reklama

Sytuacja bez wyjścia?

Mimochodem

 

Za chwilę na emerytury odejdą tysiące pielęgniarek. Już średnia wieku pracujących oscyluje wokół pięćdziesiątki. Młode, po studiach, ze znajomością języków obcych, przebierają w ofertach unijnych krajów, gdzie nie dość że czeka na nie wyższa płaca, to również zdecydowanie większy szacunek dla ich pracy. 

Na Zachodzie pielęgniarka to prawie lekarz. W Polsce wciąż jest traktowana z góry: " Siostro, basen", w ostateczności zaś: "Siostro, skalpel". Średnich szkół pielęgniarskich nie ma, nic dziwnego, że absolwenci pielęgniarstwa z tytułem magistra chcą czegoś więcej. Tymczasem w polskich szpitalach każe się im stać w ostatnim szeregu. I nikt nie staje w ich obronie, choć to one bez przerwy tkwią przy łóżkach pacjentów, śledząc postępy leczenia. Niedługo w jeszcze mniejszym składzie. Jak na dyżurze zostaną dwie – wszak ktoś drugi musi uzupełniać dokumentację, co zabiera całą zmianę – przyjdzie się cieszyć, że biały fartuch w ogóle widać.

Skracając wiek emerytalny rządzący mają nadzieję, że z pracy zrezygnują na przykład wszyscy mający pod opieką starych rodziców. Odciążą w ten sposób średni, ale z wyższym wykształceniem, personel medyczny. Zamiast trafić do szpitala, seniorzy pozostaną w domach na łasce swoich też nie najmłodszych najbliższych. Bo kto w szpitalu się nimi zajmie, jeśli pielęgniarek coraz mniej? Już teraz mile widzi się członków rodziny, kręcących się przy łóżkach obłożnie chorych w szpitalnych oddziałach. Ba, niekiedy wręcz takie zajmowanie się pacjentem to obowiązek! Sama kilka lat temu otrzymałam wskazówki, jak sobie radzić ze starszą osobą po operacji, nie czekając na pielęgniarkę, która i bez tego ma pełne ręce roboty! To i tak dobrze, jeśli ma kto zapoznać opiekuna z instrukcją obsługi seniora, inaczej można się tylko miotać w ogólnej bezsilności.

Mama koleżanki z dnia na dzień straciła poczucie rzeczywistości. Personel wezwanej karetki pogotowia ratunkowego od razu dał do zrozumienia, że na szpital nie ma co liczyć. Nawadniające kroplówki można przecież podłączyć w domu, uzupełniać elektrolity, etc. Wszak na starość lekarstwa nie wynaleziono. Tyle że często o starości nie sposób nie myśleć, zwłaszcza jeśli seniora trzeba zostawić w domu samego. Bo przecież jest jeszcze praca zawodowa.

Szkoda, że młodym ludziom nie wtłacza się do głów od dziecka, iż oni również kiedyś się zestarzeją. Może w kwiecie wieku, będąc u steru władzy, szukaliby rozwiązań - jak znalazł na ich starość. Na razie wszystko idzie kulawo. Dom opieki dalej jest ostatecznością, bo też warunki pobytu w wielu urągają wszelkim zasadom przyzwoitości.

Koleżanka stara się w mopsie o dochodzącą pomoc, na którą mama nie chce się zgodzić. Chciałaby, żeby córka tkwiła przy niej cały czas. Tyle że z emerytury mamy obie się nie utrzymają. Koleżance do wieku emerytalnego, skróconego, brakuje ponad dekadę. Są jeszcze przy tym dopiero wchodzące w życie dorosłe dzieci, które też czekają na pomoc koleżanki. Pieniądze ze staży zawodowych nie wystarczają im nawet na wynajęcie mieszkań w innym mieście. Jak zatem pogodzić opiekę nad seniorem i wspieranie dorosłego co prawda, ale zawszeć dziecka? Tego rodzaju kwestie aż proszą się o systemowe, a nie wybiórcze spojrzenie... Bo takich osób, jak koleżanka, są tysiące. Seniorzy żyją dziś dłużej, niekoniecznie w pełni sił fizycznych i umysłowych. Z kolei dzieci mają często opóźniony start zawodowy, gdyż z pracą wcale różowo nie jest, mimo oficjalnie niskiego bezrobocia.

Kiedyś w urzędach pracy, wśród osób bezrobotnych, jedną z najliczniejszych grup zawodowych stanowiły pielęgniarki. Masowo zwalniano je bowiem z początkiem transformacji. Jeśli wówczas nie zadbały same o siebie, wyjeżdżając za granicę, choćby opiekować się seniorami we Włoszech, Niemczech itd., to zdążyły się zestarzeć. I teraz również potrzebują pomocy.

Znajoma z dysfunkcją układu kostnego nie podda się operacji, mimo że ta poprawiłaby jej komfort życia. Kto bowiem zaopiekowałby się nią po wyjściu ze szpitala, w domu? – pyta. Dzieci w świecie, za chlebem, a sąsiedzi są równie wiekowi, albo poumierali. I szklanki wody rzeczywiście nie miałby jej kto podać. Co ma zatem zrobić senior w niedyspozycji? Kłaść się i czekać na zmiłowanie? W XXI wieku, który miał nam oszczędzić trosk, dzięki postępowi we wszystkich dziedzinach życia? Ba, zapowiada się, że problemów przybędzie, z prozaicznego m.in. powodu – niedocenienia roli średniego personelu medycznego.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ