reklama

Profesjonalni, perfekcyjni, potrzebni

Mimochodem

 

Ilu mieszkańców wie, że nie tak dawno temu w kilku starachowickich placówkach kultury nastąpiły zmiany na stanowiskach dowodzenia? Ilu starachowiczan potrafi wymienić nowe nazwiska? Mało kto. Zresztą po co? Przecież poprzedników też nie znali, choć ci lata kierowali kulturą w mieście. Czy gdyby nie oni, imprezy by się nie odbywały? Z pewnością oferta byłaby podobna, niemniej jednak ludziom kultury trochę skąpi się pochwał. Tymczasem stoją za każdym występem na miejscowych scenach, za rozmaitymi warsztatami, kółkami zainteresowań, wystawami, projekcjami, etc.

O ile o poprzednich szefach SCK, SDK czy biblioteki w d. empiku mogłabym powiedzieć więcej, o tyle o świeżo powołanych w ich miejsce wiem niewiele. Tyle że są to kobiety; widzę je podczas masowych imprez. Poznałam jedynie dyrektorkę spółdzielczego domu kultury, gdyż – jako lokatorka spółdzielczych zasobów i członkini SSM – kilka razy skorzystałam w tym roku z możliwości wyjazdu do radomskiego teatru. Już za to, jak również za ciekawe wieczory "W Koło Macieju" - cykl spotkań z interesującymi starachowiczanami – należą się słowa uznania. SCK, biblioteka podobnie nie spuszczają z tonu. Mają swój stały repertuar, którego realizacji się trzymają. A że nic się samo nie dzieje, aż się prosi od czasu do czasu autoreklama i plany na przyszłość w tej dziedzinie.

Festiwalu filmów dokumentalnych WATCH DOCS, i tegorocznej drugiej edycji, nie byłoby w czerwcu, gdyby nie jego pomysłodawca i inicjator. Jak udało mu się skłonić dyrektora muzeum Wielkiego Pieca, by pokazy odbywały się w tamtejszym kinie Kotłownia? Toż to najlepsze z możliwych miejsce! Nigdzie indziej podobnej atmosfery nie udałoby się stworzyć. Choć może się mylę, gdyż ten festiwal to również (jeśli nie przede wszystkim) osoba jego prowadzącej. Czyniącej to w sposób perfekcyjny - i to bez jakichkolwiek skojarzeń z innymi kochającymi kino... Niebywałe, że ktoś taki Starachowicom się przydarzył. Bez niej i Kino Konesera w Heliosie byłoby uboższe.

Innymi słowy, do nietuzinkowych osobowości w kulturze mamy szczęście. Na razie trudno mi sobie wyobrazić MDK bez, długo nim kierującej, kolejnej profesjonalistki. To nie tylko moje zdanie. Również osób, które po osiągnięciu dorosłości opuściły życzliwe mury placówki. Dziś zawodowo odnajdujących się w tej branży. I to z dużymi sukcesami na ogólnopolskim rynku artystycznym. "Swojej niegdysiejszej" dyrektorce publicznie nie szczędzą pochwał.

Bez sklepów wielkopowierzchniowych miasto traci w oczach mieszkańców. Bo jakże może ich nie być?! Tak jak i parkingów dla aut! Starachowiczan mniej obchodzi to, czy będzie się rozwijała komunikacja publiczna niż obecność jakiejś zatoczki dla pojazdów przed blokiem. Dbałość o zieleń też jest czymś drugorzędnym. Przegrywa z asfaltem i kostką brukową. Nie do wiary, że tego lata na rynek trafiły drzewa! W donicach. Ale od razu plac wypiękniał. A przecież można było pomyśleć o takich samych (karłowatych?), lecz naturalnie rosnących, jeszcze na etapie projektowania rynku. Przestrzeń bez ozdób miała pozwolić na organizowanie tam imprez. Jak teraz widać, i przy drzewach miejsca byłoby dosyć. Tym bardziej że plenerowe zdarzenia odbywają się już wszędzie w mieście.

Wielki Piec w rękach obecnie rządzących to prawdziwa perełka. Za sam Blues pod Piecem pozwoliłabym im spocząć na laurach. Ale tylko ze 200 - 300 osób pomyśli podobnie do mnie. Ci, którzy wtedy na Wielki Piec zachodzą. I on przegrywa z centrami handlowymi. Choć i tam dociera kultura, np. okolicznościowe wystawy; w wakacje można było obejrzeć zdjęcia chóru Concentus.

Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie kultury. To oni kierują do starachowiczan tak różnorodną ofertę. Nie ma tygodnia, żeby na niniejszych łamach nie zapowiadano czegoś wartego zobaczenia w lokalnych placówkach kultury. Część imprez obrasta patyną, ze względu na swą powtarzalność... w niepowtarzalności. Odbywają się systematycznie, co jakiś czas. Gdyby nie ich organizatorzy, ich wiara w powodzenie przedsięwzięcia, w odbiorców ich propozycji, choćby i nie tak znów licznych, Starachowice byłyby szare i smutne. Aż się chce zawołać, by się pokazali: animatorzy, animatorzy, animatorzy kultury!

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ