reklama

Nasz telefon

Starachowickie Mazury

- Zaglądam latem na Piachy. Kąpieliska nie wstydzę się przed znajomymi spoza Starachowic. Ba, nawet mi zazdroszczą, że miasto tak zadbało o wypoczynek mieszkańców. Zachęca do plażowania jasny piasek nad wodą. Miłym akcentem są ustawione nieopodal ławeczki. No i te słomiane parasole, niczym w egipskim kurorcie! Przebieralnia i pomieszczenie ratowników przyciągają wzrok grafficiarską elewacją. Najbardziej jednak wdzięczna jestem za plac zabaw dla dzieci. Co ważne, zbudowany w cieniu drzew, nie tak jak niektóre na moim osiedlu "Skałka". Tu, choć zieleni nie brakuje, najmłodsi mają nieco bardziej odsłonięte tereny. Plenerowa siłownia dopełnia relaksowego obrazu Piachów. Pomyślałam sobie, że po podobnym przeobrażeniu Lubianki, w wakacje nie trzeba będzie wyjeżdżać ze Starachowic, bo i po co? Prawie u nas, jak na Mazurach - telefonuje trzydziestolatka, jak się przedstawiła, mimo że wie, iż "prawie" robi różnicę.

Tam, gdzie nie ma zakazu

- Na trawnikach w spółdzielczych osiedlach pojawiają się tabliczki z zakazem wyprowadzania tamże psów. Ponieważ takiej nie było na pobliskim placu zabaw dla dzieci, wczesnym rankiem właśnie obok zjeżdżalni i piaskownicy widziałam spacerujących ze swoimi czworonożnymi pupilami. Później były tego efekty... w postaci psich odchodów. Żaden przecież z takich pseudomiłośników zwierząt nie schyli się, by sprzątnąć po ulubieńcu. Na palcach jednej ręki policzy się prawdziwie porządnickich, mimo że ponoć w Starachowicach już ustawiono specjalne kosze z torebkami. Ale gdzie? Ponieważ nie zdobyłam się na zwrócenie uwagi mężczyźnie spacerującemu z psem na placu zabaw, później musiałam sprzątnąć nieczystości sama, żeby wnuczek i inne dzieci mogły się swobodnie bawić – sumituje się mieszkanka Szlakowiska.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ