reklama

"Ludzie nadal chcą ze mną porozmawiać"

Co robią byli prezydenci

Na okładce

"Ludzie nadal chcą ze mną porozmawiać"

Co robią byli prezydenci

Był drugim prezydentem Starachowic, po przełomowym 1989 roku, radnym trzech kadencji. Co słychać u Zenona Krzeszowskiego?

Debata w sprawie Polsko - Amerykańskich Klinik Serca. Po przemowach przedstawicieli Klinik i radnych, głos zaczęli zabierać zgromadzeni na sali ludzie. O mikrofon prosi pan siedzący w pierwszym rzędzie. Wstaje i spokojnym głosem zaczyna przytaczać racjonalne argumenty za pozostawieniem szpitala w Starachowicach. Choć mówi cichym głosem, słucha go cała sala. Tym człowiekiem jest Zenon Krzeszowski, były prezydent Starachowic.

- Co pan robi w wolnych chwilach, panie prezydencie?

- Wszystko, co w tym mieszkaniu pani widzi, to praca moich rąk. Ja oprócz elektryka, nie wzywam innych fachowców. A więc majsterkuję. A poza tym wędkuję, uprawiam ogródek. A najważniejsze? Wraz z panem Józefem Kowalskim, staramy się o odszkodowanie dla byłych pracowników Fabryki Samochodów Ciężarowych w Starachowicach - wymienia Zenon Krzeszowski.

- To odszkodowanie należy się pracownikom w związku z dziką reprywatyzacją fabryki FSC. Dostali co prawda akcje, ale one mają dziś wartość papieru. A ta nasza fabryka była coś warta, to ludzie ją budowali i tworzyli...

Zenon Krzeszowski udziela się też w Towarzystwie Przyjaciół Starachowic i w stowarzyszeniu Otwarte Starachowice, które powstało po to, by tworzyć tzw. społeczeństwo obywatelskie, tworzyć klimat sąsiedzki w mieście.

Od chemika do samorządowca

Zenon Krzeszowski urodził się w marcu 1949 roku w Krynkach. Jest napływowym starachowiczaninem, który w naszym mieście zamieszkał w 1969 roku.

- Przyjechałem do Starachowic na staż pracy i zostałem. Jestem chemikiem, jestem ekonomistą i samorządowcem. A do fabryki przyszedłem jako chemik i robiłem staż w laboratoriach w fabryce (...). Potem pracowałem jako technolog i obsługiwałem wszystkie związane z chemią oddziały. Zostałem mistrzem lakierni, starszym mistrzem, kierownikiem oddziału i - co dziwne - kierownikiem oddziału kabin, zmianowym. Każdy szczebel przeszedłem, aż do roku 1990 - opowiada Zenon Krzeszowski.

Po przemianach w naszym kraju, wraz z innymi pracownikami został zwolniony z Fabryki Samochodów Ciężarowych. Powodem były tzw. przyczyny ekonomiczne.

- Zostałem z rodziną zupełnie bez niczego. Trzeba było coś robić, więc pracowałem jako mechanik samochodowy... - wspomina. - Później, tj. w 1992 albo 1993 roku zaproponowano mi pracę w Zakładzie Energetyki Cieplnej. Tworzyłem m.in. struktury ZEC w Starachowicach.

Był to ostatni przystanek przed objęciem prezydentury w mieście. W latach 90-tych wstąpił i działał w strukturach Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

- W 1990 roku, gdy zaczęła się działalność samorządu po przemianach 1989 roku, byłem radnym uzupełniającym.

- A skąd idea, żeby zostać radnym?

- Zawsze miałem żyłkę samorządowca, społecznika. Zaproponowano mi start z listy i po prostu wystartowałem. W połowie kadencji zostałem radnym i zaczęło się moje doświadczenie z samorządem, moja przygoda z samorządem (...). Bycie radnym dało mi ogląd, jak ten samorząd funkcjonuje. Tak się to zaczęło i nie ukrywam, że bardzo mnie ta działalność wciągnęła.

W 1994 roku Lewica wygrywa wybory w mieście, a Zenon Krzeszowski podejmuje najważniejszą politycznie decyzję w swoim życiu.

- Powstała koalicja, bo tak się złożyło, że lewica i prawica miały po równo głosów. "Języczkiem" u wagi była Unia Pracy i Spółdzielcy. I lewica z nimi stworzyła koalicję, a mnie zaproponowano, bym został prezydentem - opowiada Krzeszowski.

Nie od razu się zgodził.

- Potrzebowałem chwili czasu, bo to była bardzo poważna sprawa. Przyszedłem do domu, podyskutowaliśmy z żoną i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować. I tak to się wszystko zaczęło...

Trudna prezydentura

Choć minęło wiele lat, początki swojego urzędowania prezydent Zenon Krzeszowski nadal wspomina pełen emocji

- Starachowice w 1994 roku były miastem w stanie całkowitego rozkładu. Prawie 16 tysięcy bezrobotnych. Zlikwidowano dużo firm mniejszych i tych większych (...). Była potężna stagnacja społeczna, ludzie zawiedzeni, nie widzący perspektyw. Ludzie, którzy z dnia na dzień stali się nikomu niepotrzebni pod względem zawodowym. Byli sfrustrowani, przeklinali rzeczywistość i musieli trwać na zasiłku (...). - Byli dumni z fabryki, dumni z sukcesów. I nagle to trzasło...

Miał dwa rozwiązania, albo znaleźć fundusze z przeznaczeniem na pomoc doraźną, albo szukać alternatywy, inwestować, tworzyć miejsca pracy. Wraz z radnymi koalicji wybrano drugi kierunek.

- To była pewna decyzja. Idziemy w inwestycje, idziemy w tworzenie nowych miejscy pracy. Mowa tu o Specjalnej Strefie Ekonomicznej, w której w perspektywie czasu miano tworzyć nowe miejsca pracy (...). Pierwsza idea stworzenia SSE w Starachowicach pojawiła się już za czasów poprzedniej kadencji, ale nie było przepisów wykonawczych do tego. Teraz zaczęło się to krystalizować. Wiedząc o tym, że nie dostaniemy strefy od państwa (próbna miała powstać w Mielcu - przyp. red.) postanowiliśmy stworzyć własną strefę.

Starachowice mają jedyną strefę ekonomiczną, którą stworzył samorząd. Strefę stworzoną od podstaw.

- Pieniędzy w kasie nie było, ale Specjalna Strefa Ekonomiczna to nie tylko nazwa i chęci. Miasto musiało być przygotowane do tej strefy - opowiada prezydent Krzeszowski.

Przyjście inwestorów do miasta, do SSE związane było z jego rozwojem. Ważne wówczas było to, żeby firmy należące do samorządu stanęły na nogi. Modernizacja tych spółek związana była z inwestycjami. Należało rozwinąć spółki związane z ciepłownictwem, kanalizacją, komunikacją miejską (zakup autobusów), telefonizacją miasta. Trzeba było stworzyć Urząd Celny.

- Te wyzwania były naprawdę wielkie. I trzeba było to miasto przygotować do wyzwań pod strefę

- Zostało przygotowane? - pytam

- Tak.. Miasto było gotowe. Ta dobra koniunktura dla miasta została stworzona.

Kolejną bardzo ważną dla Starachowic, nie tylko z punktu widzenia inwestorów, ale przede wszystkim ułatwień dla mieszkańców miasta, były inwestycje drogowe. Dwa przejścia kolejowe powodowały blokowanie ruchu. Decyzją Rady Miejskiej, po wcześniejszym zgłoszeniu pomysłu, Zenon Krzeszowski został zobligowany do rozpoczęcia rozmów na temat budowy wiaduktu. Trzeba było znaleźć pieniądze na m.in. wykupienie terenów pod tę inwestycję, przenieść mieszkańców i zapewnić im lokale mieszkalne.

- Zacząłem szukać pieniędzy, dodatkowych środków...

- Gdzie był szukane?

- Ach, gdzie nie były! To były środki z różnych źródeł. To był czas, że więcej siedziałem w ministerstwach, u wojewody, w Sejmiku niż w Starachowicach.

W 1996 roku rozpoczęto budowę wiaduktu łączącego wschodnie Starachowice z południową częścią miasta. Na tej budowie skorzystali zarówno kierowcy, jak i okoliczni mieszkańcy.

- Drogowe marzenie starachowiczan udało się zrealizować - z dumą mówi Z. Krzeszowski

Prezydentura Zenona Krzeszowskiego to również otwarcie na prywatne inwestycje. Prywatnemu inwestorowi został sprzedany budynek przy ulicy Krzosa (obecnie Pileckiego) i powstał pierwszy hotel w mieście, Hotel Senator.

- Wtedy nie było bazy hotelowej, potencjalni inwestorzy nocowali w ościennych miejscowościach. Potrzebne były noclegi, znalazł się prywatny inwestor zainteresowany wykupieniem budynku (...). To też była forma stworzenia pozytywnego miasta dla inwestorów.

Okres prezydentury Zenona Krzeszowskiego to również reaktywacja Starachowickiego Centrum Kultury. Także oddanie jednego z budynków dawnego Zakładu Drzewnego na potrzeby Powiatowego Urzędu Pracy. Miasto przejęło również opiekę nad niszczejącym kompleksem Wielkiego Pieca, zaczęto tworzyć podwaliny pod przyszłe muzeum. To również przejęcie pieczy nad budową nowego szpitala.

- Zaczęto przywracać miasto mieszkańcom. Pobudzono starachowiczan do działań, do walki o to miasto (...). Do końca życia wdzięczny będę i będę podkreślał zasługi współpracujących ze mną urzędników. To był ich ogromny wysiłek - wspomina prezydent Krzeszowski.

Pomysłów, odwagi i chęci prezydentowi Zenonowi Krzeszowskiemu nie brakowało. Jednak nie wszystkie inwestycje udało się zrealizować. Na niektóre zabrakło pieniędzy, na inne czasu. Nie powstał m.in. wiadukt łączący zachodnią część miasta z południową. Nie udało mu się stworzyć Domu Złotej Jesieni, zlikwidować handlu w centrum miasta, tzw. Manhattanu. Wybudować dwupasmówki przez miasto, czy drogi łączącej Majówkę z Armii Krajowej. Nie udało się również odkupić terenów przy ulicy Kanałowej celem przeniesienia targowicy.

- Na to wszystko zabrakło czasu - z żalem mówi Zenon Krzeszowski. - Jest coś z czego jeszcze jestem dumny. To nagrodzenie Starachowic w l. 90-tych XX wieku Flagą Europy. Wtedy Polska była jedynie państwem akcesyjnym. Mimo to, ze względu na działalność na rzecz integracji europejskiej zostały wyróżnione tym dyplomem. To było uwieńczenie współpracy Starachowic z państwami Europy Zachodniej.

"A potem odpoczywałem"

Lata jego prezydentury, to nie tylko sukcesy inwestycyjne, ale także walka o pieniądze, o poparcie dla pomysłów. To również "kłody rzucane pod nogi". Po zakończeniu urzędowania Zenon Krzeszowski poświęcił się więc rodzinie, a przede wszystkim odbudowie swojego zdrowia, które zostało bardzo nadszarpnięte. To jego okres "powrotu do stabilizacji".

- Najgorsze było to, że przez te lata prezydentury spotykałem się ze ścianą, z brakiem wizjonerskiego myślenia. I dlatego przypłaciłem to zdrowiem.

Po długotrwałej rekonwalescencji, w 2009 roku Krzeszowski podjął pracę w Zakładzie Aktywności Zawodowej. Pracował tam do swojej emerytury. W międzyczasie próbował powrotu do czynnej polityki, nie udało mu się, lecz do oceny tej sytuacji nie chce już wracać.

Starachowice dziś

- Uwielbiam to miasto... Starachowice mają dla mnie bardzo uczuciowy wymiar. To miasto jest piękne i ma bardzo mądrych mieszkańców. Jest miastem dumnym, a jak zaczyna być upokarzane, to mnie to po prostu boli.

- Jakie Pan widzi pozytywy w mieście?

- Miasto cały czas się rozwija, jego władze widzą potencjał. Mają pomysły (...). Jestem zwolennikiem powiedzenia: "jak cię widzą tak cię piszą". Miasto jest posprzątane, są zadbane ulice.

- To jaką ocenę pan wystawia Starachowicom A.D. 2017?

- Marek Materek jest dobrym menadżerem, jest inteligentny. Rokuje bardzo dobrą przyszłość dla miasta (...) . Daję blisko piątki, a dokładnie 4 z plusem.

"Czas wolności"

- Po przejściu na emeryturę zacząłem korzystać z wolności - ze śmiechem opowiada Zenon Krzeszowski. - I szczerze? Cieszę się, że jestem na emeryturze. Że nie muszę być od nikogo zależny, że nie muszę w wielu przypadkach walczyć o cokolwiek.

Zenon Krzeszowski, mimo upływu lat od czasów jego prezydentury, nadal jest postacią rozpoznawalną w mieście. Jego żona z uśmiechem mówi o tym, że idąc na targ nie ma wyjścia, by nie przystanęli przy jej mężu ludzie prosząc o pomoc, interwencję, czy po prostu chcąc z nim porozmawiać. Podczas mojej wizyty telefon również dzwoni, a ja słyszę pana Zenona umawiającego się na spotkanie. Jego czas nadal jest bardzo cenny.

- Ludzie chcą ze mną rozmawiać (...). Zawsze przystaję i rozmawiam. To jest dla mnie bardzo budujące - kończy rozmowę Zenon Krzeszowski.

(zaz)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ