reklama

Pod dyktando

Mimochodem

 

Żal mi siebie i wielu innych podręcznych - jak nazwała płeć piękną Margaret Atwood w swojej zekranizowanej pod takim mniej więcej tytułem futurystycznej powieści - że dałyśmy się zapędzić w kozi róg. 

Tabletki "dzień po" bez recepty broniłam z całą mocą, bo była synonimem wolności. Żadna z kobiet nie zażywała jej dla przyjemności z racji smakowych walorów, co usiłują nam wmówić rządzący - zresztą sprzedaż była nie tak znów wielka w przeliczeniu na babski ród; ba, niewarta uwagi, nawet ze względu na horrendalną cenę (sporo ponad sto złotych za jedną) – raczej by w razie wyższej konieczności pogodzić interesy dwojga partnerów jeszcze nie zdecydowanych na potomstwo. Tyle że organ ustawodawczy, w którym większość stanowią mężczyźni, to partnerki postanowił surowo ukarać, cały ród męski automatycznie ułaskawiając. Tym samym bezapelacyjnie potwierdził, że kobiety trzeba trzymać krótko, a jak przyjdzie co do czego, niech cierpią. Do tego wszak zostały stworzone. Przecież to je ukarano bólem przy wydawaniu na świat kolejnych pokoleń. Przywracając receptę na ten specyficzny środek medyczny jasno dano do zrozumienia, że o równości płci kobiety mogą zapomnieć. Szkoda, że zrobiono to również rękami części pań, którym solidaryzowanie się ze swoją płcią jest obce.

Pigułka "dzień po" to nie jedyny obszar zagarnięty przez obecną władzę. Klatka, w której przychodzi nam żyć, staje się coraz bardziej niewygodna. Każdemu uważnie patrzy się na ręce. To dlatego siostrzenica koleżanki, zatrudniona w jednej z lepiej radzących sobie jednostek administracji publicznej, po kryjomu czyta "Gazetę Wyborczą". W jej pracy oficjalnie prenumeruje się "Gazetę Polską Codziennie". "GW" nie przegląda nawet w domu; a nuż się wyda i przyjdzie się pożegnać z intratną posadą, za którą kryją się niemałe akurat pieniądze (są takie etaty w instytucjach państwowych) lecz u dziadków, którzy dziś – o ironio! – mogą najwięcej. Nie manifestuje też swojej obojętności dla religii, bo to również jest niemile widziane, i z pokorą maszeruje w pielgrzymkach na Jasną Górę, organizowanych przez jej oddaną Kościołowi firmę.

Hipokryzja sięgnęła szczytów. Neofici zaczęli wyrastać niczym grzyby po deszczu wraz z transformacją. Żeby przypodobać się przejmującym władzę w kraju solidarnościowym ekipom, niejeden z kręgów pezetpeerowskich nagle poczuł wolę Bożą, nagle też zmienił swoją orientację polityczną. Nie dlatego, że się rzeczywiście nawrócił i zweryfikował przekonania, lecz dlatego, że pójście z wiatrem mogło przynieść spodziewane profity. I – jak się okazuje – przynosi. Wystarczy wymienić parę nazwisk niektórych parlamentarzystów. Nie ma innego wytłumaczenia, patrząc jak dotąd katolicy wyłącznie z nazwy (wszystkich ochrzczono, ale po osiągnięciu pełnoletności wielu, albo i więcej, zdystansowało się do religii) stają w pierwszych szeregach przed ołtarzem. Bo z racji zajmowanego stanowiska czy pełnionej funkcji lepiej się tak zachować.

Czy jest dziś jakaś świecka uroczystość, która nie zaczyna się mszą w kościele? (Nawet starachowiccy seniorzy tak kończyli rok akademicki!) A niechby i nawet, gdyby za manifestacją jedności z katolicką religią szły czyny. Tymczasem nie ma ich nie tylko w przypadku tak fundamentalnej kwestii, jak obecny stosunek Polaków do uchodźców, ale i w sprawach drobnych – myślę o wzajemnym szacunku, życzliwości, ba, poszanowaniu mienia publicznego. Dzieje się wręcz odwrotnie – poziom agresji rośnie z każdym dniem. Począwszy od szkół – gdzie religia ma pokazywać drogę chrześcijańskiej (pełnej miłości i dobra) peregrynacji przez życie – a skończywszy na przypisaniu kobietom roli drugiego sortu. Oddaję jedynie co cesarskie mieszkańcom niegdysiejszej ulicy 9 Maja, którzy, stanowczo acz spokojnie, nie dali sobie narzucić – skądinąd neutralnej - nazwy Młyny (a jakby chodziło o imię któregoś z "żołnierzy wyklętych", czy akcja protestacyjna też by się udała?), jedynie przystali na zmianę cyfry: na "ósemkę", stojącą za historyczną datą. Niby nic, ale jednak symbol tego, że nic o nas bez nas. Niestety, kobietom się nie udało. Ciekawe, czy gdyby mieszkańcy ulicy 8 Maja decydowali o recepcie na pigułkę "dzień po", też by nie była ona konieczna? Może tam mniej koniunkturalistów? Może tam więcej osób uważa, że wszyscy rodzą się równi, mają prawo do wolności i szczęścia (jak w zapisie amerykańskiej Deklaracji Niepodległości z 4.07.1776 r.)? A może po prostu jest tam więcej emerytów, którym wolno więcej? Jeszcze.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ