reklama

16-latek w Wiśle Kraków

Maciej Śliwa to szesnastoletni starachowiczanin, piłkarz w klubie Wisły Kraków. Jest absolwentem Szkoły Podstawowej nr 1 im. Jana Kochanowskiego w Starachowicach oraz Gimnazjalnego Ośrodka Szkolenia Sportowego Młodzieży w Ostrowcu Świętokrzyskim. Swoją przyszłość wiąże z boiskiem - chce być zawodowym piłkarzem, w tym kierunku podążą i spełnia swoje marzenia.

- Maciek, pamiętasz jak wyglądało twoje pierwsze boisko?

- Pierwsze boisko? (śmiech) Przeważnie graliśmy z kolegami na ulicy albo na swoich podwórkach. Na drodze, przy której mieszkałem, nie było dużego ruchu, więc też nie stwarzaliśmy zagrożenia dla kierowców...

- Rodzina i przyjaciele wspierali cię w dążeniu do postawionego sobie celu czy raczej mówili, żebyś odpuścił?

- Nigdy nie zdarzyło się, aby ktoś z moich bliskich czy przyjaciół twierdził, że powinienem zostawić piłkę. Wszyscy raczej mnie wspierali w tym co chcę robić, zarówno rodzina, jak i przyjaciele.

- Skoro miałeś motywację, to łączyłeś piłkę z nauką w szkole, czy raczej szkoła była na drugim miejscu?

- (Śmiech) Właśnie z tego miejsca pozdrawiam swoich byłych nauczycieli. Dla mnie priorytetem nie była nauka, raczej gra w piłkę. Wiedziałem, że jeżeli chcę spełniać swoje marzenia, to muszę im pomóc i ciężko na to pracować. Nic w życiu nie przychodzi od tak, niestety. Wszystko, co się dzieje wokół nas, jest konsekwencją pewnych zdarzeń, na które my mamy realny wpływ.

- A pamiętasz swój pierwszy klub?

- Oczywiście, między innymi od tego zaczęła się moja przygoda z piłką. Naprzeciwko mojego rodzinnego domu mieszkał mój dobry kolega, Wiktor - starszy o 2 lata. Zawsze grałem z nim przed domem. On już wtedy trenował w klubie piłkarskim "Sokół Starachowice" i to on zabrał mnie na pierwszy trening. Od tego się wszystko zaczęło i jestem mu za to niezmiernie wdzięczny.

- Odczuwałeś czasem chwile bezsilności i chciałeś z tym skończyć?

- Tak, wydaje mi się, że w życiu każdego człowieka są te lepsze i gorsze chwile, są wzloty i upadki. Wszystko też zależy od rozwoju osobistego, od postępów. Był taki okres w moim życiu - trwał pół roku, kiedy całkowicie zrezygnowałem z treningów i gry. To lata szkoły podstawowej, a swój wolny czas wolałem spędzać ze znajomymi niż jeździć na treningi. Wtedy też trenerzy z klubu Sokół namówili mnie, żebym powrócił do piłki i po tak długiej przerwie z powrotem wróciłem na boisko.

- Jakbyś miał określić swoją drogę zawodową, to gdzie jesteś teraz?

- Gdzie jestem? To dobre pytanie. Staram się o tym nie myśleć, raczej skupiam się nad tym, co jeszcze przede mną, dążyć do swoich celów, realizacji marzeń.

- Czujesz się spełniony, czy masz w sobie w sobie poczucie, że mogłeś zrobić coś lepiej? Nie tylko na boisku?

- Tak, czuję się spełniony, bo robię to, co kocham. Dla niektórych piłka to tylko gra, a przy okazji zabawa. Dla mnie to całe życie, pasja, która nigdy się nie znudzi. Na pewno szkoda mi tego pół roku, które sobie kiedyś odpuściłem.

- Masz kogoś z kim dzielisz radości i smutki?

- Wiem, że gdy mam jakiś problem, to zawsze mogę się zwrócić do rodziny, cioci bądź swojej osobistej dziewczyny. Wszyscy wspierają mnie w tym co robię i wiem, że chcą dla mnie dobrze.

- Ile Maciek Śliwa strzela przeciętnie w sezonie goli na boisku?

- Ile bramek? Różnie - raz się zdarza lepszy a raz słabszy sezon i tych bramek jest raz więcej ale i też czasem mniej, to normalne. Nie przejmuję się tym szczególnie, bardziej skupiam się na rozwoju osobistym.

- To już na koniec, czego byś sobie życzył?

- Hmm.. Na pewno jak każdy piłkarz nie chcę złapać kontuzji, która uniemożliwiłaby mi grę i dalszy rozwój. W ogóle uważam, że nie powinno ich być, są zbędne. Na pewno chciałbym grać jak najdłużej się da. Najlepiej w jakiejś silnej lidze za granicą, ale wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną, żeby się tam znaleźć.

- Dziękuję za rozmowę.

Maciej Cieciora

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ