reklama

A młodych dalej brak

Mimochodem

 

Bywalcy miejscowych placówek kulturalnych mieli w pierwszych dniach czerwca niemały orzech do zgryzienia. Bo imprez nie brakowało.

Promocje książek, co ważne – rodzimych autorów, spotkania z muzyką; tego w bibliotece na osiedlu "Żeromskiego" z bluesem bodajże w roli głównej rzeczywiście żałuję, ale coś wybrać trzeba. I nawet nie mam pretensji do organizatorów wszystkich tych zdarzeń, że w jednym czasie wystąpili do starachowiczan ze swymi ofertami. Niekiedy bowiem zarezerwowanie odpowiedniego terminu wymaga sporego wysiłku, żeby zaproszonemu gościowi z niczym nie kolidował. Niemniej jednak podczas jednego z dni festiwalowych na Wielkim Piecu usłyszałam, że koordynator imprez kulturalnych w mieście by się jednak przydał. Ponoć istnieje już strona internetowa, na której organizatorzy mogą wpisywać własne plany, by pozostali zwrócili na nie uwagę i rezerwowali dla siebie inne terminy. Wówczas i o frekwencję na spotkaniach nie trzeba będzie się obawiać.

Dawno, dawno temu, specjalny dział w magistracie koordynował całą ofertą kulturalną w mieście i okolicy. Trzeba mieć nadzieję, że np. nowo przekształcony dział kultury w starostwie też spróbuje zsynchronizować działalność poszczególnych placówek. Szkoda, żeby praca wielu ludzi szła na marne. Zwłaszcza ludzi tak oddanych kulturze. Jeszcze dziś na spotkaniach ze starachowiczanami, którzy wybrali jako sposób na życie piosenkę, taniec, a także malarstwo czy rzeźbę padają nazwiska tych najbardziej wyrazistych miejscowych animatorów kultury. Jestem przekonana, że pomysłodawca zaproszenia do Starachowic objazdowego festiwalu filmów dokumentalnych WATCH DOCS, Mirosław Gęborek ze Stowarzyszenia Lokalni.pl też doczeka się podobnych laurek. Jak mało która inicjatywa, ta szczególnie zasługuje na wielki aplauz. Wedle zapowiedzi dyrektora muzeum, już na trwałe zainstaluje się na Wielkim Piecu.

Jak wynika z okolicznościowego folderu, to wydarzenie artystyczne nie dość że ma określoną formułę – poza pokazami dokumentów panele dyskusyjne z udziałem ekspertów – to jeszcze społeczny charakter, opierający się na wolontariacie organizatorów.

Starachowickim spotkaniom patronują lokalni przedsiębiorcy i media, sprzyja też zapewne miasto i powiat. Tyle że odzew mieszkańców, do których jest kierowana oferta, mógłby być większy. Czyżby do udziału w spotkaniach filmowych zniechęcał czas ich trwania (5 dni roboczych), bo już chyba nie pora? Godzina rozpoczęcia pokazów – 17.30 wydaje się optymalna. No i miejsce – niepowtarzalna atmosfera kina Kotłownia na Wielkim Piecu może tylko przyciągać potencjalnych zainteresowanych. Owszem, jest ich stała grupa kilkudziesięciu osób, mniej więcej w porównywalnym wieku. Tzw. średnim czyli dojrzałym. Młodzieży jak na lekarstwo. Tymczasem przy wadze poruszanych problemów, to właśnie obecność wchodzącego w dorosłe życie młodego pokolenia byłaby przed wszystkim pożądana.

Młodzi ludzie mają wszystko przed sobą. Jeśli dziś nie zaczną się zastanawiać nad przyszłością, może ona okazać się im nieprzyjazną. Bo zawczasu o nią nie zadbali. Organizatorzy festiwalu co prawda weszli z jego ideą do szkół – po projekcji wybranego filmu dokumentalnego proponują udział w warsztatach, ale nie skutkuje to uczestnictwem uczniów w pokazach na Wielkim Piecu. Są za to ich nauczyciele, dziadkowie, sąsiedzi, nawet nie rodzice. Bo gdyby to byli rodzice, dzieci przyszłyby z nimi. I tak rozmywa się nam, zawsze zresztą dyskusyjna, więź pokoleń.

Świata bez migracji raczej już nie będzie. Tak jak ludzie z różnych względów przemieszczali się przed laty, tak będą nadal. Od tematu zatem nie da się uciec, pozostaje go oswajać. W najlepszy możliwy sposób – rozmawiając o tym. Temu m.in. służą założenia festiwalu WATCH DOCS, opowiadającego się po stronie praw człowieka. Przez pryzmat właśnie uchodźców, granicy wolności kobiet (?!), społecznych nierówności, etc. – problematyki obecnej w pokazywanych dokumentach.

Drugi dzień festiwalu zdominowały akurat sprawy kobiet. Dyskusja szybko skierowała się na tory równouprawnienia płci. Więcej było o płacach na tych samych stanowiskach zajmowanych przez kobiety i mężczyzn niż o kwestiach poruszanych w filmach. A w nich i aborcja, i in vitro. Tylko kto miał o tym rozmawiać? Babcie w imieniu wnuczek? Na czarnych marszach i podobnych manifestacjach też seniorów sporo, choć problemy bezpośrednio ich nie dotyczą.

Dojrzałość stała się zauważalna, bo seniorzy są dziś bardzo aktywni. Jakby rozsadzała ich chęć uczestnictwa we wszystkich ważnych sprawach dnia powszedniego. Żeby jeszcze coś zobaczyć, dotknąć, nauczyć się. A młodzi? Wiele o nich bez nich.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ