reklama

Przyznał się, że udusił żonę

Ruszył proces 37-letniego starachowiczanina

Na okładce

Przyznał się, że udusił żonę

Ruszył proces 37-letniego starachowiczanina

 

Przed Sądem Okręgowym w Kielcach rozpoczął się proces Kamila T. oskarżonego o zabójstwo swojej żony w 2014 roku. Ciało denatki znalazł ojciec oprawcy i zawiadomił policję. Prawda, że małżonek upozorował jej samobójstwo, wyszła na jaw po niemal trzech latach.

Do tragicznych wydarzeń doszło na początku maja 2014 r, w naszym mieście. Początkowo wszystko wskazywało, że 30-letnia kobieta się powiesiła. Mąż (34 lata) mówił policji, że nie mieszka z żoną i nie widział się z nią tego feralnego dnia. Twierdził też, że przyczyną samobójstwa mogła być zazdrość. Wydawało się więc, że kobieta popełniła samobójstwo. Prokuratura badała jednak, czy ktoś nie przyczynił się do śmierci 30-latki. Przesłuchano świadków i zabezpieczono ślady, ale nie można było udowodnić, że doszło do zabójstwa i sprawę umorzono. Funkcjonariusze z Wydziału Kryminalnego i Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach cały czas zajmowali się jednak sprawą i zdecydowali, że zbadają wariografem męża zmarłej. Badanie utwierdziło ich w przekonaniu, że kobieta nie popełniła samobójstwa, a do jej śmierci przyczynił się Kaml T., który upozorował samobójstwo, żeby zatrzeć ślady zbrodni.

Rzeczywistość była jednak inna niż opowiadał Kamil T. Nie mieszkali już ze sobą, on miał założoną Niebieską Kartę. Proces o zabojstwo rozpoczął się 17 lipca br. Przed sądem mówił, że żonę i syna bardzo kochał, nie była jednak dla niego dobra, podejrzewał, że go zdradzała. Przyznał, że ich relacje nie należały do łatwych i często się kłócili. Powiedział też, że w nerwach mógł ją obrazić, ale nigdy jej nie uderzył. Zaprzeczyła temu przyjaciółka kobiety, świadek w trwającym procesie o zabójstwo Anny T. Zeznał też, że żona ciągle do niego wydzwaniała, mówiła, że chce się pogodzić, więc poszedł do niej zapytać, "co ma mu do powiedzenia".

- Mówiła, że mnie już nie kocha, że to nie ma sensu i zaczęła mnie wyzywać. Byłem bardzo tym zdenerwowany, wziąłem sznurek (...) owinąłem jej ręce i zarzuciłem jej na szyję….

Później wypił alkohol i poszedł do piwnicy, gdzie próbował odebrać sobie życie (...) Ponowił samobójczą próbę także w lesie, w końcu podciął sobie żyły, zadzwonił do ojca i trafił do szpitala.

Za zabójstwo grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Przypomnijmy, ojciec oskarżonego, który znalazł ciało kobiety, jest byłym policjantem starachowickiej komendy. Sprawę przejęła więc prokuratura w Skarżysku-Kamiennej, a śledczy w Busku-Zdroju pod lupę wzięli działania prokuratora, policjantów i biegłego sądowego w naszym mieście, badając czy w sprawie nie doszło do nieprawidłowości.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ