, żeby wybrańców posadzić na stołkach w Orlenie lub PZU. Mając tę świadomość, można oczywiście wierzyć: my damy dwa razy więcej emerytom! Niestety, nikt nie słucha prawdy. "A prawda brzmi następująco: w ZUS-ie nie ma żadnych pieniędzy. W związku z tym nie można myśleć w takich kategoriach, że jak się teraz płaci składki, to w przyszłości będzie się otrzymywać emerytury." Lepiej skupić się na tym, jak stworzyć system, który pozwoli nam mieć więcej.

"Nie" nr 24

"Skarb w burdelu" odnalazł Piotr Borowiecki. Nieświadomym wyjaśnia, że fiskus to teraz jedna Krajowa Administracja Skarbowa.

Do 1 marca br. działało w Polsce 16 izb skarbowych, 400 urzędów skarbowych, 16 izb celnych, 45 urzędów celnych, 16 urzędów kontroli skarbowej. Dla większości podatników nie ma to znaczenia, chyba że stracili przy zwrocie nadpłaty podatku za ub. rok 21 zł. Za przekaz pieniężny. Tyle bowiem kosztowało wysłanie pieniędzy przez pocztę. A teraz chcą się kłócić z fiskusem, że nieprawnie, gdyż podawali numer rachunku bankowego. Wszystko przez reorganizację. Długo w KAS nie wiedziano, kto gdzie będzie pracował. Kierowników pozwalniano. Po zmianach pojawiły się nowe biura i wydziały. Wśród pracowników przeprowadzono czystki. I choć zgodnie z ustawą o konkretnym miejscu pracy miały decydować kwalifikacje, doświadczenie i dotychczasowe osiągnięcia - nie decydowały. Ministerstwo oczekiwało od nowych dyrektorów rewolucji i ją dostało. Umiejętności stały się wręcz przeszkodą. Tych, którzy za dużo umieli, delegowano jak najdalej od spraw, którymi się zajmowali od lat. "Dzięki temu w jednym z dotychczasowych urzędów w Świętokrzyskiem pani, która od 15 lat z sukcesami tropiła wyłudzaczy VAT –u, teraz zajmuje się rejestrowaniem NIP. Takich przykładów w skali kraju są tysiące. /.../Ustawa wspominała coś o miejscu zamieszkania urzędnika. /.../ Tyle że zespoły przygotowujące angaże dla wyrobników fiskusa nic sobie z tego nie robiły. Dzięki temu pracownik skarbowy pracujący i mieszkający dotychczas w Końskich od czerwca musi meldować się w robocie w odległych o 40 km Kielcach. Żeby było symetrycznie, ludzie mieszkający w Kielcach muszą popieprzać do roboty w Końskich. Aha, nikt z nich nie dostaje z tytułu pracy poza miejscem zamieszkania ani złotówki więcej." Szefów interesowało jedynie to, żeby pracownik nie był esbekiem. Wszyscy urodzeni przed 1 sierpnia 1992 r. musieli się więc zlustrować. "Skarbówce nowych miejsc pracy to nie przysporzy, ale IPN – owi owszem." Celnicy nie dali się tak łatwo zastraszyć. Dostaną tyle samo pieniędzy, lecz tylko mundurowi. I będą traktowani jak mundurowi. Z przywilejami. W KAS pozostało ponoć 95 proc. dotychczasowych pracowników. Na emerytury odeszło 3 tys. osób. Musieli, mimo że rząd nagłaśnia projekt niekierowania ludzi na emerytury, w zamian za sowitą premię. Bo w KAS jest miejsce tylko dla młodych, zdolnych i kreatywnych. Tyle że na odprawy dla zwalnianych i szkolenia nowo przyjętych pójdą miliony. Z naszych kieszeni. Po to, żeby żółtodzioby kontrolowali i karali małe firmy. PiS z korporacjami przecież nie walczy.

"Twój Styl" nr 6

"Udanych wakacji" życzy dr Frederic Saldmann, francuski kardiolog i dietetyk. Podpowiada, jak odpoczywać, żeby wypocząć.

Najnowsze badania dowodzą, że organizm regeneruje się już w osiem dni. Dzień więcej nie przynosi dodatkowych korzyści. "Wierzę w regułę 8+1+5. Warto zaplanować wypoczynek 8 tygodni wcześniej, bo już samo oczekiwanie na urlop odstresowuje. Odpoczywać tydzień. A potem przez 5 tygodni wspominać wakacje, bo tak długo utrzymuje się ich pozytywny wpływ na organizm. Wynika z tego, że najlepiej brać tygodniowy urlop raz na trzy miesiące. W skali roku będziemy mieć tyle samo wolnego, a skorzystamy bardziej, niż wypoczywając rzadziej, ale dłużej." Ba, trzytygodniowy urlop może nawet zaszkodzić! Długi odpoczynek bowiem – co udowodniono – powoduje spadek odporności organizmu. Traci się przy tym sprawność intelektualną. Chwilowo i nie zawsze, ale jednak. Po powrocie do pracy dłużej się do siebie dochodzi. Wyjeżdżając na urlop najlepiej nie mieć przy sobie telefonu na stałe. A jeśli już doń zaglądać, to najwyżej raz dziennie. Nie należy ponadto spędzać wakacji leżąc przy basenie. To raczej męczy. Tak jak i dłuższe spanie. "Nadmiar snu jest szkodliwy: więcej niż 9 godzin dziennie zwiększa ryzyko nagłej śmierci. /.../ Co ciekawe, podczas wakacji nasilają się choroby skóry wywołane przez bakterie i wirusy, np. trądzik, a łagodnieją te, które wywołuje napięcie nerwowe, np. łuszczyca." Zrelaksować się można i w czasie weekendu. Byle aktywnie. Nie na kanapie czy kocu, bo na pewno się nie wypocznie, jak należy. "Nasz organizm jest jak automatyczny zegarek – ładuje się w ruchu." Zaleca się zatem sport, wycieczki. Za każdym razem powinien dochodzić nowy element. Mózg lubi, jak się coś dzieje. "Rutyna, przewidywalność, monotonia wpływają na niego źle." Trochę ryzyka na pewno nie zaszkodzi. "Ważne, by w wolnym czasie dobrze się bawić. Spędzać czas z przyjaciółmi. /.../ Gdy ktoś chce odpocząć i nabrać sił, nie powinien zmuszać się do robienia w wolnym czasie tego, czego nie znosi, np. porządków. Lepiej być szczęśliwym w zakurzonym mieszkaniu niż smutnym w wysprzątanym."

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ